Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Pawel-Lisicki-Fotorzepa-Ryszard-Waniek.jpg

Akt pierwszy: rysa obywatelska

Paweł Lisicki

Historia przychodzi zawsze z boku – taki wniosek można by zapewne wyciągnąć, obserwując heroiczne zmagania premiera z internautami.

Rzeczywiście. Kto by się bowiem spodziewał, że właśnie umowa ACTA tak głęboko wstrząśnie polską sceną polityczną? Po raz pierwszy od lat wyraźnie widać spadek poparcia dla Platformy wśród młodych wyborców, po raz pierwszy Internet – miejsce, gdzie dotąd Platforma dominowała – staje się zapleczem jej przeciwników.

Trudno w to uwierzyć. Popularności Donalda Tuska nie potrafiły zmienić ani afera hazardowa, ani katastrofa smoleńska, za którą przecież to jego rząd ponosi polityczną współodpowiedzialność, ani fatalnie prowadzone śledztwo i praktyczne oddanie go w ręce Rosji. Więcej. Nawet nieprawdopodobny bałagan związany z wprowadzeniem przez Bartosza Arłukowicza nowej listy leków refundowanych nie odbił się specjalnie na poparciu dla PO. Aż tu nagle w sprawie ACTA – umowy, którą jeszcze kilka tygodni temu mało kto potrafił zrozumieć – doszło do przełomu. Nie wydaje się też, żeby Tusk, mimo kilku zręcznych posunięć, potrafił się wykaraskać z kłopotów. Dawne sztuczki PR-owskie nie działają.

Mimo że premier zbeształ publicznie ministra, który umowę przygotował, mimo że ogłosił zawieszenie procesu ratyfikacji i że próbował przejąć inicjatywę, organizując spotkanie z internautami, efektów nie widać. Ba, wojna z rządem wręcz się nasiliła. Jak przeczytałem na Facebooku, pod hasłem „Popieranie PO świadczy o brakach w samodzielnym rozumowaniu" skupiło się kilkanaście tysięcy protestujących. Antyrządowe slogany i hasła przyciągają kolejne tysiące. Protesty przeciwko ACTA – słuszne czy nie – uczyniły wyłom.

Jaki jednak będzie ich skutek? Nie wiadomo przede wszystkim, na ile masowość protestów jest reakcją na umowę ACTA, a na ile umowa stała się swoistą kroplą, która przelała czarę goryczy. Może skala sprzeciwu nie byłaby tak wielka, gdyby nie to, że rządy Platformy w coraz większym stopniu budzą irytację i złość młodych wyborców? Faktycznie, oznaki kryzysu gospodarczego, bezrobocie, trudniejsza emigracja zarobkowa powodują, że liczba rozgoryczonych musi rosnąć. I coraz trudniej utrzymać ich w ryzach, posługując się straszakiem w postaci PiS.

Z drugiej strony jednak trudno powiedzieć, kto w sensie politycznym na protestach zyska. Różne dobre rzeczy można powiedzieć o Jarosławie Kaczyńskim, ale nie wydaje się, by był on szczególnie wiarygodnym liderem ruchu internautów. Do takiej roli pewnie lepiej nadawałby się Janusz Palikot, ale i on, zbyt nachalnie próbując podłączyć się do antyactowców, został przez nich odrzucony.

Taka sytuacja nie może jednak trwać w nieskończoność. Ten, kto będzie potrafił politycznie wykorzystać niezadowolenie internautów, otworzy sobie, być może, drogę do przyszłej władzy.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy