Najnowsza interwencja Uważam Rze

Butik

Braterstwo krwi

Paweł Wilkowicz

Czy da się dziś wygrywać wyścigi bez dopingu? Być może, ale ktoś musiałby spróbować. Przykład Alberta Contadora pokazuje, że czarną owcą peletonu nie jest ten, kto bierze, tylko ten, kto za dużo mówi

W przerwie podczas Tour de France wszyscy kolarze z grupy zbierali się w pokoju. Każdy nakłuwał palec i upuszczał kroplę do fiolki. Fiolka wędrowała do wirówki, oddzielały się czerwone krwinki i można było sprawdzić hematokryt, czyli gęstość krwi. Każdy wtedy wiedział, czy musi jeszcze wziąć, i ile. A potem biegł do hotelowej kostkarki do lodu i napełniał termos, żeby trzymać w nim swoją porcję EPO. Czyli erytropoetynę, hormon stymulujący produkcję czerwonych krwinek. Im ich więcej, tym mięśnie są lepiej odżywione tlenem i zdolne do większego wysiłku.

Ruchomy skład leków

Wspomnianą grupą kolarską była Motorola, jej liderem słynny Lance Armstrong, rekordzista Tour de France i jego siedmiokrotny zwycięzca. To on według świadków wprowadził w Motoroli wieczorki z nakłuwaniem, zirytowany słabymi wynikami zespołu. Wszystko działo się w 1995 r., a więc gdy trwał jeszcze kolarski wiek niewinności. Maski spadną dopiero trzy lata później, gdy podczas Tour de France wybuchnie afera w grupie Festina: skontrolowany przez policję samochód towarzyszący grupie okazał się ruchomym składem leków. Wyścig w 1998 r., nazwany Tour de Dopage, był przełomowy, bo okazało się, że oszustwo jest normą, a nie marginesem.

Wtedy ruszyła na dobre machina antydopingowa, coraz więcej krajów zaczęło karać za niedozwolone wspomaganie, zaczęły się prokuratorskie nakazy rewizji, policyjne naloty. A mistrzowie upadali jeden po drugim. Już dwóm zwycięzcom TdF odebrano tytuły.

W 2006 r. Amerykaninowi Floydowi Landisowi i tydzień temu, po długiej walce na kruczki prawne, Alberto Contadorowi. On wpadł w Tour de France 2010, ale naginając przepisy, jeździł jeszcze przez kilkanaście miesięcy, wygrał też Giro d'Italia 2011 i ten tytuł stracił w pakiecie ze zwycięstwem TdF.

Mimo obławy po aferze Festiny peleton z dopingu się nie oczyścił, tylko poszukał nowych sposobów. Zaczęła się gonitwa za coraz lepszym i trudniejszym do wykrycia EPO, za hormonem wzrostu (HGH), który szybko znika z organizmu, a w połączeniu np. z testosteronem daje prawdziwe turbodoładowanie. Wróciły też do łask autotransfuzje. Gdy Lance Armstrong jechał w 2004 r. po szóste zwycięstwo w wyścigu dookoła Francji, tym razem w grupie US Postal, dopingowe rytuały były już dostosowane do nowych czasów. Jak wspominał Landis, pracujący wtedy w US Postal na sukcesy Lance'a, po którymś z etapów autobus drużyny zatrzymał się przy górskiej drodze, na uboczu. Kierowca podniósł klapę i udawał, że naprawia silnik. Kolarze położyli się na łóżkach, a szef Armstrong – na podłodze. Lekarze taśmami przykleili do ścianek autobusu torebki z krwią i zaczęli ją przetaczać zawodnikom. Po godzinie można było dalej ruszyć w drogę.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Wojciech Romański

W smoczym kręgu