Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Korczak utkwił we mnie

Jolanta Gajda-Zadworna

Pogawędka z Wojciechem Pszoniakiem

1 stycznia zaczął się Rok Korczaka. Ucieszyło to pana?

Od kiedy Andrzej Wajda zaproponował mi rolę Korczaka w swoim filmie, wszedłem mocno w jego historię, zarówno dzięki scenariuszowi Agnieszki Holland, jak i lekturom, które pomagały mi zbliżyć się do tej postaci, zrozumieć ją. Ale szczególnie ważne były dla mnie dzienniki pisane w getcie. Odizolowałem się z nimi od świata na Korsyce i od tamtej pory Korczak utkwił we mnie tak głęboko i w taki sposób, że przez długi czas trudno mi było o nim mówić.

A czy trudno było opowiedzieć o nim w filmie?

Z perspektywy dzisiejszych mediów życie Korczaka niełatwo nazwać spektakularnym, „filmowym". Nie było w nim dramatycznych zwrotów akcji, z wyjątkiem tego finalnego zakrętu, gdy postanowił towarzyszyć swoim podopiecznym w drodze do obozu zagłady. Był nierzucającym się w oczy człowiekiem, a mimo to pozostawił po sobie ślad – ludzkiej wielkości i poświęcenia.

Co pan sądzi o jego pedagogicznym przesłaniu?

Korczak pokazał, że można je wcielać w życie. Stworzył bazę, wzorzec, kierunkowskaz. Uważam, że jego koncepcja wychowania, szacunku do małych ludzi jest wciąż niezwykle potrzebna. Wystarczy rozejrzeć się wokół, ile pułapek i zła czyha na dzieci. Dorośli potrzebują wzorców postępowania, jakie stworzył Stary Doktor.

Filmowy „Korczak" z pewnością będzie przez telewizję przypominany, ale pana zobaczymy też wkrótce w granym na żywo spektaklu TV „Skarpetki, opus 124".

Przede wszystkim jestem szczęśliwy, że udało się przywrócić do życia jedną z najcenniejszych rzeczy, jaką mieliśmy, a wiem, co mówię. Teatr TV, zagrożony w pewnym momencie przez nieodpowiedzialne decyzje, znów może mieć duży zasięg, docierać tam, gdzie jest najbardziej potrzebny, czyli do mniejszych miejscowości. I może daje szansę przyszłym artystom – aktorom, malarzom, intelektualistom. Najważniejsze, że teatr jest. Także jako alternatywa do wszechobecnego medialnego bełkotu.

„Skarpetki..." polską prapremierę miały w stołecznym Teatrze Współczesnym.

Sprowadziłem ten tekst z Francji, bo kocham sztuki o aktorach, a Daniel Colas – aktor, reżyser i dramaturg – wie, o czym mówi, i potrafi to opisać. Kocham też teatr aktorski, bo bez aktora może być widowisko, ale nie ma teatru. „Skarpetki..." to trudna forma – duet. I mam nadzieję, że widzowie docenią to, co udało się nam stworzyć z Piotrem Fronczewskim w reżyserii Macieja Englerta. Że spodoba się im ta sztuka – mądra, ciekawa i inteligentna, z powodzeniem grana w całej Europie.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej