Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Latający cyrk Hermana Van Rompuya

Piotr Gabryel

Czym euroentuzjaści i eurokraci rozbawią nas tego lata?

Do niedawna nie było miesiąca, teraz nie ma już tygodnia, by europejscy politycy do spółki z niezawodnymi w takich przypadkach eurokratami nie wpadli na kolejny rewolucyjny pomysł, który – tym razem już na pewno, i to na 100 proc., i oczywiście od zaraz, piorunem – wyciągnie strefę euro z tarapatów, ergo: uratuje (lub choć przedłuży) jej żywot, czyli także ich posady przed likwidacją.

A to fundusz ratunkowy eurolandu EFSF, a to Pakt Stabilności i Wzrostu (zwany sześciopakiem), a to Europejski Mechanizm Stabilizacji, a to unia finansowa, to znów unia bankowa. Już właściwie nie wiadomo, która propozycja jest czyja, który polityk w którym państwie na którą się zgadza, a który której jest przeciwny. Którą traktować choćby na wpół poważnie, a której nie warto poświęcać nawet ćwierci sekundy uwagi. Pomieszanie z poplątaniem, biegunka pseudorecept wystawianych przez politycznych i ekonomicznych znachorów, prawie wszystkie niezrealizowane, bo nie do zrealizowania.

A teraz trwają prace nad porcją nowych przebojów na letnie tournée latającego cyrku „prezydenta Unii Europejskiej" Hermana Van Rompuya. Tym razem ma on zaprezentować „prawdziwie rewolucyjne rozwiązania". Czyli – uwaga, uwaga! – stworzenie stanowiska ministra finansów strefy, wspólne (cokolwiek by to znaczyło) decydowanie w eurolandzie o emisji długu oraz wspólne (jakkolwiek miałoby się to odbywać) ustalanie poziomu deficytu i długu każdego z państw strefy.

Wychodzi więc na to, że latem znowu szykuje się nam w samym środku Europy niezła zabawa, bo oczami wyobraźni już widzę, jak radośnie – obsadzeni w tym przedstawieniu politycy niemieccy, francuscy, włoscy, hiszpańscy i inni – w nim zagrają. Jak ochoczo pozbawią swoje narody prawa do dokonywania demokratycznych wyborów, a siebie samych – do sprawowania w swych państwach władzy (bo przecież nie ma jej bez władzy nad finansami), zaś ich trybunały konstytucyjne – z niemieckim na czele – na to przystaną. I jak ochoczo wszyscy Niemcy, Francuzi, Włosi i Hiszpanie temu wszystkiemu przyklasną.

Cóż, chyba nikt, kto jest przy zdrowych zmysłach, nie wierzy, że ten szalony pomysł, sprowadzający się w istocie do powołania do życia już teraz, na zawołanie, czyli do końca września albo najdalej do połowy listopada, jednego państwa europejskiego (a więc jednoczesnego zlikwidowania tych państw, które wejdą w jego skład) ma choćby najmniejsze szanse powodzenia. I to uczynienia tego wszystkiego tylko po to, aby zaradzić kryzysowi w strefie euro, któremu przecież i tak zaradzić się – przy takim kształcie eurolandu – nie da.

No, chyba że ktoś w to wierzy. Ale jeśli tak, to nie zazdroszczę mu jego poczucia humoru.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe