Fair play po polsku
Wychowawcza rola sportu to banialuki. Weźmy choćby naszych polityków
Sport – według odwiecznych reguł – obok rozwijania tężyzny fizycznej ma kształtować charakter. Powodować, by człowiek stawał się lepszy. Ćwiczenia mają kreować rycerskość, a w przypadku żeńskim damowatość. Sport ma wpajać zasady fair play i pozwalać podnosić morale do poziomu salto mortale.
Spójrzmy na naszych polityków. Może od samej góry. Premier uprawia piłkę nożną, biegi i narty. Z piłki nożnej nauczył się, jak dokopać.
I nie robi mu różnicy, czy to opozycja, czy rodziny smoleńskie. Narciarstwo nauczyło go, by zjeżdżać, gdzie pieprz rośnie, w niewygodnych momentach (ogłoszenie raportu MAK = Dolomity). Jogging, jak twierdzi RAZ, trenuje pan premier na dystansie zbliżonym do odległości od Rady Ministrów do Okęcia – ups, sorki – Lotnisko Chopina w Warszawie, by w razie czego postawić na charakter... w nogach.
I nie ma się co dziwić, bo widać, że ktoś tu kombinuje, jak dać naszemu prime ministrowi czerwoną kartkę. Wyciągane są różne sprawy, a nawet publikowane są zdjęcia z trybun. Siedzenie na meczu ulubionej drużyny może okazać się niebezpieczne. I to wcale nie przez kiboli, tylko przez sąsiadów na krzesełkach. Paradoksalnie z wymiaru sprawiedliwości. Całe otoczenie premiera obnosi się „harataniem w gałę". Jednakże co mają z nudów robić, książki czytać?
Na lewicy zawsze był modny tenis. Jak to nasza lewica – na co dzień hasła o sojuszu robotniczo-chłopskim, a po godzinach rozrywka godna zgniłych imperialistów. Spotkania na Warsie na Jodłowej, gdzie grywał sam późniejszy prezydent, są wspominane do dziś. Mecze miały burzliwy przebieg, ponieważ trochę kantowali się na liniach. Taki odruch, ćwiczenie czyni mistrza.
Zawsze jednak wcześniej czy później osiągali konsensus, bo dla kogo jak kogo, ale dla krajowej lewicy nawet tenis jest sportem zespołowym. Wśród polityków nie brakuje także brydżystów. Jeden z najbarwniejszych opozycjonistów w muszce rozgrywa i rozgrywa, ale partii zrobić nie może. Według sondaży okazuje się jednak, że ze sportów najlepsze jest strzelectwo z nagonką. Byle dyskretnie i z uśmiechem, jak uczy przykład Dużego Pałacu.