Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Medialny wizerunek premiera ostatnio bardzo ucierpial

Donald Tusk w poczekalni autobusowej

Jerzy Jachowicz, Janusz Rolicki

Od lewego

Janusz Rolicki

Marsz w górę w sondażach PiS, a następnie praktyczne zrównanie się obu głównych partii – w ostatnim badaniu przeprowadzonym na zlecenie „Polityki" znowu stawce przewodzi Platforma z jednoprocentową przewagą nad PiS – 38 do 37 punktów dowodzi ostrej polaryzacji sceny. Oba ugrupowania mają dziś łącznie 75 proc. poparcia. To jest niezwykłe i świadczy o tym, że elektorat dojrzał, jak nigdy przedtem, do systemu dwupartyjnego. Zaletą tego systemu jest klarowność polityki i odrzucenie partii przypadkowych. Ta sytuacja może skłonić obu wielkich graczy – to znaczy PiS i Platformę – do zmiany ordynacji w kierunku jednomandatowego większościowego systemu wyborczego. Doprowadziłby on do Polski dwupartyjnej, a więc bez Palikota, Pawlaka, Millera i Ziobry. Jak funkcjonuje ten system, pokazała V Republika Francuska założona przez generała de Gaulle,a. Po latach rządów często kilkutygodniowych generał wprowadził w 1958 r. system, który dał Francji stabilne rządy i wzmocnienie państwa. System jednomandatowy i większościowy – kandydat, aby zostać posłem, musi uzyskać 50-procentowe poparcie – ma jeszcze jedną zaletę. Wyborcy od takiego posła mogą wymagać i go rozliczać. Wpływa to korzystnie na poziom parlamentu, bo domaga się od partii zgłaszania kandydatów autentycznie coś znaczących w życiu publicznym. Dzisiaj o składzie klubów poselskich decydują elity partyjne. Zwykle więc kandydatami na posłów zostają osoby mierne, ale wierne. Stąd często mówi się nawet o mierzwie poselskiej czy przypadkowości karier politycznych. Natomiast z posłem zdecydowanie wygrywającym wybory w swoim okręgu musiałaby się liczyć jego partia, a z kolei sami zwycięzcy musieliby serio traktować swych liderów, a także, i to jest najistotniejsze, elektorat. Obie zwycięskie partie zagospodarowałyby wyborców. PiS zająłby prawą stronę, a Platforma centrum i lewą. Sądzę, że prędzej czy później obie partie pomyślą o tym rozwiązaniu. Dzisiaj wspólnie mogą zrobić wszystko. Niewykluczone więc, że pod koniec kadencji zdecydują się na system dwupartyjny.

Do prawego

Jerzy Jachowicz

Znieczulica. Straszna choroba społeczna. Dotyka coraz szersze kręgi naszych rodaków. Odczułem złowrogi chłód tej epidemii podczas ostatniego porywającego exposé premiera. Wystąpienia tego słuchałem w niecodziennej scenerii. W przytulnej poczekalni PKS w jednym z wojewódzkich miast, w gronie kilkunastu nieznanych sobie osób, oczekujących podobnie jak ja na ten nowoczesny środek lokomocji, który dociera wszędzie, a nie tylko tam, gdzie są szyny. Kolejami nie jeżdżę od kilku miesięcy z  jeszcze  innego powodu. Od momentu, kiedy byłem mimowolnym świadkiem skandalicznego zachowania się grupy kolejarzy jadących do stolicy na kurs podwyższenia kwalifikacji. A ściślej, w celu opanowania umiejętności posługiwania się urządzeniami technicznymi z lat 50., które są na wyposażeniu kolei. Kurs przygotowawczy do pracy, niestety, nie został skoordynowany z realnym stanem posiadania i adeptów kolejarskich szkolono na urządzeniach z lat 70. Okazało się, że dla wielu młodych kolejarzy przeskok czasowy był zbyt duży. To jednak nie powód, żeby tak głośno i ordynarnie przeklinać rząd, Sławomira Nowaka i jego przyjaciela premiera Donalda Tuska. Ich złorzeczenia były tak wulgarne, że po jakimś czasie wszyscy, włącznie ze mną, wynieśli się z tego wagonu, skazując się na różne niedogodności, którymi jednak nie będę czytelnikom zawracał głowy, tym bardziej że panująca znieczulica nie pozwala mi liczyć na czyjekolwiek współczucie. Ale że i premier? – przykre to bardzo. Wszyscy oczekujący w poczekalni autobusowej na telebimie widzieli dobrze, że Donald Tusk ma zafrasowaną twarz dlatego, że nie udało mu się spełnić wielu obietnic złożonych w exposé sprzed roku. Zgryzota na nikogo nie wpływa korzystnie. A tu jeszcze, wobec Donalda Tuska, niemal błyskawicznie, w swej najbardziej szkaradnej postaci, spełnia się przepowiednia Starszych Panów: „Twarz mu blednie, włos mu rzednie, psują mu się zęby przednie". Nikt, poza mną, nie współodczuwał cierpienia premiera. Zamiast słów współczucia usłyszałem głośną radę: – Pożycz sobie trochę różu z „Wyborczej" na policzki.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe