Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

W stronę granicy, czyli świat podwójnego zła

Wojciech Lada

26 kwietnia 1941 r. Władysława Pawłowska skreśliła list. „Rano obudził nas ruch koło wagonów.

Władysława Pawłowska,
Ucieczka z Sybiru,
Libra PL

Patrzę przez okienko – ludzi wyładowują. Okropne wrażenie – pustka wokół, parę chałup, step, okropna Azja. [...] Pakujemy rzeczy i wysiadamy. Przywieźli nas do niemieckiej kolonii, nędza okropna, wszystkich dali do jednej sali...".

Nieco ponad miesiąc później, 7 czerwca, w pani Władysławie niewiele pozostało początkowego przygnębienia. Przeciwnie, wydaje się całkiem nieźle bawić przy wiejskich zajęciach na stepie. „Najlepiej było, jak pracowałyśmy przy nawozie. [...] Okazuje się, że umiemy to dobrze robić, no ale gdyby mi ktoś powiedział, że umiem dobrze załadować gnój, to bym go wyśmiała. Okazuje się jednak, że ma człowiek wrodzony talent" – zanotowała z lekką ironią.

Cóż, przez wcześniejsze 30 lat życia pani Władysława istotnie z gnojem niewiele miała wspólnego – była żoną polskiego oficera i zasadniczo zajmowała się wychowaniem syna. Czy rzeczywiście tak dobrze bawiła się przy przerzucaniu gnoju? Kto wie, w końcu i na zsyłce do Kazachstanu ludzie musieli znajdować sobie jakieś małe szczęścia. Ot tak, żeby nie zwariować. W przypadku pani Władysławy niekoniecznie jednak o to chodzi – zapiski te pochodzą z listów do bliskich, których po prostu nie chciała martwić. Bo przecież gdyby rzeczywiście odnalazła powołanie jako ładowaczka nawozu pośrodku azjatyckiego bezkresu, nie spakowałaby któregoś dnia tobołka i nie uciekała przez pół świata w stronę Polski. A to właśnie zrobiła.

„Ucieczka z Sybiru" składa się z dwóch części, pasujących do siebie mniej więcej jak pięść do nosa. Druga z nich, listy, kreuje wyidealizowany świat wiejskich uciech. Zsyłka przypomina w nich niemal piknik na zielonej trawce, w którym nędza, spora umieralność i trudny klimat stanowią tylko element azjatyckiego kolorytu. Z tym światem ze sporym impetem zderza się część pierwsza – relacja z karkołomnej ucieczki przez terytorium sowieckiej Rosji, z Liniejewki do Brodów. Pani Władysława i tak miała sporo szczęścia – większą część trasy udało jej się przejechać pociągami, nie marznąc, nie głodując i przemieszczając się dość szybko. Można sobie jednak wyobrazić, jakim podróż taka musiała być koszmarem. Uciekła z miejsca zsyłki i była żoną oficera – schwytania nie przeżyłaby.

I strach przed tym wyziera z co drugiego wersu. Widok czerwonych otoków NKWD-zistów paraliżuje ją, a że są one wszechobecne, cała podróż jest paraliżem permanentnym. Do tego stopnia, że w którymś momencie nie wytrzymuje napięcia i po prostu z pociągu ucieka. A potem są głód, mróz, łachmany i strach jeszcze większy, gdy przemyka się na terenach przygranicznych – pełnych już nie tylko NKWD, ale także czerwonoarmistów, szykujących się właśnie do starcia z Wehrmachtem.

I może właśnie opis klimatu panującego wówczas u Rosjan – klimatu przerażenia – jest najmocniejszym punktem tych wspomnień. Nie mniej w każdym razie niż przedstawione przez autorkę wewnętrzne rozdarcie – pewna jednak wdzięczność dla „cywilizowanych" Niemców za wyzwolenie od sowieckiej „dziczy", ale jednocześnie narastająca do nich nienawiści.

W 1941 r. tak pewnie czuła się większość mieszkańców Kresów. Nie do końca rozumiano, kto tu jest zły, a kto dobry. A chyba nie mieściło się jeszcze w głowach, że dobry nie jest nikt, za to zło jest podwójne.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy