Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Wychował się przy cmentarzu, dziś wskrzesza psy

Anna Kilian

I śmiech, i wzruszenie, i odkopywanie martwych zwierząt, i odpadający psu ogonek – takie rzeczy tylko u Tima Burtona.

Znakiem rozpoznawczym stylu amerykańskiego reżysera jest jego fascynacja stylistyką i literaturą wiktoriańskiego gotyku oraz malarstwem romantycznym. W świetnym, rozgrywającym się współcześnie „Frankenweenie" – dla dzieci i dorosłych – powrócił do animacji poklatkowej (aby lalka w takim filmie przesunęła się o pół milimetra, potrzeba 12 godzin pracy). A że potrafi przy jej pomocy wyczarować małe arcydzieło, pokazał już wcześniej, siedem lat temu, w „Gnijącej pannie młodej". Ten mężczyzna o duszy dziecka dorastał w kraju, gdzie od każdego oczekuje się przede wszystkim normalności. Kto się wyłamuje, musi się liczyć z niezrozumieniem. Reperkusje poczucia obcości odbijają się echem w każdym obrazie Burtona, również we „Frankenweenie". Stary, mądry profesor Rzykruski, imigrant uczący przedmiotów ścisłych w szkole głównego bohatera Victora Frankensteina, mówi rodzicom chcącym usunąć go z posady, że „boją się tego, czego nie rozumieją, jak pies boi się błyskawicy i baloników". Burtonowi udało się nie tylko obronić swoją inność, ale nawet przebić do czołówki twórców z Hollywood. Na szczęście dla nas, kinomanów, autor „Soku z żuka" i „Edwarda Nożycorękiego" nie przejął się tym, że nieco odstaje od przeciętnych zjadaczy kotletów wołowych uwięzionych w bułce i zachwyca nieskrępowaną potęgą wyobraźni, wciąż karmiącej się dziecięcymi zmorami i koszmarami: „Kiedy jesteś dzieckiem, myślisz, że wszystko jest dziwne właśnie dlatego, że jesteś dzieckiem. Potem dorastasz i orientujesz się, że wszystko naprawdę jest dziwne" – powiada Burton. Dom rodzinny z jednej strony przylegał do cmentarza, na którym Tim często się bawił, a z drugiej do lotniska. Dziwni rodzice zamurowali mu dwa okna w pokoju, zostawiając jedynie szczelinę. Po ukończeniu liceum Burton zdobył stypendium w ufundowanym przez Disneya California Institute of Arts i zdecydował, że zostanie animatorem. Sfrustrowany rysowaniem lisków zaczął cierpieć na hipersomnię. Przełom nastąpił po nakręceniu krótkiego metrażu aktorskiego „Frankenweenie" z udziałem m.in. znanej z głównej roli w „Lśnieniu" Shelley Duvall i małej Sofii Coppoli w 1984 r., który bardzo się spodobał Stephenowi Kingowi. I teraz, po niemal trzech dekadach, ta sama opowieść o chłopcu ciekawym świata i eksperymentującym z żywiołami śmieszy oraz wzrusza nas w kinach. Victor, niczym jego dorosły literacki przodek i tytułowy bohater powieści Mary Shelley, wskrzesza. Ale na mniejszą skalę – swojego ukochanego, potrąconego przez samochód psa Korka. We „Frankenweenie" Burton sięga do przeżyć z dzieciństwa i składa hołd – jakże błyskotliwie, z jakim poczuciem humoru – klasycznym, czarno-białym horrorom. Pokazuje, że miłość jest nie tylko aż po grób, ale czasem i dłużej.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej