Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Piosenki z porysowanej płyty

Grzegorz Benda

Czy jest możliwe, by czyjaś kariera rozwinęła się w innym miejscu, w innym czasie i bez wiedzy samego zainteresowanego?

Niektóre muzyczne kariery eksplodują i trwają latami. Tych jest najmniej. Są takie, które rozbłysną i szybko gasną. Tych jest o wiele więcej. Są i takie, które nigdy nie wychyną poza krąg najbliższych muzykowi osób, i tych jest, oczywiście, najwięcej. Historia Rodrigueza jest inna. Jedyna.

24 lutego czeka nas kolejna ceremonia rozdania filmowych Oscarów. Amerykańska Akademia Filmowa opublikowała listę 15 pełnometrażowych filmów dokumentalnych (spośród nich wyłoniono te, które otrzymały nominacje). Jest wśród nich szwedzko-brytyjski dokument w reżyserii Malika Bendjelloula „Searching for Sugar Man". Film szwedzkiego reżysera to laureat nagród publiczności na festiwalach w Sundance, Nowym Jorku, Los Angeles i Melbourne. Ostatnio otrzymał także nominację do nagrody Brytyjskiej Akademii Sztuk Filmowych i Telewizyjnych BAFTA.

Piosenki Rodrigueza stają się inspiracją dla muzyków i twórców w RPA. Rośnie kult kogoś, o kim nikt nic nie wie

To historia Rodrigueza, folkowego muzyka meksykańskiego pochodzenia, któremu w latach 60. wróżono w Ameryce karierę większą od Boba Dylana i który, choć o tysiące kilometrów dalej i w innym czasach, stał się popularniejszy od samego Elvisa Presleya i Rolling Stonesów!

Detroit. Jest koniec lat 60. Przez miejską mgłę przedzierają się dwaj znani muzyczni producenci, by usłyszeć piosenkarza o rzekomo wielkim talencie. Nie wiedzą, kim jest, gdzie mieszka i z czego żyje. Nie wiedzą, bo mało kto wie o nim cokolwiek. Wchodzą do zadymionego baru, w rogu którego odwrócony tyłem do publiczności siedzi na krześle człowiek z gitarą. Śpiewa własne ballady. Słuchają. Są oczarowani. Także tekstami. Brzmi to ciekawiej niż Dylan! Śpiewa o zwykłym życiu, o miłości, narkotykach, radości i wolności. Rozmawiają z nim po koncercie. Nazywa się Rodriguez. Pracuje fizycznie, a żyje tym, co podaruje mu życie. Skromnie.

Obaj producenci są pewni wielkiego wspólnego, także finansowego, sukcesu. Wkrótce wydają jego płytę „Cold Fact", która niestety okazuje się... kompletnym fiaskiem. Nie kupuje jej nikt. Dwa tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia firma rozwiązuje z nim kontrakt. Jak na ironię w jednej z piosenek śpiewał o tym, że... stracił pracę przed Bożym Narodzeniem. Rodriguez zostaje zapomniany. Koniec? Nie, bo byłby banał, to tylko krótki wstęp.

Kilka lat później jeden egzemplarz płyty „Cold Fact" przypadkowo trafia do podzielonej apartheidem Republiki Południowej Afryki. Przywozi ją młoda Amerykanka. Piosenki podobają się jej przyjaciołom i powstaje duża liczba kasetowych kopii. Piosenki nieznanego barda dostają swoje drugie życie. W kraju, w którym zakazane jest wszystko, jedna z nich („I Wonder") opowiada o wolności seksualnej i staje się totalnym hitem. Ale natychmiast trafia na listę piosenek zakazanych przez władze. Na okładkach piracko wydawanych płyt (ktoś szybko zwietrzył dobry interes!) pojawiają się napisy zakazujące jej publicznego odtwarzania, a winylowe wydania noszą ślady cenzorskiego... rylca, co natychmiast podbija jej popularność. Każdy chce ją mieć! Piosenki Rodrigueza stają się inspiracją dla tamtejszego środowiska muzyków i twórców. Rośnie kult kogoś, o kim nadal nikt nic nie wie. Nikt nie zna nawet jego prawdziwego imienia, bo na płytach pojawiają się (zamiennie lub jednocześnie) dwa (Jesus i Sixto) albo nie pojawia się żadne z nich. RODRIGUEZ. I już. W RPA rozchodzi się wieść o jednym z jego koncertów. Był zły dzień, niedobre nagłośnienie i złośliwa, niezadowolona publiczność. Nie przerwał koncertu, choć też miał już tego wszystkiego dość. Zapowiedział ostatnią piosenkę, spokojnie dorzucił kilka słów, zaśpiewał i... strzelił sobie w głowę. Inna wersja głosi, że się podpalił.

Rodriguez staje się w PRA legendą. Jego wydawane nie wiadomo przez kogo płyty rozchodzą się w liczbie 500 tys. egzemplarzy, a przecież od lat krążą tu ich niezliczone kopie. Żadna impreza nie może się odbyć bez wysłuchania choćby jednej jego piosenki. „Sugar Man", „I Wonder", „Street Boy", „Cause" czy „Sandrevan Lullaby" są obecne w każdym domu.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO