Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Dlaczego nienawidzę samochodów

Paweł Zarzeczny

Zaostrzanie kar za prędkość nie ma żadnego sensu. Ważne, czy mamy farta czy nie

Jakby ktoś chciał się wsłuchać w to, co w Polsce najważniejsze teraz, niech zapamięta. To nie wyprzedaż majątku narodowego: hut i stoczni, zakładów samochodowych, sklepów. To nie 13-proc. bezrobocie, u młodzieży nawet 50-proc. Tylko Hiszpania jest od nas lepsza. Tak jak w piłkę zresztą.

Otóż najważniejsze, kiedy wsłuchamy się w ten beznadziejny TVN (Tusk Vision Network), okazuje się stawianie fotoradarów. Czyli polowanie na obywateli, jak ukraść z ich kieszeni półtora miliarda zeta, co zaplanował w budżecie pan Jacek Rostowski, obywatel Wielkiej Brytanii (Boniek to z kolei obywatel Włoch, ładnieśmy się sprzedali zagranicy, a Sikorski coś podobnego, dawniej mawiano jurgielt). No, ale do rzeczy...

Mój znajomy ma lamborghini, porsche carrera i bmw, dziewiątkę i siódemkę, niezłe, no i nie przejmuje się fotoradarami. Jest jakaś taśma samoprzylepna, niewidzialna dla radarów, doklejona do tablic rejestracyjnych, której żadne radary nie czytają – to znaczy nie widzą numeru samochodu, który gna ze 200 na godzinę. Normalnie go widać, nikt się nie przyczepi, przezroczysty, ale kamera ma zamazany obraz, kierowca i auto nie do ustalenia.

No więc jak zawsze – jak kogoś stać na lamborghini i porsche, to taki gość punktów karnych nie ma. Co innego tacy jak my. W blaszance za 900 zł.

Od razu powiem, że zaostrzanie kar za prędkość nie ma żadnego sensu. Ładnie to kiedyś uzasadnił Korwin-Mikke. Ktoś pędzący 200 km/h jest na drodze trzy razy krócej niż ten jadący 60 km/h. Czyli trzy razy mniejsze korki! Tylko idiota tego nie zrozumie. No, ale Korwin wyprzedził swoją epokę.

Ja zawsze jeździłem szybko. Mój ostatni samochód, sportowe volvo, pędził 260/h, a ja razem z nim. Płynąłem bezpiecznie, raz dojechałem do Poznania w godzinę pięćdziesiąt, choć normalnie było trzy, cztery, sześć godzin... Omijałem wszystko, bezpiecznie, z uśmiechem.

Problem w tym, co będzie, jak wyjedzie furmanka...

No, więc miałem wypadek, kiedy jechałem najdroższym i zarazem najbezpieczniejszym w Polsce land cruiserem. Gdy jechałem 5 km/h! Bo gość z naprzeciwka walił... 200.

Dostałem półtora roku więzienia. Szczęśliwie – w zawieszeniu. Mówiąc kolokwialnie, dzięki temu nikt nie zajrzał mi do dupy. Odbębniłem. Chyba nawet jestem wymazany z kartoteki.

Ale w głowie to tkwi, zdaniem mojego mecenasa – samochód to jest jedyna rzecz, za którą uczciwy człowiek może pójść do więzienia.

Kiedyś szpanowałem jak głupi. Moje pierwsze auto, golfa, sprowadzałem z Wiesbaden. Do Warszawy 200 na godzinę, nikomu nie dałem się wyprzedzić, choć fruwałem po kałużach, to leciutka bryka.

Nie dałem się wyprzedzić przez następne kilka lat. Byłem dumny, jak dostałem zdjęcie z fotoradaru na Trasie Łazienkowskiej, 160 na godzinę, przy placu Na Rozdrożu, zły byłem nawet, że nie dwie paczki, mandat pojechałem zapłacić na Żytnią (śmieszne są adresy komend: Żytnia, jak wódka, Waliców, jak banda, Cyryla – Cyryl jak Cyryl, ale te Metody)...

No więc waliłem jak głupi po  200, a wypadek miałem, kiedy jechałem 5 na godzinę. Znaczy się nie prędkość jest istotna. Ważne, czy mamy farta, czy nie.

Dlatego, i to moja rada, najlepiej nie używać samochodu. W ogóle. Mnie samochód kosztował całe moje niegłupie życie.

Samochód to jest jedyna rzecz, przez którą uczciwy człowiek może trafić do więzienia.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Wojciech Romański

W smoczym kręgu