Najnowsza interwencja Uważam Rze

Temat numeru

Za demontaz polskiej armii odpowiadaja premier Donald Tusk i Bogdan Klich

Platforma bierze wojsko

Romuald Szeremietiew

Czy po to, aby czołgi wyjechały przeciwko protestującym?

W Polsce po 1989 r. doświadczenie stanu wojennego, ale także poczynania prezydenta Wałęsy, który usiłował przejąć i wykorzystać wojsko dla umocnienia własnej pozycji w państwie, sprawiły, że twórcy konstytucji RP z 1997 r. stworzyli specyficzny zrównoważony system kontroli nad siłami zbrojnymi. W tym systemie prezydent zachował status zwierzchnika sił zbrojnych z prawem mianowania najwyższych dowódców, ale bez uprawnień dowódczych i ze zredukowanym wpływem na obsadę Ministerstwa Obrony. Z porządku prawnego zniknęły tzw. resorty prezydenckie i następcy Wałęsy nie mogli decydować, kto zostanie szefem Ministerstwa Obrony Narodowej. Minister otrzymał kompetencje kierowania siłami zbrojnymi, jednak też bez prawa wydawania rozkazów wojsku. Rozkazy „w imieniu ministra" miał wydawać szef Sztabu Generalnego, wojskowy najwyższy stanowiskiem służbowym, nazywany „pierwszym żołnierzem Rzeczypospolitej". Jednocześnie wzmocniono wobec ministra pozycję szefa SG WP i wymienionych z nazwy najwyższych dowódców. Na stanowiska mianował ich bowiem nie minister, ale prezydent RP. Minister obrony posiadający teoretycznie ogromne uprawnienia w dziedzinie obronności miał je wykonywać pod kierownictwem premiera, a w składzie rządu utworzono Komitet Spraw Obronnych Rady Ministrów do wytyczania polityki obronnej państwa, ale także do nadzoru i kontroli poczynań MON-u. Twórcy systemu cywilnej kontroli nad wojskiem stworzyli taki rodzaj zależności, aby w sprawach sił zbrojnych nie było jednego decydenta. Ośrodki polityczne tworzące Konstytucję RP stworzyły system, który miał uniemożliwić zarówno prezydentowi, jak i rządowi użycie wojska dla celów pozakonstytucyjnych.

Polityka prezydenta Wałęsy, ale także obawy wywołane przez rząd Jana Olszewskiego podejrzewanego o przygotowywanie wojskowego zamachu stanu, sprawiły, że wszystkie ugrupowania liczące się na scenie parlamentarnej z pełną aprobatą przyjęły wypracowane rozwiązania. Zmiany w tym systemie pojawiają się dopiero za sprawą Platformy Obywatelskiej.

Siemoniak na Kasztance

Po przeprowadzeniu procesu uzawodowienia armii, nazywanego nieprawdziwie profesjonalizacją, najpierw minister Bogdan Klich, a następnie minister Siemoniak zaczęli głosić konieczność zmiany obowiązującego systemu dowodzenia wojskiem. Klichowi nie udało się wprowadzić zapowiadanych zmian w życie. Kiedy najlepszy minister obrony w dziejach resortu (według Tuska) odchodził ze stanowiska w MON, chełpił się, że w czasie swojego urzędowania przeprowadził 95 proc. zaplanowanych reform. Jego następca najwyraźniej ma za zadanie dokończyć dzieła.

Zgodnie z zapowiedziami ministra Siemoniaka nastąpi osłabienie pozycji szefa Sztabu Generalnego, który przestanie być najwyższym dowódcą wojskowym, a Sztab Generalny straci charakter dowództwa strategicznego i będzie miał się zajmować planowaniem oraz nadzorem nie wiadomo czego. Jednocześnie mają powstać dwa nowe dowództwa: codziennego dowodzenia ogólnego (Dowództwo Generalne) oraz dowodzenia operacyjnego (Dowództwo Operacyjne). Minister Siemoniak twierdzi, że pierwsze dowództwo będzie odpowiedzialne za działania armii w czasie pokoju, drugie – w czasie wojny. Jest więc zagadką, dlaczego stosunkowo mała armia ma mieć aż dwa dowództwa na szczeblu strategicznym? W jaki sposób zamierza się oddzielić dowodzenie „codzienne" od operacyjnego i czym będzie się zajmować dowództwo operacyjne, skoro wojny nie ma? Ta dziwaczna konstrukcja, nieznana w innych armiach NATO-wskich, oznacza, że system dowodzenia na wypadek wojny będzie odmienny od tego w warunkach pokojowych, co może mieć katastrofalne skutki w razie wybuchu wojny.

Twierdzi się, że: „Reforma pozwoli skonsolidować rozproszony dotychczas system dowodzenia i wdrożyć obowiązującą w krajach NATO ideę „połączonych struktur i połączonego działania". Pomijając ten drobiazg, że NATO-wski wymóg „połączonego działania" można było umieścić w Sztabie Generalnym, powstaje pytanie, na ile polityk cywil jako minister sobie poradzi, kierując armią za pomocą dwóch równorzędnych dowódców, i jakie to będzie miało skutki. Zamiast konsolidacji ci dowódcy zaczną przecież umacniać swoją pozycję w siłach zbrojnych, a po rozbudowaniu podległych struktur pojawią się dublujące się komórki, będą potrzebne etaty i przybędzie wojskowej biurokracji, także z generalskimi szlifami. Ministrowi ma wprawdzie pomagać szef Sztabu Generalnego, „organ pomocniczy" ministra w bezpośrednim kierowaniu dwoma dowództwami, ale co się jednak stanie, gdy minister nie zechce korzystać z jego rad? Wzmocnienie ministra w dziedzinie rozkazodawstwa wydaje się posunięciem ryzykownym.

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE