Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Wybory wygrywa nasz koalicjant

Anna Raczyńska

Wywiad z Januszem Piechocińskim, wicepremierem, ministrem gospodarki i prezesem PSL

Jak często funkcja w rządzie i funkcja w partii są ze sobą w wyraźnym konflikcie?

Polityka to nie zawsze jest wybór większego dobra. Najczęściej to wybór mniejszego zła. Często jako polityk i człowiek zrobiłbym wszystko, żeby znaleźć pieniądze na operację dla chorego dziecka, na utrzymanie niewielkiej szkoły. Ale jako członek rządu muszę zająć się współtworzeniem mechanizmów, a nie załatwianiem konkretnych spraw. Od tego są instytucje, które w ramach tych mechanizmów mogą rozwiązywać istniejące problemy.

Czy umowa koalicyjna daje panu wystarczająco duże uprawnienia? Nie myślał pan o tym, by ją zmienić?

Jest wiele takich spraw, na które chciałbym mieć większy wpływ. Ale on jest przecież pochodną liczby głosów zdobytych w wyborach. Jeśli więc chciałbym coś zmienić, to przede wszystkim wynik wyborów.

Odpowiada panu to, że premier próbuje sterować rządem ręcznie?

Wszedłem do koalicji i do rządu, który już jest ukształtowany i funkcjonuje z różnymi modyfikacjami od roku 2007. Zastałem więc pewien porządek rzeczy, pewien sposób funkcjonowania, pewne procedury. I wiem też, jakim politykiem jest Donald Tusk. Jak silną pozycję ma w Platformie i jakie są relacje między nim a jego partyjnym zapleczem. I to są moje warunki brzegowe, w których jako prezes PSL-u muszę znaleźć miejsce nie tylko dla siebie, lecz także dla całej partii. Wcześniej rzeczywiście zapowiadałem doprecyzowanie relacji koalicyjnych, ale kiedy uzgodniliśmy istotę naszych spotkań przed każdą Radą Ministrów, przed każdym posiedzeniem koalicji, okazało się, że niczego nie trzeba zmieniać na papierze, bo zmieniliśmy to w rzeczywistości. I to się sprawdza. Od dwóch miesięcy w koalicji nie iskrzy.

To było łatwe wejście? Miałam wrażenie, że był pan zaskoczony wynikiem wyborów.

Nieprawda. Nie byłem zaskoczony. Kamery pokazały całe to wydarzenie w momencie mojego ogromnego zmęczenia, bo przecież liczono głosy pięć razy. Ale znałem ten wynik już godzinę przed jego ogłoszeniem. Przygotowywałem się do tej roli od wielu lat. W trakcie kampanii wyborczej spotkałem się osobiście z każdym delegatem na Kongres. A tuż przed nim pytany o prognozy mówiłem, że mam 100, a może nawet 150 głosów przewagi, choć podczas samych wyborów zadziała siła władzy i to poparcie się zmniejszy. Sądziłem, że wygram przewagą 10 głosów, i niewiele się pomyliłem.

Jaki wpływ na ten wynik miały taśmy Serafina?

Tamten wstyd uświadomił mi, że trzeba zmienić nie tylko obraz PSL-u, lecz także całej polityki, która bez wartości się degeneruje. Wiem, że polityka wartości i wartości w polityce wydają się czasem czystą abstrakcją, ale nie wolno rezygnować z próby ich przywrócenia. Dlatego już rozpocząłem proces odpartyjnienia w podległym mi obszarze działania, na przykład w spółkach Skarbu Państwa. Funkcję członka rady nadzorczej dużej spółki węglowej zaproponowałem rektorowi jednej ze śląskich uczelni technicznych. Jednak oprócz kwalifikacji zawodowych będą się dla mnie liczyć także kwalifikacje etyczne. I takie wymagania już stawiam swoim najbliższym współpracownikom.

Jeśli sięga się po władzę, to z określonego powodu.

Wychodzę z założenia, że Polaków więcej łączy, niż dzieli.

I chcę to wykorzystać. Chcę wyciszyć ten ogólnonarodowy zgiełk, konflikt dla konfliktu.

Otwierając się na wszystkie opcje? Powiedział pan ostatnio, że pańska polityczna oferta jest skierowana także do ludzi lewicy.

Ja w tej chwili podejmuję próbę uspokojenia relacji między Polakami. Miejsce kompromisu, rzeczowej rozmowy i racjonalnych argumentów zajęły krzyk, cynizm, wyszydzanie, „dożynanie watahy". Przecież to rujnuje życie nie tylko polityczne, ale także społeczne. Ostatnie badania pokazują, że 9 Polaków na 10 nie ufa sobie nawzajem. Pracownicy myślą źle o pracodawcach, a pracodawcy źle o pracownikach. Trzeba zatrzymać to szaleństwo. Rok 2013 nie jest więc rokiem konstruowania oferty partyjno-komitetowej. Jest rokiem przygotowań do ważnych wyborów samorządowych i europejskich, które powinny być pozbawione starych upiorów i nowo rozbudzonych demonów. Świat jest w kryzysie, a Europa jest nie tylko w kryzysie, ale i na rozdrożu. Czy w takiej sytuacji wolno nam się dusić w starym sosie polskiej polityki?

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?