Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Po tym, jak Nastassja Kinski wyznala, ze byla molestowana przez slynnego ojca-aktora, przy jego gwiezdzie pojawila sie niemowleca lalka, a na niej pozostawiono zdjecie z napisem: ?Dziekuje, Klaus ? to nie boli?. Oczywiscie ? wrecz przeciwnie...

Kariera skandalu

Wiesław Kot

Kino może się obejść bez celuloidu. Ale bez afery? Nigdy!

A pamiętacie awanturę wokół „Kaliguli" (1979)? Historia osławionego rzymskiego zboczeńca podana na ekranie przez Malcolma McDowella, przy wspomaganiu Johna Gielguda, Helen Mirren i jeszcze kilku znakomitości. Ale widz gapił się nie na nich, lecz na tłumy golasów, barłożących się w trakcie gromadnych orgii („prawda czasu, prawda ekranu, prawda..."). Panienki wypożyczono ze stajni żurnala dla panów „Penthouse", ze szczególnym uwzględnieniem niejakiej Marjorie Lee Thoreson, dziewczyny roku 1975. Ta najpierw odsłoniła bombonierę, a potem wytoczyła producentom proces, bo ten występ miał jakoby zniszczyć jej karierę aktorską. Rzeczywiście, panienka kariery nie zrobiła, ale – zarobiła. Sąd Najwyższy nakazał wypłacić jej odszkodowanie na sumę 4,06 mln dol. A było z czego, bo film zarabiał mimo perypetii. W Stanach już po godzinie premierowej projekcji do sal kinowych wkraczali przedstawiciele organizacji Morality in Media z pozwem przeciw dystrybutorom, wydanym, żeby było śmieszniej, „na podstawie prawa morskiego", jako że film był sprowadzony przez Atlantyk. Procesy się toczyły, ludzie oglądali, a twórcy nie byli zawzięci. Jak film miał trafić do kin Georgii – czyli na purytańskie Południe – to reżyser własnymi rękami wyciął to i tamto. W Japonii było jeszcze inaczej: owszem, film puszczono, ale zastosowano aż 450 tzw. przymgleń. A u nas to był przebój seansów wideo około roku 1984. I nic nie było wycięte, nic przymglone. Chociaż nie. Jakość taśmy, startej do imentu, była taka, że więcej się domyślaliśmy, niż widzieliśmy.

A co powiedzieć o wyliniałym erotomanie Pedro Almodóvarze? Teraz kręci nudne psychodramy, ale kiedy w Hiszpanii walił się reżim generała Franco, młody Pedro nakładał pończochy, wzuwał buty na wysokich obcasach, oblepiał się cekinami i dalejże szaleć po nocnych klubach Madrytu. Co naszalał, to nagrywał na amatorskiej taśmie dla kółeczka podobnych sobie freaków. Ale koło roku 1979 mu się znudziło i dał – wprawdzie na taśmie 16 mm – pełny film fabularny z życia lekko przechodzonych hipisów: „Pepi. Luci, Bom i masa innych dziewcząt", co to na balkonie uprawiają zioło, a w pomieszczeniach sanitarnych miłość lesbijską. I to w takich kombinacjach, że Madryt na ten widok się zagotował. Prasa doradzała lincz na reżyserze, ale ulicami ciągnęły manifestacje poparcia dla dzieła, które miało być twarzą „wyzwolonej Hiszpanii". Kiniarze odmówili projekcji w obawie, że ich spalą, więc Pedro wynajął za własne pieniądze niewielką salkę kinową i puszczał tam swoje „wyzwolenie" na okrągło. Ścisk był taki, że w końcu kiniarze skapitulowali i puścili to u siebie. A Almodóvar? Kręcił dalej o seksualnych dewiantach, z tym że teraz mu za to wpada a to nagroda w San Sebastian, a to Palma w Cannes.

Jak najwięcej gołej d...

A my? Od macochy? Dam wam przykład z przedwojnia. Jest gwiazdor, nazywa się Eugeniusz Bodo (ten, co bębnił w klawisze „Umówiłem się z nią na dziewiątą"). I jest Tahitanka imieniem Peri (dość ciemna karnacja), która już zagrała u Wilhelma Murnaua, już jej w Hollywood dają lekcje angielskiego, a ona zjawia się z recitalem w mroźnej Polsce (afisz: „Wystąpi w tańcach i pieśniach polinezyjskich"). I taką ją ujrzał Bodo. Podsunął ją dziennikarzom, a ona: „Jeden żurnalista spytał, czy jestem ludożercą! Powiedziałam, że owszem, lubię ludzkie mięso, ale tylko białe i z sokiem cytrynowym". Obwożono ją – od Krynicy do Zakopanego – a wszędzie pokazywała to, co umiała najlepiej: taniec brzucha. Kuracjusze szaleli. „Lubi namiętnie lalki, pajacyki, perfumy i dobry koniak, który widać potrzebny jej jest dla podtrzymywania słabnącej przy takim trybie życia energii" – mówiła koleżanka z estrady Helena Rapacka. Z czasem jednak perfum było coraz mniej, a koniaku coraz więcej. I to mimo że Bodo zainstalował Peri w swoim apartamencie przy Marszałkowskiej (mamusia się boczyła), że ją prowadził na pięterko do Ziemiańskiej (czytajcie „Kwiaty polskie" Tuwima!). „Peri siedzi i błyska białymi ząbkami" – pisały bulwarówki. Uczy się też wymawiać „chrząszcz brzmi w trzcinie". Zagra w superprodukcji „Czarna perła" – sztuczne palmy stawiają już w Warszawie na Trębackiej, ale też na Helu. Na planie: kochankowie mają wejść do tajemnej groty (kamera! akcja!), a tu z „groty" wychodzi niekumaty robotnik z wiadrem, który się zaplątał. Film się jednak kręci, a Peri uczy się refrenu: „Dla ciebie chcę być białą/Bielutką tak jak ty". Śpiewa po dancingach, ale coraz gorszych. Na zdjęciach w Kazimierzu do użytku jest dopiero późnym popołudniem, bo nocami szlaja się po knajpach dorożkarskich, od czego następnego dnia ma czerwone spojówki. Bodo to mierzi, bo on nie pije i bardzo dba o karierę. Jeszcze nie przeczuwa, że za skromnych parę lat zastrzeli go przypadkowy patrol NKWD na lwowskiej ulicy (a może zamarznie gdzieś na Syberii – wersje się wykluczają). A Peri? Czuje się zbędna i – wytrzeźwiawszy – wyjeżdża do Amsterdamu. Może tam czeka kolejny Bodo?

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO