Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Tym razem Quentin Tarantino nakrecil spaghetti western. Jego ?Django? zdobylo piec nominacji do Oscarow 2013, ten dla najlepszego aktora drugoplanowego trafil do Christopha Waltza ? na zdjeciu razem z Jamiem Foxxem, odtworca tytulowej roli

Amerykański patchwork

Anna Kilian

Najnowsze produkcje ze Stanów odmalowują historyczny i społeczny pejzaż wielkiego kraju. 24 lutego przekonamy się, które z nominowanych filmów otrzymają Oscary. „Django” już w kinach, premiera „Lincolna” – w weekend

Nominowany do pięciu Oscarów spaghetti western „Django" Quentina Tarantino w błyskotliwy, zabawny i brutalny sposób porusza niewygodny temat niewolnictwa. Ze wszystkich obrazów wyróżnionych w tym roku nominacjami ten jest najostrzejszy w odmalowywaniu pejzażu amerykańskiej ziemi obiecanej. Film stał się przedmiotem gorącej narodowej debaty. Nic dziwnego – kontrowersyjny dla niektórych styl Tarantino nagminnie nawiązuje do kultury masowej, mieląc obrazy rzeczywistości i popkulturę w rodzaju „pulp fiction". Wiele scen w „Django" ogląda się z trudem, bo chory świat Południa sprzed wojny secesyjnej – w którym w 1858 roku toczy się akcja – zaludniony psychopatycznymi plantatorami w rodzaju domorosłego frenologa Calvina Candiego (Leonardo DiCaprio), właściciela plantacji Candyland, to koszmar. Wyciągając na światło dzienne fakty, które Amerykanie przez dziesiątki lat – do tej pory – starali się trzymać zamiecione pod dywan, reżyser wykonuje dobrą robotę. „Django" to nie tylko jeden z najlepszych filmów autora „Wściekłych psów", ale też szczery i bezkompromisowy portret amerykańskiego szaleństwa. Szaleństwa i usankcjonowanego zła, jakie skaziło ten kraj na całe dekady, powodując zbyt wiele bólu i cierpienia.

Zło dobrem zwyciężaj

Nie można traktować „Django" jak edukacyjnej pomocy naukowej, ale dla wielu Amerykanów różnych ras opowiada on o czymś, o czym nie mieli do tej pory pojęcia. W szkolnych podręcznikach informacje na temat niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych są szczątkowe, zwłaszcza w niesławnych południowych stanach. Można mieć nadzieję, że seans filmu spowoduje, że niektórzy z widzów zainteresują się tym, jak było naprawdę. Bo pomimo że Tarantino niczego w obrazie życia niewolników nie przekłamuje, to jego ekranowa manifestacja

– pomimo ogromnej fizycznej i psychicznej przemocy stosowanej wobec nich na terenie Candylandu – jest o niebo łagodniejsza niż historyczna rzeczywistość. Plantacje były zorganizowanymi obozami pracy, w których przebywało się od urodzenia do śmierci. Niewolnicy byli często wypożyczani sąsiadom i pracowali od chwili, w której jako dzieci nauczyli się chodzić. Wykorzystywano ich też w cukrowniach i przy budowie dróg oraz kolei, torturując na różne sposoby – dla przyjemności oprawców obojga płci.

Autentyczne ogłoszenia o zbiegłych niewolnikach zamieszczane w XIX-wiecznych amerykańskich gazetach wiele mówią o ich traktowaniu. Chcący ich odzyskać podają ich znaki szczególne, czyli trwałe okaleczenia – wybite zęby, wykłute oczy, obcięte uszy, obcięte palce u dłoni i stóp (także u dzieci), odgryzione przez psy nosy, uszy i palce, złamane kończyny, przypalenia, blizny od noża, kul i bicza, wypalone oznaczenia. Jeszcze bardziej przerażającą lekturą jest opowieść zbiegłego niewolnika, potem wolnego człowieka, spisana w Bostonie w 1838 r., opublikowana w gazecie „The Emancipator" i wydana dziesięć lat temu ponownie przez Uniwersytet Północnej Karoliny. To stamtąd pochodził 20-letni mężczyzna, który dał świadectwo wielu potwornościom, m.in. torturowaniu małych dzieci (tresowano na nich psy służące do polowań na zbiegów z plantacji), Śpiących całe życie na gołej ziemi karmiono dwa razy dziennie, rano i w południe. Nie pozwalano matkom zajmować się niemowlętami – leżały w koszach na plantacjach głodne, zżerane przez mrówki i kąsane przez węże. Kobiety zawsze były częściej, dłużej i mocniej bite niż mężczyźni. Kobiece twarze jednookie i z powybijanymi zębami nie stanowiły rzadkiego widoku. Samo dotknięcie książki albo modlitwa – przynajmniej na terenie tamtego stanu – również były karane.

Nic dziwnego, że niemoralne, okrutne traktowanie czarnych współmieszkańców – które doprowadziło do wybuchu wojny secesyjnej – spotykało się z licznymi głosami sprzeciwu ludzi dobrych i sprawiedliwych. Dzieje działań abolicjonistów to fascynująca sprawa. By dopomóc zbiegłym niewolnikom przedostać się na północ i do Kanady, powstała sekretna siatka szlaków i kryjówek – zwana Underground Railroad – z których jedna znajdowała się pod pensylwańskim biurem przywódcy radykalnej frakcji republikańskiej, Thaddeusa Stevensa, nazwanego na cześć Tadeusza Kościuszki. Ten zaciekły wróg niewolnictwa dopomógł w uchwaleniu 13. poprawki do Konstytucji USA w styczniu 1865 r., o czym traktuje nowy film Stevena Spielberga. „Lincoln" dostał 12 nominacji do Oscara (jedna z nich dla grającego Stevensa Tommy'ego Lee Jonesa) i jeden Złoty Glob, dla najlepszego aktora Daniela Day-Lewisa za rolę tytułową. Amerykański prezydent, wychowany w rodzinie baptystów, nienawidził niewolnictwa. Film dokumentuje – przy jego gęstym dialogu pełnym faktów, nazwisk i cytatów to chyba dobre słowo – polityczną batalię prowadzącą do jego zniesienia, koniec wojny secesyjnej i zabójstwo Lincolna. Pewne wrażenie teatralności dramatu Spielberga wynika z ograniczenia plenerów. Niewiele w filmie samego Waszyngtonu – gdzie toczy się akcja – a bohaterami są głównie mężowie stanu. Mimo to Spielbergowi udało się odtworzyć na ekranie atmosferę politycznych turbulencji i bezprecedensowej bitwy o zmianę oblicza kraju, o uczynienie wszystkich obywateli równymi wobec prawa.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy