Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Ciosów musiało być więcej

Rafał Kotomski

Za kilka dni Wojciech Cieślewicz skończyłby 60 lat. Chciał być dziennikarzem. 13 lutego 1982 r. stanął oko w oko z oddziałem zomowców. Sprawców śmiertelnego pobicia nigdy nie odnaleziono

Po przeszło 30 latach jako pierwsi docieramy do lekarza, który w czasie studiów zrobił tajne notatki z sekcji zwłok Wojciecha Cieślewicza.

W marcu 1982 r. Roman Klimas był na ostatnim roku studiów w poznańskiej Akademii Medycznej. Kilka tygodni po gwałtownych protestach na ulicach Poznania poszedł na zajęcia z medycyny sądowej. W mieście czuło się gorącą atmosferę. Ludzie powtarzali sobie, że 13 lutego podczas tłumienia manifestacji zomowcy zabili człowieka. Doktor Marian Stochaj oznajmił grupie studentów, że wezmą udział w sekcji zwłok młodego mężczyzny. Zdumieni dowiedzieli się, że chodzi właśnie o Wojciecha Cieślewicza, który został śmiertelnie pobity w dniu manifestacji przeciwko stanowi wojennemu.

– Do wykonania sekcji potrzebne były trzy osoby i dodatkowe dwie, by ją nadzorować – wspomina Klimas. – Oprócz doktora i nas w sali było jeszcze dwóch milczących mężczyzn w garniturach. Od razu zauważyłem, że z medycyną sądową nie mają nic wspólnego.

Doktor Stochaj wciąż uchodzi za jednego z najlepszych specjalistów w Poznaniu. Do każdej z tysięcy sekcji, jakie wykonywał, podchodzi rzeczowo i bez emocji. Tak samo było 3 marca 1982 r.

– Przeżyłem prawdziwy szok, kiedy popatrzyłem na głowę zmarłego – opowiada Klimas. – Musiał zostać uderzony z ogromną siłą, bo jeszcze trzy tygodnie później ślady były całkiem świeże. Czaszka złamana na długości 15 cm. Aż nie do wiary, że milicyjna pałka może zadać takie rany. Ciosów musiało być więcej.

Gorączkowe notatki

Prowadzący zajęcia i sekcję patolog nie miał żadnych wątpliwości. W protokole dostarczonym prokuraturze prowadzącej śledztwo napisał, że „obrażenia czaszkowo-mózgowe, które były pierwotną przyczyną prowadzącą do zgonu Wojciecha Cieślewicza, powstały od urazu zadanego narzędziem tępym, twardym lub tępokrawędzistym".

– Zdałem sobie sprawę z wyjątkowości sytuacji. W końcu tych dwóch smutnych panów nie przyglądało się sekcji bez powodu – mówi Klimas. – Dzisiaj wiem, że jeden z nich musiał być prokuratorem, a drugi funkcjonariuszem bezpieki. Po głowie chodziło mi, że to, co widzę, może zostać przemilczane, zmanipulowane. Mimo obaw postanowiłem możliwie wiele z sekcji zapamiętać. A po zajęciach pobiegłem do domu i zacząłem gorączkowo robić notatki.

Zeszyt z zieloną ceratową okładką Roman Klimas ujawnia pierwszy raz po 30 latach. Zapiski z sekcji zwłok znalazły się tuż za wpisem na temat manifestacji z 13 lutego 1982 r. Autor był jednym z jej uczestników. – To rodzaj pamiętnika z tamtych trudnych lat – wyjaśnia. Pismo w zeszycie zdradza zdenerwowanie, sporo tu skreśleń i poprawek. Klimas opisał rodzaj obrażeń i przebieg badania zwłok. Wykonał też dwa prowizoryczne rysunki obrazujące rany zadane Cieślewiczowi. Pod spodem wkleił dwa nekrologi z „Gazety Poznańskiej" opublikowane 3 marca 1982 r. Wojciecha Cieślewicza żegnali przyjaciele i koledzy z roku. Był absolwentem poznańskiego UAM, rocznik 1977. Tuż przed śmiercią ukończył podyplomowe studium dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Chciał pracować w „Głosie Wielkopolskim", ale wydawanie gazety zostało w stanie wojennym zawieszone.

– Nie przyszło mi do głowy, by wcześniej komuś te zapiski pokazywać – przyznaje Klimas. – Nie miałem żadnych kontaktów z podziemiem. Ani złudzeń, że winni śmierci Cieślewicza zostaną w komunie osądzeni. Myślałem tylko, że może kiedyś dzięki moim notatkom ktoś się dowie, jak było naprawdę.

Paweł Cieślewicz, brat zabitego: – Wojtek chciał pracować w gazecie, dlatego trzeba było zeznawać, że w miejscu demonstracji znalazł się przypadkowo. Tak zeznałem w prokuraturze, ale w rzeczywistości brat demonstrował przeciwko komunistycznej władzy. Na manifestację poszedł w pełni świadomie.

Most Teatralny, godz. 18

To swoisty paradoks, że Poznań, pierwsze z polskich miast, gdzie ludzie powstali przeciwko komunistom w czerwcu 1956 r., należał później do tych najbardziej pokornych. Kolejne „polskie rocznice" przechodziły tu właściwie bez wstrząsów. W sierpniu 1980 r. nie doszło do poważniejszych strajków. Krążył nawet dowcip, że jedyne polskie miasta, które nie stanęły, to Lwów i stolica Wielkopolski. Poznaniacy okazali się też zimnokrwiści w reakcji na wojnę, którą 13 grudnia Jaruzelski ogłosił przeciwko narodowi. Dopiero dwa miesiące później tysiące ludzi wyszło na ulicę. Ireneusz Adamski, pomysłodawca i organizator manifestacji, mówi: – Wezwaliśmy do niej, by pokazać, że poznaniacy też mają charakter i nie będą wozić się na plecach innych.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Wojciech Romański

W smoczym kręgu

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej