Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Sai BabaShirdi jest czczony jako narodowy guru, choc nikt nie wie, skad pochodzil i jak naprawde sie nazywal. Miejsce jego kultu odwiedza codziennie 40 tys. pielgrzymow

Dzieci kwiaty XXI wieku

Anna Binkowska

Uchodzący za hochsztaplerów, iluzjonistów i oszustów hinduscy guru mieli i będą mieć swoich wiernych fanów. Również w Polsce

Prawą ręką Om Gurudeva jest młodziutki Permanand. Niewysoki, o urodzie bollywoodzkiego aktora. Inteligentny, błyskotliwy, z wyższym wykształceniem, mówi biegle po angielsku. Ma do opowiedzenia ciekawą historię o tym, jak znalazł mistrza. Kiedyś pracował w największej hinduskiej fabryce samochodów Tata. Był wyznawcą innego świętego. Ale często śniła mu się twarz Babajiego. Mieszkał wtedy w Punie. Tam spotkał swojego obecnego guru.

Permanand sprawnie zarządza duchowym biznesem. Jest też hojnie nagradzany przez polskich wielbicieli Om Gurudeva. Najpierw była zrzutka pieniędzy na ciepły, elegancki koc. Potem Elka zorganizowała kolejną – tym razem po 500 rupii od każdego. Zebrała 12 tys. rupii, ponad tysiąc złotych. – Na nową komórkę dla Permananda. Stara jest już zniszczona. Zasłużył na nią, tak pięknie się nami opiekował – tłumaczyła. Wszyscy dali bez mrugnięcia okiem.

Aśram zarabia także na transporcie. – Jeśli chcecie wynająć  taksówkę, najlepiej i najbezpieczniej z aśramu – zapewnia Elka. Za taxi do oddalonej o pół godziny drogi Antay Village, gdzie znajduje się Góra Karmicznego Ognia, czyli starożytne groty i jaskinie, Permanand życzy sobie 2 tys. rupii. Taksówka złapana na ulicy po krótkich negocjacjach kosztuje kilka razy mniej.

– Czuję się jak w sekcie – mówi Lucyna Kowalska-Kowal, wielbicielka innego guru, zmarłego niedawno Satha Sai Baby z Puttaparthi: – Bywałam u niego wiele razy, tam nie ma takich obyczajów.

Permanand towarzyszy polskiej grupie także w wyjeździe na Goa. Elka nie uprzedziła, jaki jest koszt tygodniowego pobytu. Zabukowała pokoje z górnej półki cenowej. Niektórych nie stać było na taki luksus.

Ostatni punkt pobytu w aśramie to rozliczenie. Czyli darszan (spotkanie) z Babajim. Wiadomo, że minimalna stawka za dzień to 25 zł. Om Gurudev wita nas w swoim kutirze (chatce). Jest z nim „księgowy". Pielgrzymi trzymają koperty i drobne upominki, słodycze, owoce. Każdy podchodzi indywidualnie do mistrza, podaje mu kopertę. „Księgowy" przelicza szybko pieniądze, wymienia kilka słów ze swoim szefem i wspaniałomyślnie oddaje część datku, oprócz tego wręcza obraz bóstwa Atmy. Wszyscy są wniebowzięci.

Medytacja może być początkiem

Krzysztof Stec wciąż jest wierny swojemu guru, ale ma pewne wątpliwości co do funkcjonowania aśramu. – Należy w tych czasach testować mistrza. Teraz jest wielu podrabiaczy. Im dłużej tu jestem, tym lepiej widzę, że jest dużo nieudolności, niezgodności. Babaji jest bardzo zaangażowany w medytacje, tyle że zewnętrzny kontekst musi to wspomagać. Coś się stało, że energia siadła – twierdzi.

Prof. Kulmatycki uważa, że kiedy Zachód imponuje technologią, racjonalnością, logiką i efektywnością, Wschód broni się utrzymaniem tradycji, która jest bardziej związana z symboliką, emocjonalnością i duchowymi rytuałami.

– Ludzie na pewnym etapie życia czują, że do pełni czegoś im brakuje. Wizyta w aśramie to łatwy sposób na doświadczenie czegoś ekstra, na ucieczkę od otaczającej ich rzeczywistości, czasami nudnej, czasami schematycznej. Wydaje im się, że wyrwanie się w opary kadzideł aśramowych spowoduje rodzaj rewolucji w nich samych – mówi naukowiec.

Tiziano Terzani ponad połowę życia spędził w Azji, wielokrotnie przebywał w klasztorach buddyjskich. Nigdy się nie zastanawiał, jaki jest cel, sens medytacji. „Byłem zdania, że to sposób na robienie ludziom mętliku w głowach, eskapistyczna odpowiedź na problemy świata" – wspomina w swojej książce. Objawienia doznał dopiero w tajlandzkim klasztorze: „Napływały na mnie złociste obrazy, twarze znanych mi osób, matki, ojca, potem nieznajomych, a dalej przepiękne kolory. Wreszcie to osiągnąłem". Ostatnie trzy miesiące życia Terzani spędził na rozmowach z synem Folco. Powstała książka „Koniec jest moim początkiem". Po śmierci ojca Folco stwierdził: „Nie nauczył mnie, jak żyć, nie było go. (...) Nauczył mnie, jak umierać". Terzani był doskonałym reporterem, znawcą ludzkiej natury, nie szukał fałszywych guru ani mistycznych doznań. Ze śmiercią zmagał się w Azji, dlatego wiedział, jak unikać taniej komercji spowitej w dym aśramowych kadzideł. Niestety, zwykłych pielgrzymów ich odurzający zapach mami i zniewala.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Wojciech Romański

W smoczym kręgu

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej