Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Boże, chroń królową

Andrzej Urbański

Premier Cameron nie ukrywa, że wrogami europejskiego odrodzenia są federaliści wszelakiej maści, spadkobiercy Róży Luksemburg, internacjonały z epoki bolszewizmu, dzisiaj przebrani w kostiumy różowe, zielone lub tęczowe

Brytyjski hymn do wczoraj kojarzył mi się z barokową solówką gitary Briana Maya z Queen wykonaną na dachu Buckingham Palace w 2002 r. Monumentalna architektura i ostra, rockowa interpretacja to symbol państwa, które w fascynujący sposób potrafi wykorzystywać tradycję, aby umacniać swoją potęgę w nowoczesnym świecie. Przestali być imperium w sensie militarnym, pozostali nim w sferze ducha i kultury. Odrębni i osobni, a jednocześnie jak mało który inny naród nadal obywatele świata, podziwiani i naśladowani. Monarchia będąca wzorem republiki dla innych. Wyspa ratująca już kilkakroć europejski kontynent – jak choćby przed stalinowską urawniłowką i hitlerowskim glajszachtem. Takie też było środowe wystąpienie premiera Camerona, który ogłosił Unii Europejskiej, że najbliższe lata muszą być czasem wspólnej odnowy, powrotu do źródeł europejskiej wielkości, siły i witalności. A stać się to może tylko wtedy, gdy wspólnie uznamy, że najważniejsze są zasady, a nie ideologie. Konkurencyjność w ramach wspólnego rynku, innowacje przełamujące stagnację i recesję, elastyczność wykorzystująca cudowną europejską różnorodność i najważniejsze – demokratyczna odpowiedzialność wobec narodowych wyborców i ich parlamentów. To potężne akordy starego, dobrego rocka. Jak dwa najmilsze mej duszy cytaty z brytyjskiego hymnu – aby Bóg obdarzył królową zwycięstwem, a ona dzięki temu „niech broni naszych praw".

Od środy Cameron został ogłoszony wrogiem wszelkich postępowców, maniaków fantazji o nowej międzynarodowce, która urodzi państwo „Europę", z „urzędowym angielskim" notabene. Stworzą ją zieloni z Cohn-Benditem, liberałowie z Verhostadem i „socjaliści" z Martinem Schulzem, niemieckim lewakiem obecnie w roli przewodniczącego europejskiego Parlamentu.

Ich celem jest zdobycie „większości w Brukseli", „wzięcie wszystkich stanowisk", komisji, urzędów, kasy i co tylko jeszcze się da. A potem proklamują narodziny ideologicznej wydmuszki „Europy", w ogóle nie przejmując się tym, co mają w tej sprawie do powiedzenia obywatele państw już istniejących. Przypominam, że w imię podobnych miraży w XX w. wymordowano na naszym kontynencie kilkadziesiąt milinów Bogu ducha winnych mieszkańców.

W brytyjskim hymnie ważna jest druga zwrotka: „O Panie, Boże nasz, ukarz Twych wrogów i spraw, by upadli. Pomieszaj ich szyki, obnaż ich podłe sztuczki; w Tobie pokładamy nadzieje. Boże, zbaw nas". To piękne słowa, choć nie mogę wykluczyć, że w Brukseli jakiś ważny Komitet już wytrwale pracuje nad dyrektywą zakazującą słów tak nietolerancyjnych, zbrodniczych i pełnych nienawiści.

Premier Cameron nie ukrywa, że wrogami europejskiego odrodzenia są federaliści wszelakiej maści, spadkobiercy Roży Luksemburg, internacjonały z epoki bolszewizmu, dzisiaj przebrani w kostiumy różowe, zielone lub tęczowe, złączeni od wieku tym samym marzeniem zniszczenia narodów i ich państw. I że te dwie strategie są nie do pogodzenia, jak woda i ogień, wolność i jej brak, prawa człowieka i prawa rewolucyjnych trybunałów pragnących narzucić innym, jakich słów i symboli nie wolno używać. Nie da się. I już. Przez lata uprawiania „podłych sztuczek" wmawiano nam, że postęp polega na tym, że wszyscy „my" mamy mniej, a „oni" – biurokraci w Brukseli – mają więcej. Ale od dwóch lat, kiedy nękają nas rożne kryzysy i kłopoty, to nie euro urzędasy ratują Europę, ale całkowicie „narodowi politycy" z Berlina, Paryża czy Londynu właśnie. Przykładu takiej zbiorowej impotencji, jaką wykazali się ci świetnie opłacani „profesjonaliści", od dawna nikt nie widział. W żadnym z najważniejszych problemów nie potrafili wydusić z siebie ani me, ani kukuryku. Posłusznie kiwali główkami, czekając, aż pani kanclerz raczy ich poinformować, jakie podjęła decyzje. To nie tylko kompromitacja, ale dużo gorzej – pokaz, że są to ludzie zbędni, a brak mechanizmu demokratycznego rozliczania ich ze skuteczności powoduje degenerację i śmieszność. Nikt gorzej nie przysłużył się pięknej idei Unii niż te tysiące aroganckich nierobów.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość