Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Marzyłem o tym jednym geście

Rafał Kotomski

Rozmowa z Łukaszem Krupskim, rzeźbiarzem, twórcą pomnika smoleńskiego w warszawskim kościele św. Anny

Wkrótce miną trzy lata od katastrofy smoleńskiej, w której zginął pański ojciec, minister Janusz Krupski. Jest cień szansy, by tragedia zaczęła Polaków łączyć?

Przed katastrofą dochodziło do bardzo ostrych konfliktów, wychodzących poza rzetelną debatę publiczną, przybierających często formę personalnych ataków na przeciwników politycznych. Później doszło do katastrofy, w której zginęła część elity politycznej. Wiadomo było, że od tamtego momentu polska polityka, polska sfera publiczna w jakiś sposób będzie naznaczona tą śmiercią. Wydawało mi się, że dojdzie do orzeźwienia polityków, a za nimi i całego społeczeństwa, że to podziała jak kubeł zimnej wody. Jak wiadomo, tak się nie stało, szybko doszło do zaognienia konfliktu, a sam temat katastrofy stał się elementem gry między partiami politycznymi.

Jacyś konkretni politycy, jakieś konkretne słowa?

Nie chcę mówić o personaliach. Myślę, że gdyby stwierdzić, że powstały dwie strony konfliktu, a jest to uzasadnione o tyle, że mamy dziś dwie wersje katastrofy, to obie strony używają tej tragedii dla swoich celów.

Można było się łudzić, że będzie inaczej?

Z pierwszych dni po katastrofie chciałbym zapamiętać po pierwsze solidarność, empatię, której doświadczyłem ze strony przyjaciół taty czy rodziny. Ale również społeczeństwa, które w tak poruszający sposób zareagowało na ten wspólny dramat. Pamiętam morze zniczy, ludzi modlących się pod krzyżem ustawionym przed Pałacem Prezydenckim. Dlatego miałem nadzieję, że coś się zmieni, że zmieni się ton debaty publicznej, że w obliczu takiego dramatu również ludzie inaczej myślący będą mogli popatrzeć na siebie nawzajem z szacunkiem. Wierzyłem, że po Smoleńsku Polacy będą zupełnie inaczej ze sobą rozmawiali, poszukają wspólnoty. Przecież mamy w tle śmierć ludzi wybitnych. To bardzo niesprawiedliwe, gdy się twierdzi, że ich jedyną zasługą było to, iż wówczas zginęli. Oni całym swoim życiem pracowali dla Polski. Tak jak prezydent Kaczyński, jak prezydent Kaczorowski, pani Walentynowicz czy mój ojciec. Ich poświęcenie dla spraw ważnych, dla dobra wspólnego miało często wymiar heroiczny.

Zamiast oczekiwanej wspólnoty mamy podział na zdrajców i oszołomów. Tak źle jak po 10 kwietnia chyba jeszcze nie było.

Odczuwam wielkie rozczarowanie takim stanem rzeczy. Zdaję sobie sprawę, że katastrofa była szokiem dla rządzących i opozycji. Na początku wiele zachowań mogło być nie do końca przemyślanych, emocjonalnych. Ale później nie było wcale lepiej.

Jak to wyglądało od strony rodzin smoleńskich?

Na początku była próba stworzenia jednego, wspólnego środowiska, stowarzyszenia, które by wszystkich zrzeszało. Niezależnie od tego, z jakich środowisk ideowych się wywodzimy i z jakich środowisk wywodzili się nasi bliscy, mieliśmy wspólne doświadczenie odejścia naszych bliskich w szczególnych okolicznościach. To fakt, który mógł być podstawą dla wspólnoty rodzin.

Podziały w rodzinach są tak silne, że można mówić o niechęci, a nawet wrogości?

Nie, nie zauważyłem takich emocji między członkami rodzin. Kiedy myślę o tych, którzy stracili bliskich w Smoleńsku, to mam poczucie wspólnoty. Ale jest ono niestety zakłócane...

Czy rodziny ofiar wystąpią razem w trzecią rocznicę Smoleńska?

Dzisiaj to niemożliwe. Przyznam, że realizując pomnik smoleński w kościele św. Anny, miałem pewne oczekiwania, a nawet marzenia.

O czym pan marzył?

Żeby – mimo ostrych sporów i krzywd, które nawzajem już sobie wyrządzono po katastrofie – odnalazły się wspólne wartości. Przecież pod krzyżem z Krakowskiego Przedmieścia w pewnym momencie potrafili modlić się diametralnie różni ludzie. Z prawa czy lewa, nieważne. Marzyłem, by pod pomnikiem, którego elementem jest właśnie ten krzyż, spotkały się nie tylko rodziny smoleńskie, ale także ci, którzy mają największy wpływ na to, co się dzieje, by stanęli tam prezydent Komorowski i prezes Kaczyński i pokazali Polakom, że mimo tego, co ich dzieli, mogą razem złożyć hołd tym, którzy zginęli 10 kwietnia. Chociaż ten jeden gest. Niech się nie ściskają. Nie o to mi chodzi. Postawa klasy politycznej ma największy wpływ na podziały w społeczeństwie, a taki gest dałby jakiś pozytywny impuls. Kiedy mówiłem o tym, że trzeba spróbować doprowadzić do takiej sytuacji, zarzucano mi naiwność, i kiedy ten konflikt na górze się zaostrzał, w pewnym momencie musiałem przyznać, że ci, którzy mi to zarzucają, mają rację.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej