Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Seksbiznes przy drodze

Anna Binkowska

Tirówka Elwira od dawna stoi pod lasem w Zielonce. Tylko raz sparaliżował ją strach. Klient przystawił jej nóż do gardła. Oddała mu zarobione tego dnia pieniądze

W sobotnie mroźne popołudnie w Zielonce przy drodze do Warszawy stoi kilka prostytutek. Skurczone z zimna, w krótkich spódniczkach i botkach na wysokich obcasach przytupują  i przestępują z nogi na nogę. Ta okolica to podwarszawski pigalak. Tutaj zarabia się najwięcej.

Bułgarka o długich czarnych włosach, w krótkiej białej kurtce ze sztucznego misia nie mówi ani słowa po polsku. Pod grubym make-upem taniej marki widać sińce pod okiem. Wyraźne ślady uderzenia. Pyta w swoim języku, czego od niej chcę. Gestykulując, pokazuje, by samochód (z fotoreporterem siedzącym za kierownicą) podjechał do niej. Myśli pewnie, że to potencjalny klient.

Elwira (imię zmienione), Polka, chętnie podejmuje rozmowę. Na chwilę przerywa, bo podjeżdża klient, który jednak szybko się oddala. Widocznie stawka dziewczyny mu nie odpowiada. Elwira twierdzi, że nie ma „opiekuna", z nikim nie dzieli się gażą. Owszem, dla własnego bezpieczeństwa mówi klientem, że ma ochroniarzy. Niebezpiecznie bywa tylko wtedy, kiedy pojawiają się tu „opiekunowie" Bułgarek. Ale rzadko wpadają do Zielonki. Wiedzą, że natychmiast zjawi się policja. Zdarzały się groźby i przemoc psychiczna. Chodziło o „strefę wpływów".

– Próbowali nas ustawiać, gdzie która ma stać. Ale my mamy swoje stałe miejsca. Policja nie wchodzi nam w drogę, my jej też nie. Sprzątamy po sobie – mówi Elwira. Obok niej leży plastikowa torebka ze zużytymi środkami higienicznymi.

Haracze wliczone w cenę

Prostytucję zalegalizowały m.in. Niemcy, Holandia, Austria, Szwajcaria i Grecja. W Polsce burdele działają w Polsce pod eufemistyczną nazwą agencji towarzyskich. Są legalne, ale czerpanie korzyści z tego procederu podlega karze. Zgodnie z porządkiem prawnym nie powinno ich być. Policja nie ma jednak narzędzi umożliwiających likwidację „przybytków rozkoszy".

W Komendzie Stołecznej Policji działa Zespół do Walki z Handlem Ludźmi i Przestępczością Przeciwko Wolności Seksualnej i Obyczajności. Policjanci mówią prościej: przestępczość okołoprostytucyjna, czyli ułatwianie prostytucji i czerpanie korzyści.

– Problem polega na udowodnieniu, że właściciel tzw. agencji towarzyskiej czerpie zyski z usług prostytutek. One zaś nie przyznają się, że część pieniędzy od klientów przekazują „opiekunowi". Obie strony są zadowolone. Właściciele takich agencji czują się bezkarni – wyjaśnia asp. Mariusz Mrozek, rzecznik prasowy KSP.

Pod lupą policji są małoletnie uciekinierki, które parają się prostytucją, oraz grupy wymuszające haracze. Śledczy sprawdzają, czy cudzoziemki przebywają w Polsce legalnie. Właściciel się stara, by dziewczyny miały paszporty i wizy. Nie ma jednak motywacji, żeby zgłaszać wymuszanie haraczu. Ten jest wkalkulowany w koszty. Nie przyznaje się.

Policji udało się zatrzymać zorganizowaną grupę przestępczą, która od każdej dziewczyny kasowała po 100 zł tygodniowo za „opiekę". Ochrona jest fikcją. Jeśli prostytutki nie zapłacą, zostaną pobite, będą szykanowane. Gdyby musiały zeznawać jako świadkowie, wyprą się, bo grozi im zemsta „opiekunów". Ale doświadczeni śledczy wiedzą, jak nakłonić pokrzywdzone do zeznań. – Od dwóch lat cieszymy się zaufaniem prostytutek, dostajemy od nich sygnały o próbach wymuszeń – mówi policjant z wydziału kryminalnego.

Kilka lat temu stołecznych domów publicznych, które oficjalnie rejestrowano jako salony masażu czy biura matrymonialne, było więcej. Wpis w ewidencji działalności gospodarczej nie miał i nadal nie ma nic wspólnego z prawdziwym charakterem działalności. Na zapis „świadczenie usług seksualnych" nie pozwala prawo. Prostytutki oficjalnie pełniły funkcję pań do towarzystwa, hostess. W rezultacie skarg mieszkańców kierowanych do urzędu miasta czy prokuratury liczba burdeli zaczęła spadać. Policja likwidowała agencje pod presją opinii społecznej. Mieszkańcy narzekali na zakłócanie spokoju, zanieczyszczanie klatek schodowych, pijanych klientów, na niemoralny charakter działalności. Ale niektórzy sąsiedzi przestali się skarżyć, kiedy spod wycieraczki co miesiąc wyjmowali 100 zł. Albo kiedy prostytutki były uprzejme, sprzątały klatkę schodową, pomagały wnosić zakupy.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE