Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Przez blisko pol wieku kino mialo twarz Charliego Chaplina. A mimo to aktor dostal jedynie Oscara Honorowego. Na zdjeciu: ?Dzisiejsze czasy? (1936)

Ślepy Oscar

Wiesław Kot

Największe błędy Amerykańskiej Akademii Filmowej

Już się zaczęło: kto, ile i za co te statuetki zgarnie – rozdanie Oscarów 24 lutego! Ale to giełda dla naiwniaków. Artysta tego Oscara wpisze sobie do CV, a za parę lat przypomną mu go w notce pośmiertnej drobnym drukiem, na czwartej stronie u dołu. I nie o sztukę filmową tu chodzi. Oscary to kawał globalnego cyrku medialnego. I – jak w cyrku – więcej tu decyzji śmiesznych niż poważnych.

Wiemy, wiemy: członkowie Amerykańskiej Akademii Filmowej to grono spierniczałych staruszków, którym od lat podoba się to samo. Uciemiężony bohater, który zmaga się z uprzedzeniami i stereotypami oraz ogólną niedolą. Dobrze, gdy jest czarnym, kaleką, alkoholikiem lub kobietą. I niech jeszcze swoim losem czyni aluzje do wielkich dzieł literatury. Dobrze, żeby film miał premierę pod koniec roku, bo wtedy staruszkowie do stycznia roku następnego (ustalenie nominacji) jeszcze go zapamiętają. Staruszkowie zaś czarnych i kobiety chętnie widzą na ekranie, ale na czerwonym dywanie – już nie. Pierwsza kobieta – Kathryn Bigelow – nagrodę za reżyserię dostała od tych panów dopiero w roku 2009 (za „Hurt Locker. W pułapce wojny"). Rzecz trafnie ujęła scenarzystka Frances Marion (dwa Oscary): „Statuetka jest doskonałym symbolem przemysłu filmowego: potężny, atletyczny korpus, kurczowo ściskający lśniący miecz, za to pozbawiony tego fragmentu głowy, w którym znajduje się mózg".

Statuetka przez nieporozumienie

Dowody? W roku 1941 w konkursie startuje „Obywatel Kane" Orsona Wellesa – aż roił się od wynalazków z zakresu narracji, montażu i prowadzenia aktorów. Dziś wymieniany powszechnie jako najwybitniejszy film w historii. Ale dostał statuetkę tylko za scenariusz. A kto wygrał? Ciężki, konwencjonalny film „Zielona dolina" o rodzinie górniczej. Czy ktoś go pamięta? I znowu – mamy rok 1968. Stanley Kubrick przedstawia „2001: Odyseję kosmiczną". Genialne spięcie: tu małpa po raz pierwszy zakrzywia kciuk, chwyta kość i wyrzuca ją w niebo, a już po tym niebie suną statki kosmiczne – w rytm walca Straussa. I to jurorów nie zastanowiło. Kogo nagrodzili za reżyserię? Carola Reeda, który przedstawił konwencjonalny musical „Oliver!", oparty na staruszku Dickensie. Lata mijają, niewiele się zmienia. W 1998 r. wszyscy oglądali „Szeregowca Ryana" i zachwycali się lądowaniem na plaży Omaha, za czym stał Steven Spielberg. Ale na Film Roku wytypowano nie to dziełko z pamiętną półgodzinną sekwencją wstępną, lecz ramotkę elżbietańską „Zakochany Szekspir". Konwencjonalną i przewidywalną do bólu. W dodatku Oscara za rolę drugoplanową dostała Judi Dench, która ostatecznie na ekranie pojawiła się – obliczyli skrupulanci – dokładnie przez sześć minut. I jeszcze: Martin Scorsese kręci filmy od 30 lat. Ma na składzie „Ostatnie kuszenie Chrystusa", „Chłopców z ferajny", „Gangi Nowego Jorku" i „Awiatora". Problem w tym, że wszystkie jątrzące. Ale filmów przybywa, więc trzeba go w końcu nagrodzić. I dostaje statuetkę za „Infiltrację" – chyba najgorszą rzecz, jaka wyszła spod jego ręki. Tu przerywam, bo byśmy nie skończyli tej wyliczanki do rana. I jak tu się dziwić, że są tacy, co Oscara mają w głębokim poważaniu. Na przykład scenarzysta Robert Towne, który zobaczywszy, co z jego tekstem zrobił reżyser „Greystoke. Legendy Tarzana", wycofał swoje nazwisko z czołówki, a w to miejsce kazał wpisać imię swego psa. Kiedy dostał nominację, wyszło na to, że do Oscara pretenduje pies.

Nieobecność, która krzyczy

Lista geniuszy prześlepionych przez Oscara jest długa i kompromitująca. Weźmy pierwszych z brzegu. Greta Garbo w Hollywood prosperowała świetnie od połowy lat 20. ub. wieku, tworząc typ kobiety zimnej, wyniosłej i niedostępnej, co imponowało szalenie zarówno panom, jak i paniom. Ostatecznie była biseksualna. Kiedy wypływała na ekran, miliony widzów wstrzymywały oddech. I tak przez blisko 20 lat. A jurorzy? Uwzględnili ją w czterech nominacjach, ale żadnej statuetki nie przyznali. Dopiero w 15 lat po tym, jak definitywnie zakończyła karierę, ktoś się puknął w czoło i Akademia wręczyła aktorce Oscara Honorowego (1954). Dla kontrastu trzeba dodać, że Shirley Temple dostała Oscara w wieku zaledwie lat sześciu – „za wybitne zasługi dla filmu w roku 1934". Wstyd!

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy