Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Wierzę w inteligencję widza

Mariola Wiktor

Rozmowa z Carlosem Reygadasem, meksykańskim reżyserem i twórcą filmu „Post tenebras lux”

Na polskie ekrany 8 lutego wchodzi film, który na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes wywołał największe zamieszanie. Najbardziej nieoczywisty, najgoręcej dyskutowany. Radykalny. Wzbudził zachwyt i konsternację. Carlos Reygadas, autor filmu „Post tenebras lux", otrzymał w Cannes Złotą Palmę za reżyserię.

Większość ludzi woli sztukę analizować i nazywać, niż przeżywać. Próbuje zrozumieć to, co wymyka się rozumowi i logice. To bezpieczniejsze?

Nazwanie czegoś, co nas przekracza, jest próbą oswojenia naszych lęków. Wprowadza pozorny ład i porządek w chaos życia, sprawia, że czujemy się pewniej. Ale jest to tylko złudzenie, w które chcemy uwierzyć. Zmysłowy odbiór dzieła sztuki, za jaki uważam także film, stawia widzów w sytuacji niekomfortowej. Muszą oni wtedy zaakceptować swoją bezbronność i pokorę wobec ciemnych stron życia, wobec instynktów, żądz, pragnień, obsesji – tego wszystkiego, czego nie da się kontrolować i okiełznać kulturą, wychowaniem, normami. Pokazując fragmenty życia moich bohaterów, nigdy nie daję odpowiedzi na pytania o motywy ich działań.

Jurorzy docenili twoją uczciwość i artystyczny radykalizm i przyznali ci w Cannes Złotą Palmę za reżyserię. Ale przed ogłoszeniem werdyktu powiedziałeś, że cieszysz się, iż twój film „Post tenebras lux" nie spodobał się wielu krytykom...

(śmiech!) Ja nie żartowałem! Co więcej, jestem tym niemal zaszczycony. Bo to oznacza, że ten film ma szansę, by któregoś dnia zyskać status kultowego. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale zwykle kiedy jakiś film mi się podoba, to zbiera fatalne recenzje, a kiedy oglądam straszną chałturę, to wszyscy się nią zachwycają. To jednak napawa smutkiem, bo unaocznia, jakimi głupcami bywają niektórzy krytycy i widzowie.

A może ty po prostu nie szanujesz publiczności, która jest adresatem twoich filmów?

Wręcz przeciwnie! Mój szacunek dla widzów wyraża się w tym, że daję im wolność interpretacji, niczego nie narzucam. Wierzę, że inteligentny widz nie potrzebuje przewodnika. To dla mnie dziwne, że ta sama publiczność, która twierdzi, że nie rozumie, o czym jest „Post tenebras lux", jednocześnie nie przyznaje się, że potrzebuje wyjaśnień, o co chodziło na przykład Kafce, gdy pisał „Przemianę". Nikogo nie oburza, że bohater Kafki zamienia się w paskudnego insekta. Nikomu nie przeszkadza, że w dziełach impresjonistów niebo jest zielone. Dlaczego więc niektórzy widzowie nie potrafią zaakceptować mojego filmu? Widz patrzy i widzi to, co chce widzieć lub do czego jest przygotowany.

Jak wygląda proces powstawania twoich filmów?

Kiedy jestem na planie, nie myślę o widzach. Nie zadaję sobie pytań w rodzaju: „czy to będzie jasne dla widza, czy nie?". Po prostu dzielę się moimi przemyśleniami, emocjami, lękami. Nie mam gotowego scenariusza, za to dokładnie rozrysowane storyboardy. Aktorzy naturszczycy znają tylko ogólnie sytuację. Nie chcę znanych twarzy. Gdybym do jakiejś roli zaangażował Brada Pitta, to widzowie widzieliby celebrytę, męża Angeliny Jolie, nie zaś postać. Pracuję z bardzo małą ekipą. Przy „Post tenebras lux" było nas zaledwie 11 osób, ale z każdą doskonale się rozumieliśmy. Kino nie jest dla mnie narracją, ale sztuką wizualną. Bohaterowie mało mówią. Ich stany wewnętrzne odbija pejzaż, faktura obrazu, kolory, sposób kadrowania, rytm montażu. Widz nie znajdzie tu chronologii i logiki, a to dlatego, że fantazje, sny i wspomnienia bohaterów są częścią tej samej realności, którą powszechnie uznaje się za rzeczywistą i dotykalną.

„Post tenebras lux" to jeden z twoich najbardziej osobistych filmów, ale – jak podkreślasz w wywiadach – to nie jest typowa autobiografia.

To prawda. Zdjęcia do filmu powstawały w miejscu dla mnie szczególnym, czyli w wiosce, w której mam dom – sam go wybudowałem. Stoi 80 km od miasta Meksyk w stanie Morelos. Mieszkam tam z żoną i dziećmi. Blisko natury. W domu otoczonym lasami, wyizolowanym od świata zewnętrznego, bo nie mam tam ani internetu, ani telefonu. Znam okolicę jak własną kieszeń. Każde miejsce w tym rejonie jest dla mnie pełne wspomnień. Tutaj wychowywały się moje dzieci, to z nimi i naszymi psami godzinami wędrowaliśmy po górach, bawiliśmy się. To jest miejsce zarazem piękne, ale i dzikie, z dala od cywilizacji, z klimatem dość surowym.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez