Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Miłość i pięść

Barbara Hollender

Z Jakiem Audiardem, reżyserem filmu „Rdza i kość”

Andrzej Wajda powiedział kiedyś, że dobra obsada to 90 proc. sukcesu filmu.

Tylko co oznacza dziś dobra obsada? Dla kogo dobra? Dla producenta oznacza to często gwiazdy, które przyciągną ludzi do kin. Dla reżysera – artystów, którzy poniosą tekst i dodadzą mu nowych znaczeń. Ale oczywiście to powiedzenie jest prawdziwe. Kiedy zaczęliśmy kręcić „Proroka", coś nie grało. Zrobiłem „przemeblowanie", zamieniłem kilku aktorom role i było OK.

Do filmu „Rdza i kość" zaangażował pan wielką gwiazdę Marion Cotillard, ale jako partnera dodał pan jej mało znanego jeszcze aktora Matthiasa Schoenaertsa.

W roli Stephanie nie wyobrażałem sobie nikogo innego. Zobaczyłem Marion w „Niczego nie żałuję", gdzie jako Edith Piaf była rewelacyjna. I bardzo odważna. Nie każda aktorka, nawet dla wielkiej roli, pozwoli sobie na tak ogromne oszpecenie.

I nie każda zrozumie duszę takiej kobiety jak Edith Piaf. Wiedziałem, że taka aktorka może zagrać kobietę, która w wypadku traci obie nogi. Syrenę unieruchomioną w wózku inwalidzkim. A Alain? Przyznaję, że na początku chciałem dodać Marion amatora, najchętniej mistrza bokserskiego. Ale reżyser obsady pokazał mi film „Bullhead" i natychmiast przekonałem się do Matthiasa.

Kiedy mówi pan o swoich ostatnich filmach, zawsze podkreśla pan rolę Toma Bidegaina.

Bo one nabierają kształtu w czasie naszych wspólnych rozmów. Zawsze na początku zadajemy sobie pytanie, co chcemy powiedzieć. Forma przychodzi sama. Przy „Rdzy i Kości" podstawowym problemem było zachowanie równowagi między tym, co realne, a tym, co uniwersalne, symboliczne. Gdybyśmy poszli w czysty realizm – zanudzilibyśmy widzów. Gdybyśmy za bardzo wszystko wystylizowali – nikt by w naszą historię nie uwierzył.

A wiarygodność jest dla mnie bardzo istotna. To jeden z powodów, dla których nigdy nie przyjąłem propozycji amerykańskiej.

Marion Cotillard, Audrey Tautou, Sophie Marceau, a także kilku francuskich reżyserów próbuje swoich sił za oceanem...

Każdy może rozumieć sztukę inaczej. Dla mnie ważne jest, by pracować tam, gdzie wszystko jest mi bliskie. Moi bohaterowie mówią po francusku. Stawiam kamerę w miejscach, które znam. Nie mogę sobie pozwolić na sytuację, w której członkowie ekipy lepiej rozumieją niuanse otaczającej ich rzeczywistości niż ja. Poza tym Europa ma inne symbole, inną tradycję. Widzowie w dziesiątkach filmów amerykańskich widzieli bohaterów otwierających drzwi sali bokserskiej. Gdy Ali otwiera te drzwi w Antibe, jest w tym powiew świeżości.

I ciekawość. Żeby pracować za oceanem, musiałbym znaleźć coś równie uniwersalnego i mocnego jak „Lot nad kukułczym gniazdem" Milosa Formana.

A takie tematy nie rodzą się na kamieniu.

Jednak wielu europejskich twórców tęskni za niebywałym amerykańskim profesjonalizmem.

A to już zupełnie inna sprawa. Jestem pełen uznania dla amerykańskiego rzemiosła. Kiedy pisałem „Na moich ustach", ugrzązłem w martwym punkcie. Spotkałem się wtedy ze świetnym amerykańskim script doktorem. To był absolutny pistolet. Przeczytał tekst, a potem w dwugodzinnej rozmowie sypnął dziesiątkami pomysłów i rozwiązań, które pozwoliły mi wyjść z impasu.

Pana ojciec Michel Audiard był znanym scenarzystą filmowym. Nie dawał panu rad, kiedy wchodził pan w zawodowe życie?

Jako młody chłopak próbowałem sił w reżyserii teatralnej. Może trochę z przekory, bo wiedziałem, że w kinie nazwisko Audiard należy do ojca. Nawet się przeciwko temu nie buntowałem. Tak po prostu było. Ale to ojciec mnie wtedy przekonywał: „Powinieneś zostać scenarzystą. Więcej zarobisz". Posłuchałem go. W latach 80. zajmowałem się głównie pisaniem dla kina. Pieniądze rzeczywiście nie były najgorsze, bo przygotowywałem głównie thrillery dla dobrych reżyserów: Michela Blanca, Claude'a Millera. Wtedy zacząłem też kręcić krótkie filmy, ale gdy w 1994 r. stanąłem za kamerą, żeby zrealizować swój debiut fabularny „Patrz na upadających mężczyzn", ojca już nie było od prawie dekady. Sam się czasem zastanawiam, co by mi powiedział.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy