Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Amfibią na Bornholm

Marcin Hałaś

To była najbardziej nieprawdopodobna próba ucieczki na Zachód. 50 lat temu dwie rodziny z Bytomia chciały przepłynąć Bałtyk amfibią domowej roboty

Główni bohaterowie tej historii to członkowie dwóch rodzin z Bytomia na Górnym Śląsku: Kuczerowie i Kroczkowie. Mieszkali w Łagiewnikach – dzielnicy, która mimo powojennych migracji ludności zachowała prawdziwie śląski charakter. Większość ludności stanowili w niej autochtoni. Ekspatrianci ze Lwowa usadowili się w opuszczonym przez Niemców śródmieściu. W Łagiewnikach miejscowym pozwolono zostać, bowiem przed II wojną światową, kiedy niemiecki Beuthen „okleszczała" poplebiscytowa granica, dzielnica ta leżała na terytorium Polski. Ślad tego podziału pozostał do dziś: parafia w Łagiewnikach należy do diecezji katowickiej, centrum Bytomia do gliwickiej (wcześniej opolskiej).

Inicjatorem i głównym organizatorem „wielkiej ucieczki" był Józef Kuczera. W 1962 r. miał 60 lat, był „średniego wzrostu i mimo wieku sprawiał wrażenie człowieka pełnego energii". Mieszkał razem z 18-letnim synem Bernardem przy ul. Łagiewnickiej 1a. Przy tej samej ulicy, kilka domów dalej, znajdowało się mieszkanie rodziny Kroczków. Józef Kroczek, lat 37, pracował jako elektromonter w kopalni Szombierki. Jego żonę, 32-letnią Różę Kroczek, sprawozdawca sądowy określił jako „chorowitą i zrozpaczoną". Grupę niedoszłych uciekinierów uzupełniały dwie córeczki państwa Kroczków w wieku 4 i 11 lat.

Szalony pomysł

Najstarszy z całej grupy, Józef Kuczera, do NRF próbował przedostać się przez zieloną granicę już w 1961 r. Nie chodziło jednak wtedy o ucieczkę, lecz o przemyt. Kuczera miał przywieźć z Niemiec Zachodnich kosztowności na zlecenie swego znajomego. W lutym 1961 r. wyjechał do jednego z miasteczek położonych nad Odrą. Tam znalazł przewodnika – wioślarza, który przerzucił go łodzią przez graniczną rzekę. Miał jednak pecha – na terenie Niemieckiej Republiki Demokratycznej wpadł w ręce tamtejszych pograniczników. Ci przekazali go Polakom. Za nielegalne przekroczenie granicy Kuczera został skazany na rok więzienia. Po odbyciu połowy kary – uzyskał warunkowe zwolnienie i wrócił do domu, do Łagiewnik.

Kuczera prowadził w Łagiewnikach warsztat mechaniczny. Gdy tylko wrócił do domu, razem z synem zaczął budować... amfibię, czyli pojazd wodno-lądowy. Do pomocy zaangażowali sąsiada – Józefa Kroczka. Pomysł był niezwykle śmiały i zdawać by się mogło, że takie przedsięwzięcie może udać się tylko na kartach powieści dla młodzieży, gdzie wuj Gromiłło skonstruował wehikuł Pana Samochodzika. Tymczasem mechanikom z Łagiewnik także udało się zrealizować swój projekt. „W rezultacie tej mrówczej pracy powstała z wraków karoserii samochodowej krypa wagi około 1,5 tony, na trzech kołach, z dwucylindrowym silnikiem, mogąca rozwijać na wodzie szybkość do 8 węzłów (czyli prawie 15 km/h). Zaopatrzona też była w dodatkowy silnik przyczepny na wypadek awarii silnika głównego". Swój pojazd Kroczkowie zalegalizowali, rejestrując go w porcie odrzańskim w Koźlu. Otrzymał nazwę MEWA 9234.

Początkowo grupa uciekinierów miała być mniej liczna. Józef Kroczek pewnego dnia oświadczył swojej żonie, że wyjeżdża nielegalnie do Niemiec. Kobieta się sprzeciwiła: albo jadą całą rodziną, albo ona go nie puści. Kroczek wiedział, że amfibia może pomieścić czwórkę dorosłych oraz dwoje dzieci, zdecydował więc, że wyjadą wszyscy. Przygotowania były zakończone, teraz pozostawało przeprowadzić skomplikowaną akcję zgodnie z wcześniej przygotowanym planem.

Na łamach „Głosu Koszalińskiego" Józef Kuczera zamieścił ogłoszenie: „Wydzierżawię lub kupię domek, najchętniej w pobliżu Wybrzeża". W odpowiedzi otrzymał aż 18 ofert. Szybko spakował się i wyjechał na Wybrzeże, gdzie wybrał jeden z domków, położony pomiędzy jeziorem a morzem. Wynajął go, mówiąc właścicielowi, że planuje rodzinne wczasy. Jego syn Bernard przywiózł amfibię taksówką bagażową. Za kurs przez całą Polskę zapłacił 4 tysiące złotych. Na jeziorze położonym w pobliżu domku Kuczerowie wypróbowali amfibię. Potem dojechali do nich Kroczkowie z córkami. Cała szóstka po raz pierwszy próbowała wypłynąć na Bałtyk w czerwcu, jednak pogoda była niesprzyjająca. Postanowili czekać.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Wojciech Romański

W smoczym kręgu