Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Świat równoległy

Artur Heliak

Anna Grodzka nigdy nie byłaby kandydatką na wicemarszałka Sejmu, gdyby w wyborach do parlamentu obowiązywały jednomandatowe okręgi, bo nigdy nie zostałaby posłanką

W ostatnim programie Tomasza Lisa Anna Grodzka wyraziła przekonanie, że sprawę związków partnerskich już wygrano w społeczeństwie i że teraz pozostaje tylko do rozstrzygnięcia, jak społeczeństwo powinno poradzić sobie z politykami.

Zapomina, że swój mandat zawdzięcza nie tyle samym wyborcom, ile polskiej proporcjonalnej ordynacji. Startując np. w Wielkiej Brytanii, gdzie obowiązują jednomandatowe okręgi wyborcze, w bezpośrednich kontaktach z obywatelami musiałaby przekonać do swojej osoby przynajmniej kilkanaście tysięcy ludzi. Wygrać kilka debat, porozmawiać z setkami mieszkańców z sąsiedztwa. Podczas tych spotkań i rozmów pojawiłby się temat transseksualizmu, to oczywiste. Z tą jednak istotną różnicą, że w racjonalnej proporcji. Podobnie jak Polacy, Brytyjczycy pytaliby częściej o miejsca pracy, o plany modernizacji dróg lokalnych, o sprawność sądów, o kolej, szkoły i służbę zdrowia. Nie znamy żadnej konkretnej wypowiedzi Anny Grodzkiej w tych kwestiach. Właśnie dlatego byłaby skazana na porażkę. Wcale nie z powodu swojej orientacji czy brytyjskiej homofobii, ale dlatego, że nie sposób zdobyć nominację, ignorując realne problemy tych, którzy wybierają.

Pierwszą transseksualną parlamentarzystką była Georgina Beyer. Zdobyła mandat Izby Reprezentantów w Nowej Zelandii zaraz po tym, jak obowiązującą większościową ordynację zmieniono na mieszaną. I to właśnie dzięki tzw. liście krajowej została wybrana. Z kolei we Włoszech Vladimir Luxuria zdobył mandat do parlamentu, startując z listy komunistów i określając się jako ani mężczyzna, ani kobieta. We Włoszech obowiązuje ordynacja proporcjonalna.

Dziś zbyt wiele poselskich foteli zostaje obsadzonych, zanim karty wpadną do urny

Kiedy George W. Bush w 2003 r. odwiedzał Tony'ego Blaira w jego okręgu, nie robił tego z czystej kurtuazji. On realnie liczył się z wyborcami, jak warto podkreślić, nie swojego kraju. Wiedział, że jeżeli Blair przegra w Sedgefield z konserwatystą Alem Lockwoodem, to nie zostanie członkiem parlamentu. Nie będzie też przewodził partii, a to uniemożliwi mu pozostanie na fotelu premiera. A wtedy nie będą mogli wspólnie dokończyć swojego dzieła w Iraku i Afganistanie. Dlatego głosujący mogli mieć realne poczucie, że wpływają nie tylko na losy swojego państwa, ale i świata.

W ordynacji większościowej najważniejsza jest rozmowa i bezpośredni kontakt ze zwykłymi ludźmi. Trzeba się wykazać wiedzą, charyzmą, przekonać, wytłumaczyć, a gdy się czegoś nie wie – to sprawdzić i oddzwonić do zadającego pytanie. W żadnym wypadku nie wystarczy specjalizować się w tematyce dotyczącej jednego promila populacji i jedynie spoglądać z ulicznych billboardów, czas kampanii zaś przeznaczać na celebrowanie „biorącego" miejsca na liście.

Dzisiaj w naszym kraju zbyt wiele poselskich foteli zostaje obsadzonych, zanim jakakolwiek karta wpadnie do urny, a nawet zanim rozpocznie się kampania wyborcza. Efekty widać gołym okiem. „Ale tylko ordynacja proporcjonalna, w przeciwieństwie do większościowej, pozwala na realizację i ochronę praw mniejszości!" – odezwą się znowu głosy. Tylko że w jednomandatowej Wielkiej Brytanii związki partnerskie są zalegalizowane od 2005 r., a w polskim proporcjonalnym Sejmie wszystkie projekty trafiły do kosza.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy