Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Niewidzialne rany

Anna Binkowska

W Polsce działa kilka klinik stresu bojowego. Tylko w Warszawie od 2006 r. hospitalizowanych było ponad 400 żołnierzy. Wielu weteranów nigdy nie podjęło terapii

Kiedy Edward Zalewski stanął na własnych nogach i zaczął publicznie mówić o sobie, by pomóc innym wyjść z ukrycia, dowiedział się, że postępuje nieetycznie. Sprawy wojskowe powinny być załatwiane w armii... – Jeśli będziemy zamiatać je pod dywan, to nigdy nie zostaną rozwiązane – komentuje.

W bazie jest bezpiecznie

Kpt. Ewelina Osuchowska-Rybka na co dzień jest oficerem prasowym w 25. Brygadzie Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim. Była w Iraku. W ubiegłym roku przez siedem miesięcy służyła w Afganistanie, w bazie Ghazni. Była starszym oficerem w Samodzielnej Grupie Powietrzno-Szturmowej. Do jej obowiązków należała m.in. działalność wychowawcza. Przeprowadzała szkolenia, dbała, aby żołnierze przestrzegali dyscypliny wojskowej. W Polsce została jej ponaddwuletnia córka, którą opiekowała się babcia.

– Argument finansowy motywuje żołnierzy do wyjazdu. Dla mnie ważniejsze było zdobycie nowych doświadczeń, stanowisko, na którym mogłam się sprawdzić – mówi Ewelina Osuchowska-Rybka.

W obu misjach towarzyszył jej mąż. Wykonywał inne zadania. – Kiedy 12 lat temu decydowałam się na służbę wojskową, wiedziałam, że nie ominą mnie dylematy związane z wyjazdem na misję. Ten rok był najlepszy na wyjazd. Córka nie wiedziała, gdzie jesteśmy. Była za mała, żeby to zrozumieć. Już kiedy chodziła do żłobka, mówiłam jej, że mama i tata będą kiedyś musieli wyjechać do pracy. Pytałam ją, gdzie będzie mieszkała, a ona odpowiadała, że u babci.

Podczas pierwszej nocy spędzonej w Iraku przeciwnicy ostrzeliwali bazę. – Innym razem ostrzał był podczas mszy. Wszyscy obecni w kaplicy padli na ziemię. Systemy ostrzegają nas o ataku na tyle, żeby zdążyć do schronu – mówi.

Na jej zmianie w Afganistanie nie zginął nikt z żołnierzy. Raz zdarzył się incydent, który na zawsze pozostanie nie tylko w jej pamięci. Na szczęście zakończony happy endem. Żołnierze podczas patrolu zobaczyli przy drodze zawiniątko. Zanim podeszli do miejsca, gdzie leżało, sprawdzili teren pod kątem bezpieczeństwa. Mógł to być ładunek wybuchowy. Zobaczyli rączkę. To było niemowlę, może dwu-, trzydniowa dziewczynka. Została oddana do adopcji. Zgodnie z wiarą islamską rodzinę adopcyjną czeka szczęśliwe życie.

Kpt. Ewelina Rybka miała kontakt z Afgankami, które pracowały w bazie. Ze względów bezpieczeństwa przeszukiwała je. Sprawdzała, czy nie mają ładunków wybuchowych i innych podejrzanych przedmiotów. W czasie jednej z jej służb na bramie przypadł dzień medyczny. Kobiety przychodziły do bazy na konsultacje medyczne. – To było wstrząsające dla mnie jako matki. Niemowlęta pozawijane w brudne koce, kobiety z sześciorgiem dzieci, niektóre bez obuwia – mówi.

Ze względu na córkę, która rozumie już sporo i tęskni, nie zdecydują się więcej z mężem na wspólny wyjazd.

Rany na zawsze

W Polsce działa kilka klinik stresu bojowego. W Warszawie od czasu założenia oddziału w 2006 r. hospitalizowanych było ponad 400 żołnierzy. Dr Ilnicki szacuje, że trafiło tu 80 proc. „misjonarzy". Terapia trwa ok. sześciu tygodni. Oddział ma 29 łóżek, obecnie jest tu 35 pacjentów, 40 proc. to żołnierze weterani. U jednego z nich poparzenia objęły 80 proc. ciała. Został wyleczony i założył mundur. Pełni służbę na stanowisku utworzonym specjalnie dla poszkodowanych weteranów. Wciąż okresowo wymaga pomocy psychologa i psychiatry. Jest też pacjent, który trafił tu po raz czwarty, ale nadal służy. Pacjentami są też żony i matki poległych. U tych rany nigdy się nie zagoją.

Na terenie Wojskowego Instytutu Medycznego znajduje się lądowisko. Niektórzy pacjenci reagują lękiem, kiedy słyszą warkot śmigłowca.

– Indywidualne cechy decydują o tym, jak żołnierze reagują na traumatyczne przeżycia. Wcześniejsze doświadczenia, nie tylko z misji, ale również wczesnego dzieciństwa, adolescencji, mają wpływ na odporność na stres bojowy. U nas coraz więcej jest „misjonarzy" wielokrotnych. W tle mają niewyleczony uraz z poprzedniej misji. Struktura traumy nie jest jednoprzyczynowa. Nasze leczenie opiera się głównie na psychoterapii. Trauma po powrocie może być bardziej dotkliwa niż na wojnie – wyjaśnia dr Ilnicki. – W tej grupie pacjentów większa jest podatność na choroby naczyniowo-krążeniowe, wyższa umieralność, więcej samobójstw, przestępstw i wypadków drogowych.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE