Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Imperium zaatakuje

Romuald Szeremietiew

Rosja przygotowuje armię do podboju sąsiadów

Jak się bronić trzy miesiące?

W 2011 r. prasa informowała, że natowski plan obrony Polski ma wykonać dziewięć dywizji, w tym cztery polskie, oraz jednostki brytyjskie, niemieckie i amerykańskie. Port w Świnoujściu przebudowany zgodnie z natowskimi standardami miałby przyjmować duże jednostki desantowe z wojskiem i transportowce przypływające z zaopatrzeniem dla natowskiej armii. Oczywiście, jeśli rosyjska rura gazowa Nord Stream położona na podejściu do polskiego portu wojennego nie zablokowałaby dostępu wielkim okrętom transportowym. Tak czy inaczej wydawało się, że można odetchnąć – NATO będzie Polski bronić.

Żywot tej informacji okazał się bardzo krótki. Dziś bowiem trudno byłoby znaleźć w NATO potrzebne dziewięć dywizji. MON dokładnie 1 września 2011 r. rozformował znajdującą się w Legionowie pod Warszawą 1. Dywizję. Pozostałe trzy też czeka podobny los. Nie wydaje się, aby przy obecnym stanie wojska, uzbrojenia i rezerw udało się stworzyć z istniejących brygad pełnowartościowy ekwiwalent bojowy czterech dywizji. Trudno będzie uzyskać wsparcie ze strony niemieckiej: Bundeswehra ma być zredukowana do 185 tys. żołnierzy, z czego w wojskach lądowych będzie służyć około 60 tys. żołnierzy. Brytyjczycy mają dwie dywizje i kilka samodzielnych brygad, więc mogą nałożone zadanie wykonać, ale Amerykanie w razie potrzeby musieliby swoje dywizje sprowadzać do Polski zza oceanu. Zapewne dlatego profesor George Friedman ostrzega, że Polska, chcąc liczyć na pomoc Amerykanów, będzie musiała samotnie wytrwać w obronie przez trzy miesiące.

Nadzieja w partyzantce

Fatalnie przedstawia się stan sił zbrojnych sąsiadów Polski, którzy wraz z Polakami powinni uczestniczyć w obronie regionu. W ramach Grupy Wyszehradzkiej Polska współpracuje z Czechami, Słowacją i Węgrami. Wszystkie te kraje dysponują małymi potencjałami obronnymi, a ich siły zbrojne są zdolne tylko przy wsparciu sojuszników do krótkotrwałej obrony swoich krajów – armia słowacka nie ma nawet takiej zdolności. Armie wspomnianych państw mają uzbrojenie pochodzące z lat 80. ubiegłego wieku (wyjątek stanowi wypożyczone w Szwecji przez Czechów i Węgrów 28 samolotów JAS39 Gripen). Sprzęt jest w fatalnym stanie, np. Węgrzy mają zaledwie 14 czołgów T-72, a Słowacy tylko cztery sprawne migi 29. Poważna modernizacja uzbrojenia jest niemożliwa, państwa te bowiem przeznaczają zaledwie po 1 proc. PKB na obronę, a do tego ponad 80 proc. środków pochłaniają wydatki bieżące. Żołnierze nie odbywają szkoleń, a piloci ćwiczą na ziemi na trenażerach. We wszystkich tych państwach, podobnie jak w Polsce, zrezygnowano z poboru i utworzono armie zawodowe. Tymczasem szef sztabu generalnego armii austriackiej sprzeciwił się planom utworzenia zawodowej armii, podkreślając, że rozwiązanie to doprowadzi do znacznego ograniczenia jej liczebności, a także obniży jakość wojska. Generał powoływał się na przykłady z Węgier i Słowacji. Zapewne dlatego w przeprowadzonym w końcu stycznia 2013 r. referendum w sprawie uzawodowienia austriackich sił zbrojnych wygrali zwolennicy utrzymania zasadniczej służby wojskowej. Stanowili prawie 60 proc. głosujących.

Nie lepiej wygląda północne skrzydło potencjalnej obrony. Nie tylko dlatego, że państwa nadbałtyckie są dużo słabsze od południowych sąsiadów Polski. Litwa na obronę wydaje około 0,8 proc. PKB (350 mln dol. w 2011 r.). Ma malutką, słabo wyposażoną armię zawodową bez zdolności mobilizowania większych sił. Trzon wojsk lądowych stanowi jedna brygada piechoty. Siły Zbrojne Litwy nie mają możliwości samodzielnej obrony kraju. Litwa ma natomiast formacje ochotnicze przygotowane do działań partyzanckich w razie okupowania kraju przez najeźdźcę. Podobnie wyglądają Siły Zbrojne Łotwy. Wojsko zawodowe słabo wyposażone i budżet obronny wynoszący 1 proc. PKB. Trzonem armii jest jedna brygada piechoty bez ciężkiego uzbrojenia. Także na Łotwie istnieją siły posiadające zdolność prowadzenia działań partyzanckich. Litwa, Łotwa i Estonia nie mają lotnictwa bojowego. Mimo to na tle Litwy i Łotwy Estonia wyróżnia się korzystnie. Estończycy wydają więcej na obronę – 1,8 proc. PKB. Mimo przekształcenia armii w wojsko zawodowe zachowali pobór i dbają o szkolenie rezerw, co zapewnia stosunkowo duże możliwości mobilizacyjne. Położono nacisk na przygotowanie terytorium kraju do obrony i zaplanowano uzbrojenie armii, także w sprzęt ciężki (czołgi) z możliwością wystawienia w razie wojny czterech brygad piechoty. Rozwijane są formacje ochotnicze przeznaczone do działań partyzanckich. Estonia poza członkostwem w NATO podpisała też sojusz wojskowy ze Szwecją. Jednak Estonia jest w gronie trzech państw nadbałtyckich najmniejsza (1,3 mln ludności, PKB 22,2 mld USD), więc nie może zrównoważyć niedomagań obronnych Litwy i Łotwy.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Wojciech Romański

W smoczym kręgu