Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Nieświeże jeżynki

Tomasz Teluk

Smartfony BlackBerry przez długie lata cieszyły się niesłabnącą popularnością. Od momentu powstania, w końcówce lat 90. ubiegłego stulecia, urządzenia te czarowały i wylansowały pewien określony styl: kieszonkowego komputera w stylu mini, z w pełni funkcjonalną klawiaturą typu QWERTY.

Jeśli dołączyć do tego możliwość odbierania i wysyłania e-maili i szyfrowanie przesyłanych danych – sukces wydawał się murowany. Używali ich m.in. prezydent USA, otoczenie brytyjskiej monarchini, służby specjalne i różnej maści celebryci. Problemy zaczęły się dopiero wtedy, gdy z elitarnego produktu postanowiono zrobić masową alternatywę dla systemów operacyjnych komputerów osobistych i Androida dla urządzeń mobilnych.

Konkurencja wychodzi na prowadzenie

Tak naprawdę to właśnie firma Research in Motion – RIM (producent zmienił nazwę firmy w styczniu br. na BlackBerry, czyli jeżyna), wyznaczała trendy na rynku urządzeń mobilnych. Pod koniec lat 90. sprzedaż przedsiębiorstwa wzrosła o 80 proc. i osiągnęła zawrotne 85 mln dol. W 2004 r. liczba klientów firmy przekroczyła milion, a w grudniu obroty sięgnęły 350 mln dol. W 2007 r. z „jeżynki" korzystało już 10 mln użytkowników, a RIM stało się najlepiej zarabiającą marką z Kanady.

Właśnie wtedy, gdy akcje firmy pędziły w kierunku rekordowych 140 dol., nadeszła katastrofa. Apple zaprezentował pierwszego iPhone'a. Rok później Google uruchomiło darmową platformę bezpłatnego oprogramowania (tzw. open source) pod nazwą Android. Zarząd firmy stanął przed nie lada wyzwaniem. Musiał nie tylko stawić czoła konkurencji, ale też poszukać produktu masowego, z którego nie korzystaliby wyłącznie urzędnicy i gwiazdki rocka chcące się popisać swoim obeznaniem z elektronicznymi gadżetami.

Odpowiedzią na iPhone'a i koreańskie telefony bazujące na Androidzie miał być model Storm, pierwszy telefon BlackBerry, wyposażony w ekran dotykowy zastępujący klawiaturę. Niestety, telefon nie sprzedawał się tak, jak wymarzyli to sobie bossowie RIM. Kolejny model – Torch – z wysuwaną klawiaturą kupiło co prawda 100 tys. klientów w ciągu pierwszego tygodnia sprzedaży, ale cóż z tego, skoro iPhone 4 sprzedał się w analogicznym okresie w liczbie przekraczającej milion.

Kura przynosząca złote jajka zaczęła niedomagać. Wyniki finansowe były z roku na rok gorsze. Zaczęły się grupowe zwolnienia, a kierujący firmą – Mike Lazaridis oraz Jim Balsillie – obniżyli swoje pensje do symbolicznego dolara rocznie. Nie uchroniło ich to przed zwolnieniem. Na fotelu prezesa zasiadł Thorsten Heins.

Jeszcze kilka lat temu obnoszenie się z BlackBerry było oznaką dobrego smaku. Ale BlackBerry nigdy nie trafił ze swoją masową ofertą w dziesiątkę. Nie podbił serc fanów

W 2012 r. wartość akcji RIM spadła do poziomu kilkunastu dolarów za sztukę. Inwestorzy liczą straty, a rynek wciąż wierzy i czeka na cud. Globalnym liderem rynku został koreański Samsung, który tylko w pierwszych siedmiu miesiącach poprzedniego roku sprzedał 40 mln sztuk modelu Galaxy S3. W analogicznym okresie RIM musiał zadowolić się dwukrotnie mniejszą liczbą sprzedanych smartfonów.

Walka o przetrwanie

Obecny rok to dla BlackBerry rok ostatniej szansy. Być albo nie być. Nie bez przyczyny na koniec zeszłego roku zaplanowano premierę nowego systemu operacyjnego OS 10. W styczniu 2013 r. zadebiutował z kolei nowy smartfon BlackBerry Z10. Komentatorzy są bardzo powściągliwi. Co prawda akcje firmy zanotowały w końcówce zeszłego roku silne odbicie, z żenujących 7 dol. za akcję w październiku do blisko 12 w listopadzie, ale prognozy na 2013 r. mówią same za siebie. Na pierwszy kwartał przewidziana jest strata w wysokości ponad 0,5 mld dol. przy obrotach 2,8 mld dol., natomiast w drugim kwartale strat ma być o połowę mniej przy mniej więcej takiej samej sprzedaży. Nie widać więc hurraoptymizmu wśród tych, którzy potrafią liczyć swoje pieniądze.

Tyle inwestorzy, a co na to rynek? W połowie zeszłego roku firma zorganizowała w Warszawie BlackBerry 10 Jam, imprezę skierowaną do programistów, podczas której przekonywano  ich, że warto zainwestować w oprogramowanie do nowego systemu. Za napisanie najlepszej aplikacji można było wygrać atrakcyjne nagrody. – Trzeba przyznać, że RIM bardzo się postarał, system daje  programistom naprawdę wiele możliwości i będzie można zarobić na nim niemałe pieniądze – relacjonował w internecie jeden z uczestników imprezy. Jednak dziennikarze kultowego serwisu CNET nie wierzą, aby system OS 10 spowodował rewolucję na rynku smartfonów, studzą więc optymizm użytkowników. „Nowy system i sprzęt nie zapobiegną nieuchronnemu zgonowi firmy" – napisali bez owijania w bawełnę tuż po premierze nowego telefonu BlackBerry Z10.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy