Najnowsza interwencja Uważam Rze

Butik

Justyna Kowalczyk

Polska poszła w las

Paweł Wilkowicz

Skoczkowie i biegaczki zaczynają w czwartek mistrzostwa świata w Val di Fiemme. Będzie gorączka jak podczas igrzysk. Bo my, Polacy, w nartach się kochamy

A potem, już z trenerem Apoloniuszem Tajnerem, przyszedł wielki wybuch formy Adama i z tego, co było, nie został kamień na kamieniu. W kilkanaście lat od ruiny, w której luksusem był opłacony rachunek za telefon i zatankowany bus, przeszliśmy do dzisiejszych nowoczesnych skoczni, sponsorów, klubów pełnych nowego sprzętu, na którym dzieciaki mogą trenować za darmo, bo każdy chce przyciągnąć tych najzdolniejszych. Justyna Kowalczyk pierwszy olimpijski medal zdobywała w 2006 r., mając sześć par nart, a trener Aleksander Wierietielny był wówczas człowiekiem do wszystkiego: trenowania, smarowania nart, wożenia, i właściwie do dziś nie wiadomo, kiedy sypiał. Dziś mają z Justyną do dyspozycji własny sztab serwismenów, setki nart i luksusowy SUV, którym podróżują z zawodów na zawody.

Sport zimowy, nie górski

Nie wszystko działa: małe skocznie niszczeją, bo zaległości zaczęliśmy nadrabiać od tych większych. Nie można się doprosić o wyasfaltowaną trasę, która biegaczkom i biegaczom dałaby możliwość trenowania w Polsce latem, gdy pracują najciężej. Trenerzy klubowi wciąż są traktowani jak hobbyści, którym ma wystarczyć 1500 złotych pensji. Ale zmiana jest i tak ogromna. Narciarstwo klasyczne stało się dla nas tym, czym kiedyś była, a coraz rzadziej bywa, lekkoatletyka. Nie tylko najbardziej wydajną fabryką medali (na letnie igrzyska wysyłamy po 200 sportowców i przywożą 10 medali, na zimowe niespełna 50, a wracają, jak ostatnio z Vancouver, z sześcioma krążkami, z czego pięć zdobyli narciarze), nie tylko dostarczycielem bohaterów masowej wyobraźni, ale też zachętą, by wyjść z domu i się ruszać. Odkryliśmy wreszcie, że biegi narciarskie to sport znakomity dla zdrowia, rozwijający wszystkie mięśnie, z niewielkim ryzykiem kontuzji. A przede wszystkim że to wcale nie jest sport górski i nie ma co się przejmować tym, że w Zakopanem, zimowej stolicy Polski, biegacz – poza trasą w Centralnym Ośrodku Sportu – czuje się jak intruz. Bo z równym powodzeniem można się w to bawić w Siedlcach czy Tomaszowie Lubelskim (przykłady nieprzypadkowe, biegi narciarskie rozwijają się tam w imponującym tempie). Wszędzie tam, gdzie jest w lesie czy na łące w miarę szeroka droga, dobrze ubity śnieg, założony ślad, jakiś podbieg dla urozmaicenia.

Polska ruszyła w lasy i parki, przybywa stron internetowych poświęconych bieganiu, weekendowych wyścigów, bywają takie dni, gdy w wypożyczalniach zaczyna brakować sprzętu, choć właściciele cały czas uzupełniają zapasy. Oblężenie przeżywają Jakuszyce, nasza stolica biegów, ale i miejskie trasy. W Warszawie, w Lesie Kabackim czy Bielańskim, można znaleźć towarzystwo do biegania o każdej porze dnia, a jeszcze niedawno na ludzi przesuwających się na dwóch deskach patrzono jak na dziwolągów. Dotarł do nas ten snobizm na zimowy ruch, który w Skandynawii napędził tak wielki boom na narciarstwo biegowe, że padają kolejne rekordy zgłoszeń do wyścigów i wysokości zysków firm produkujących sprzęt. Drugą Skandynawią nie będziemy nigdy, tam biegi na nartach są częścią społecznego DNA, jak w Holandii łyżwiarstwo, a trasy są wszędzie, i np. widok ludzi wysiadających z metra w centrum Oslo z biegówkami pod pachą nikogo nie dziwi. Ale gonimy świat, jak możemy.

To też jest stawka mistrzostw w Val di Fiemme (po włosku Dolina Ognia) – podtrzymać ten ogień, który pali się od 12 lat, od kiedy Małysz w Lahti zdobył swój pierwszy z czterech indywidualnych tytułów mistrza świata (żaden skoczek nie ma więcej). Od tego czasu tylko raz, z Oberstdorfu w 2005 r., narciarze wracali bez medali i tylko dwa razy – doliczając Oslo – bez złotego. Justyna Kowalczyk, znów wybrana na najpopularniejszego sportowca Polski, pojechała do Włoch z szansami na medal w każdej indywidualnej konkurencji poza biegiem na 10 km stylem dowolnym. Kamil Stoch – z najmocniejszą drużyną skoczków, jaką kiedykolwiek mieliśmy, lepszą nawet niż w czasach Małysza, bo bardziej wyrównaną. Powrót bez choćby jednego złotego medalu byłby rozczarowaniem. Na razie lepiej nie sprawdzać, czy łaska kibica jeździ też na nartach.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Wojciech Romański

W smoczym kręgu