Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Zabójcze dotacje

Tomasz Cukiernik

Unijne fundusze mające zwiększać innowacyjność polskich firm rozwijają tylko biurokratyczne know-how w wyciąganiu publicznych pieniędzy

Już sam pomysł, że urzędnicy będą uczyć przedsiębiorców innowacyjności i oceniać ich biznesplany, brzmi humorystycznie. Przecież gdyby urzędnicy znali się na biznesie i ocenie ryzyka, to nie tkwiliby na państwowych posadach, tylko zarabiali krocie na rynku. Ale kwoty, jakie do rozdania mają urzędnicy, śmieszne już nie są. Na program „Innowacyjna gospodarka" (dotacje unijne na lata 2007–2013) przeznaczono 390 mln euro (około 1,3 mld zł).

Dzięki temu programowi urzędnicy chcą stworzyć 17,5 tys. nowych miejsc pracy, 11 tys. usług elektronicznych, a odsetek firm otrzymujących zamówienia przez sieć ma zostać zwiększony pięciokrotnie (z 10 proc. do 50 proc.). To oczywiście wzrost, który i tak by nastąpił. Plan urzędników był więc prosty: przemielić sporo kasy na obsługę (ekspercką oczywiście) tworzenia programu, pisanie aktów prawnych, doradzanie przedsiębiorcom.

400 tys. zł dla wybranych

Pieniądze mieli otrzymywać: „mikro i mali przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą nie dłużej niż 1 rok", a refundacja miała objąć 85 proc. wszystkich kosztów projektu (włącznie z papierem biurowym i zawyżanymi wynagrodzeniami) maksymalnie przez dwa lata, ale nie mogła przekroczyć 200 tys. euro.

Warunkiem otrzymania pieniędzy – oprócz oczywistych kryteriów formalnych – były tzw. kryteria merytoryczne, których spełnieniem zajmowały się... firmy konsultingowe, kopiując te same formułki do wszystkich wniosków. Trzeba było także wymyślić jakiś produkt cyfrowy (zdefiniowany jako plik zawierający informację zapisaną w postaci cyfrowej, będącą przedmiotem działalności gospodarczej lub publicznej) lub usługę elektroniczną, zwaną także e-usługą.

I teraz można sobie wyobrazić radość ludzi zajmujących się czymś podobnym, kiedy dowiadują się, że wystarczy przelać to na papier w odpowiednim kształcie, aby zainkasować ponad 400 tys. zł! Nic więcej, bowiem resztą zajmie się firma konsultingowa. Te kilkaset tysięcy można jeszcze pomnożyć przez liczbę województw, w których zarejestruje się nowe firmy, a także przez liczbę bliźniaczych projektów. Wszelkie ograniczenia są niezwykle łatwe do obejścia. Na przykład założenie, że dotacje są przeznaczone dla nowych firm, nie ma żadnego znaczenia. Ktoś, kto prowadzi taką działalność od lat, po prostu rejestruje nową spółkę i ta już kwalifikuje się do dotacji. Po uzyskaniu dotacji udziały można sprzedać. Inne przeszkody formalne także da się ominąć i tym głównie zajmowali się na etapie wnioskowania specjaliści od e-usług. A teraz, na etapie realizacji projektów, zajmują się wyciąganiem pieniędzy z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, gdyż muszą spełnić wiele warunków formalnych. Dokumentując fikcję, poprawiają samopoczucie urzędnikom niższego i wyższego szczebla, którzy w razie czego mogą się wykazać wynikami, pokazując opasłe szafy pełne segregatorów z dokumentami.

Radość biurokratów

Oceniający zgłaszane projekty biurokraci muszą brać za dobrą monetę wszystko, co napisano we wniosku, nawet jeśli są wewnętrznie przekonani o nierealności i absurdalności założeń projektowych. Nie mają żadnych możliwości ich weryfikacji. Sformalizowany i zbiurokratyzowany musi być sam proces aplikowania, a następnie zawierania umów i ich aneksowania. Decyzja zapada wyłącznie na podstawie tego, co zawiera wniosek. Nie ma żadnych możliwości ani podstaw prawnych do kwestionowania założeń dotyczących przyszłości. Można sobie tylko wyobrazić, ile z tych nowych, stymulowanych biurokratycznie biznesów padnie, skoro w zdrowym systemie bankrutuje 40 proc. Ale oczywiście nikt się tym nie będzie przejmował, przecież to pieniądze publiczne, czyli niczyje.

Wymogi i sposób realizacji dotacji są całkowicie niedostosowane do dynamicznie zmieniających się warunków w sektorze IT. Przy składaniu wniosku o dotację należy przedstawić szczegółowy harmonogram wydatków na następne dwa lata. Nie trzeba być wielkim ekspertem, aby wiedzieć, że w tym czasie na takim rynku wszystko może się zmienić. Co roku powstają nowe usługi, tworzone są nowe technologie, zmieniają się również działania marketingowe prowadzone w sieci. Trendy wśród internautów bardzo prędko się odwracają – w jednym roku możemy mieć gwałtowny boom i zyski, a w drugim zupełnie na odwrót (jak chociażby w wypadku Naszej Klasy, która w krótkim czasie osiągnęła gigantyczną popularność, a potem równie prędko straciła użytkowników na rzecz Facebooka).

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy