Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Wkurzone pokolenie 1000 euro

Karolina Kowalska

Włosi nie głosowali na centrolewicę i komika Grilla. Głosowali przeciwko podwyżkom podatków i Angeli Merkel. Młodzi nie chcą też utrzymywać starszego pokolenia

Beppe Grillo, komik i lider Partii Pięciu Gwiazdek, Pier Luigi Bersani i jego centrolewica oraz niezatapialny Silvio Berlusconi na czele centroprawicy – wybór Włochów jest „trudny dla całej Europy". Tak przynajmniej uważa przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz. Następca Buzka dopiero teraz odkrył, że Włosi, którzy nieraz manifestowali sprzeciw podczas demonstracji, są niezadowoleni z sytuacji w kraju i „nie zgadzają się z polityką cięć budżetowych". Przyznał, że Europa potrzebuje kombinacji dyscypliny budżetowej z inwestycjami we wzrost gospodarczy i walką z bezrobociem, szczególnie wśród młodych.

Tyle że Włosi już nie chcą go słuchać. Od kilku lat Unia Europejska ma u nich coraz słabsze notowania. A nienawiść do „pani na Unii", rodaczki Schulza Angeli Merkel, rozkwita radosną twórczością na murach, skwerach i w barach. Świnia o twarzy niemieckiej kanclerz pożera flagę grecką, łakomie łypiąc na włoską, podnosi rękę w nazistowskim pozdrowieniu, nie może dopiąć spódnicy, obżarta spaghetti z włoskich podatków. W kryzysie Włosi jeszcze potrafią się śmiać, ale to śmiech coraz bardziej gorzki.

Przy 11,5-procentowym bezrobociu, wśród młodych Włochów sięgającym nawet 37,5 proc., trudno zachować pogodę ducha, nawet w środku słonecznego Rzymu, przy gorzkim jak piekło espresso i przesłodzonym rogaliku. – Wszyscy się boją drugiej Grecji, tego, że zaczną chodzić głodni. Byłem tam, widziałem, jak jest. Angela Merkel oszczędza na organizmach żywych. To tak, jakby poprawiać status materialny rodziny, zabijając dzieci – mówi Danilo, 24-letni sorrentyńczyk, od sześciu lat mieszkający w Rzymie. Absolwent pedagogiki na uniwersytecie Roma Tre, jest typowym przedstawicielem pokolenia „mille euro", czyli „tysiąca euro" – młodych Włochów z wykształceniem i kwalifikacjami, dla których górnym pułapem zarobków jest 1000 euro miesięcznie (w realiach rzymskich – odpowiednik tysiąca polskich złotych). Danilo o 1000 euro mógłby tylko pomarzyć. Ośrodek Caritasu dla niepełnoletnich imigrantów zatrudnia go na ułamek etatu, pracuje tylko kilka dni w tygodniu, więc czasem trudno dociągnąć do 600 euro. Ale jest dobry, pracowity, ma świetny kontakt z dzieciakami i tytuł magistra, więc będzie miał pierwszeństwo, jeśli zwolni się etat. Na razie nic tego nie zapowiada, bo koledzy, większość już dobrze po trzydziestce, trzymają się swoich stanowisk.

Przy etatowym 1000 euro Danilo mógłby pomyśleć o zamieszkaniu z dziewczyną, miłością z rodzinnego Sorrento blisko Neapolu, z którą studiował na tym samym wydziale. Ale pokój w Rzymie to co najmniej 500 euro plus opłaty – cała jego pensja. A dziewczyna jeszcze się uczy. Na razie ona wynajmuje pół pokoju w stolicy, a on mieszka z bratem w podrzymskiej Ostii, w małym mieszkanku, które na początku studiów kupili im rodzice. Gospodyni domowa i pielęgniarz latami odkładali na edukację dzieci. Danilo i starszy brat mieli wieść lekkie życie ludzi wykształconych. Dziś brat, wzorem ojca, pracuje w służbie zdrowia, a Danilo, pierwszy w rodzinie magister, może nigdy nie dociągnąć do ojcowskiej pensji. Jada w domu, na pizzę w restauracji pozwala sobie raz na tydzień, rzadko chodzi do kina, a na wakacje jeździ do Sorrento.

Kryzys pożarł dolce vita

Jak większość włoskich dwudziestolatków jest „słoikiem" – z Sorrento przywozi zapasy jedzenia na cały miesiąc, tamtejsze legendarne cytryny, pyszną neapolitańską kawę. Rzymscy koledzy jadają w domu, bo na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy przed późną trzydziestką zdołali się wyprowadzić.

Finanse Włoch są w tragicznym stanie. Młodych Włochów wciąż utrzymują babcie i dziadkowie

– Kryzys powoli zabiera nam wszystko, co włoskie: dobre jedzenie, elegancję, nawet rodzinę – mówi Federica Calabrese, 36-latka, która po 10 latach pracy w ośrodku dla trudnej młodzieży z trudem dociąga do 1000 euro. Niedawno rozpadł jej się ośmioletni związek – narzeczony wyjechał za chlebem do Mediolanu i postanowił zostać. Federica bała się jechać. Nadal więc mieszka z rodzicami i dwoma nastoletnimi braćmi w trzypokojowym mieszkaniu na obrzeżach Rzymu i dokłada się do wydatków. Na trzy pensje jej jest najwyższa, utrzymuje mieszkanie. 36-latka zostawia sobie około 200 euro kieszonkowego, które wydaje na bilet miesięczny, czasem coś do ubrania. – Już się pogodziłam z tym, że mogę nigdy nie mieć dzieci. Czasy są takie, że trzeba się skoncentrować na przetrwaniu – tłumaczy Federica. Lubi o sobie mówić, że jest kobietą skałą. Jej rodzice pochodzą z biednej Kalabrii na dole włoskiego buta, niedojadanie i zaciskanie pasa ma więc w genach. Kiedy w latach 60. i 70. ubiegłego wieku Rzym pławił się w luksusie i „dolce far niente", czyli „słodkim nic nierobieniu", przyciągając falę imigrantów z południa, jej dziadkowie uparli się przy ojcowiźnie. Wyjechali dopiero rodzice, ale spod Cosenzy przywieźli też gospodarność i brak wygórowanych oczekiwań. Tylko bracia, typowi rzymianie, porozumiewający się w tutejszym dialekcie, nie chcą zrozumieć, że starszych nie stać na iPhone'a, PlayStation i nowe ciuchy. Starszy poszedł do pracy w restauracji i już dziś wiadomo, że będzie powtarzał klasę. Federica boi się, że nie skończy liceum, nie mówiąc już o studiach. Zresztą nieraz jej mówił, co sądzi o marnowaniu czasu i pieniędzy na papier, który nie gwarantuje nawet 1000 euro. On sam już dziś, z napiwkami, dociąga do kilkuset.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Wojciech Romański

W smoczym kręgu

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE