Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Ilustracja: D. Krupa

„Solidarność”: reaktywacja

Rafał Kotomski

Czy szef „Solidarności” Piotr Duda okaże się kimś na miarę hakera Neo z kultowego filmu „Matrix” i wyłączy system III RP?

Takie cele stawia sobie założona w ostatnią sobotę w Gdańsku Platforma Oburzonych, której oprócz Dudy lideruje Paweł Kukiz razem ze Zmielonymi, stowarzyszeniem domagającym się wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Nowa PO nie ma być partią polityczną, tylko ponadpartyjnym ruchem społecznym zrzeszającym niezadowolonych z obecnych rządów.

Przywódcę największej w Polsce centrali związkowej i genialnego hakera z filmu braci Wachowskich dzieli pozornie wszystko. Dla Neo wirtualny świat nie miał tajemnic, dla Dudy przeciwnie. Jest z pokolenia lat 60. Wtedy w dzieciństwie obowiązkowe były drewniane klocki, a nie gry komputerowe. To pewnie nie przypadek, że internetowa aktywność „Solidarności" jest niemrawa. Jej liderzy nie prowadzą swoich blogów, nie pisują na Twitterze, a związkowy profil Facebooka może się pochwalić niespełna 4 tys. „lajków". Jest jednak coś wspólnego dla Neo i Dudy. Obaj nie zamierzają trwać w świecie idealnej utopii. W wypadku przewodniczącego chodzi o Matrix na dotknięcie ręki, zaprogramowany nie przez maszyny, ale ekipę Donalda Tuska pod wiecznie żywym hasłem „By żyło się lepiej".

Radykał mimo woli

50-letni Duda sprawia wrażenie twardziela. – Typowy hanys, zdecydowany i pragmatyczny – mówi o nim Wacław Czerkawski, górnik z konkurencyjnego OPZZ. – Hardy, niełatwo go złamać – dodaje stoczniowiec Karol Guzikiewicz, uchodzący za jednego z najbardziej radykalnych działaczy „Solidarności". Jej obecny przewodniczący to dawny komandos z 6. Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej. Ma za sobą rok misji wojskowej w polskim kontyngencie w Syrii. Duda – podobnie jak jego wielki przeciwnik Donald Tusk – stara się dbać o kondycję fizyczną. Uprawia jogging, gdy tylko znajdzie wolną chwilę. Na boisku piłkarskim pewnie nie miałby szans z premierem, bo zamiast kopać, jedynie kibicuje śląskim drużynom. W tym wypadku ma serce rozdarte pomiędzy Górnikiem Zabrze a Piastem Gliwice. Zresztą mieszka nawet na pograniczu obu miast. Czasami słucha też muzyki – klasyki rocka: Deep Purple, Uriah Heep, Led Zeppelin. Chociaż do sytuacji, w jakiej znalazł się dzisiaj, o wiele lepiej pasuje jego ulubiony album muzyczny – „The Wall" grupy Pink Floyd.

Związkowy lider – czy tego chce, czy nie – stanął bowiem przed potężną ścianą. Wzniesioną w ciągu ponad 20 lat III RP. Wyraźnie zrozumiał, że z pomocą sytych i często rozleniwionych działaczy „Solidarności" prawdopodobnie byłby zmuszony rozbierać mur cegła po cegle. A praca ma się posuwać o wiele szybciej. Pewnie dlatego rozgląda się za dynamicznymi sojusznikami. Takimi jak Paweł Kukiz, jeden z liderów ruchu JOW i Zmieleni.pl. – Gdybym zobaczył w nim kolejnego związkowego partyjniaka, tak jak to było z Marianem Krzaklewskim czy Januszem Śniadkiem, to w ogóle nie miałbym ochoty na spotkanie – mówi o Dudzie z przekonaniem były lider zespołu Piersi. Ale w samym związku nie wszyscy są przekonani, że przewodniczącemu udało się od polityki uciec. Oponenci – głównie działacze z Pomorza i wschodniej Polski, którzy poparli kiedyś Śniadka – uważają, że Duda lansuje własną osobę i nieuchronnie wchodzi w polityczne buty Śniadka. Także dlatego, że początkowe deklaracje o współpracy z rządzącymi spaliły na panewce. A sytuacja społeczna zmusza „Solidarność" do radykalizacji działań. Nawet wbrew woli jej lidera.

Churchill zamiast kustosza

– Nie mam żalu. To była normalna, demokratyczna walka – tak wybór szefa „Solidarności" w 2010 r. wspomina zdetronizowany wówczas Janusz Śniadek. Przyznaje, że zależało mu na wygranej, ale Duda okazał się skuteczniejszy. – Było trochę tak jak z Kurią Rzymską w Watykanie. Nieruchawa struktura, która potrzebowała nowej miotły – ocenia Komisję Krajową przed tamtymi wyborami jeden z lokalnych działaczy. Śniadek spór sprzed trzech lat widzi w kategoriach: obrona wartości kontra pragmatyzm. – W przemówieniu wyborczym Duda nazwał mnie kustoszem. I to poniekąd prawda, bo w „Solidarności" zawsze starałem się stać na straży wartości. Bez nich byłaby tylko jednym z wielu związków. Piotr miał najwyraźniej inne zdanie, chciał rozmawiać ze wszystkimi – mówi Śniadek. Dzisiejszy poseł PiS rządził związkiem przez dwie kadencje po Marianie Krzaklewskim. Mimo że według badań 65 proc. członków „Solidarności" wciąż popiera partię Kaczyńskiego, a tylko 14 proc. Platformę, nie brakuje działaczy zadowolonych z tego, że przejmując stery, Duda zmienił kierunek. – Za Śniadka byliśmy doklejeni do PiS, nie bez racji traktowani jak przybudówka tej partii. Duda z tym skończył. Kiedyś Winston Churchill powiedział, że Anglicy nie mają stałych wrogów ani przyjaciół. Tylko stałe interesy. Dokładnie takie mogłoby być motto naszego nowego szefa – przyznaje związkowiec z Wielkopolski. Karol Guzikiewicz bał się, że Duda jest człowiekiem Platformy i dawnej Unii Wolności. – Po wyborze początkowo Piotr miał złudzenia, że współpraca z Tuskiem jest możliwa. Przyznaję, że byłem jego oponentem i dochodziło między nami do wielu zgrzytów – mówi Guzikiewicz, który publicznie krytykował przewodniczącego, gdy ten na związkowe obchody rocznicy Sierpnia '80 nie zaprosił Jarosława Kaczyńskiego. Zaloty Dudy do PO zauważył też Janusz Śniadek. Nie ukrywa, że spoglądał na nie z ironicznym uśmiechem. – Było tylko kwestią czasu, kiedy to runie. A dzisiaj konfrontację z władzą mamy głębszą niż za moich czasów – ocenia Śniadek. Dla takiej linii deklaruje jednak poparcie, bo „lojalność wobec »Solidarności« jest najważniejsza".

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość