Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Walesa gejow toleruje, ale sie z nimi nie zgadza. Na zdjeciu z Eltonem Johnem

Wałęsa kontra pederaści

Marcin Hałaś

Były prezydent zaprotestował przeciw krzykliwej homopropagandzie. I po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wypada się z nim zgodzić

Nie zadawaj się z głupkiem, bo sam wyjdziesz na głupka – mawiała moja nauczycielka, elegancka kobieta starej daty. Przypomniałem sobie tę maksymę, przyglądając się „pożyciu" mainstreamowych mediów z człowiekiem tak mądrym i światłym jak były prezydent RP Lech Wałęsa. Związek mediów koloru gazetowyborczego z Wałęsą przypomina historię nieudanego małżeństwa, odtwarzaną w odwrotnym kierunku: od nienawiści przez obojętność aż do gorącej miłości, podczas której dochodzi jednak do drastycznych scen. Czas nienawiści to oczywiście okres kampanii prezydenckiej z roku 1990, kiedy Wałęsa głosił hasła przyspieszenia i wyglądał na sympatycznego faceta z siekierką, którego zamiarem było wytępienie czerwonych pająków ukrytych za grubą kreską. To wystarczyło, żeby pogonić Tadeusza Mazowieckiego, co wcale nie było trudnym zadaniem, gdyż pogonił go wówczas także „człowiek znikąd", czyli Stanisław Tymiński. Tak na marginesie: warto zauważyć, że ostatnią udaną akcją Tadeusza Mazowieckiego była akcja... przeciw biskupowi Kaczmarkowi. Trudno bowiem uznać za sukces misję sformowania „pierwszego niekomunistycznego rządu", skoro najważniejsze siłowe resorty trzymali w tym gabinecie komuniści: Kiszczak i Siwicki.

Jaś Fasola made in Poland

Kiedy Wałęsa przegrał wybory z Kwaśniewskim i znalazł się de facto na marginesie krajowej polityki – nienawiścią przez obóz Michnika obdarzany był już tylko z przyzwyczajenia. Można było odnieść wrażenie, że w dyskursie publicznym zaczął funkcjonować na zasadach dyżurnego „wioskowego głupka", z którego w każdej chwili można było „podrzeć łacha", dając przy okazji upust dawnym zawiściom i kompleksom. I nagle zaszła zmiana – Wałęsa wszedł w konflikt z braćmi Kaczyńskimi, dzięki którym notabene został w roku 1990 prezydentem RP. A Kaczyńscy byli już wówczas prawdziwymi i najważniejszymi wrogami salonowej III Rzeczypospolitej, wzniesionej i budowanej na fundamentach michnikowszczyny, Magdalenki i mitu założycielskiego Okrągłego Stołu, przy którym blatowali się Kiszczak z Michnikiem i Wałęsą (w takiej właśnie kolejności). I nagle dotychczasowy Jaś Fasola made in Poland przeistoczył się w opisie mediów gazetowyborczych w męża stanu i intelektualistę na międzynarodową skalę. Bo nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg.

W atakach na Kaczyńskich albo lustrację na Wałęsę zawsze można było liczyć. Przy wszystkich swoich politycznych i charakterologicznych wadach były prezydent w jednym pozostał w miarę uczciwy – nie opuściła go tak zwana ludowa mądrość narodu. Mógł ciskać gromy na PiS dochodzące do 12 stopni w skali Niesioła, mógł gnębić procesami Krzysztofa Wyszkowskiego – ale od czasu do czasu, szczególnie w kwestiach nieupolitycznionych, zdarza mu się zaserwować publiczności zdrową opinię. I za taką właśnie należy uznać jego wypowiedź w kwestii homoseksualizmu. „Mniejszość nie może przeszkadzać większości. Jeśli jest ich 5 proc., to muszą demonstrację mieć nie na ulicy, w centrum miasta, tylko na peryferiach. Zróbmy to sprawiedliwie – wasze 5 proc., to możecie dojść do pierwszej ulicy, a dalej nie, bo macie 5 proc." – mówił Wałęsa w studiu telewizyjnym, więc nie dało się tego zatrzymać ani uładzić. I dalej: „Nie życzę sobie, żeby ta mniejszość, którą toleruję, ale z którą się nie zgadzam, żeby mi wychodziła na ulice i moje dzieci, moje wnuki bałamuciła jakimiś tam mniejszościami". Natomiast obecny stosunek mediów i lewicowych polityków do homoseksualizmu nazwał „mankamentem, który zgubi Europę, Polskę i świat".

Fobia wobec grzechu?

Salon doznał szoku. Oto bowiem jego półbóg, wzorzec polskiego męża stanu ze styropianu, okazał się klinicznym wręcz przypadkiem homofoba. Tutaj pozwólmy sobie na dygresję: trudno mówić o czymś takim jak „homofobia", gdyż pojęcie to jest po prostu nielogiczne i wewnętrznie sprzeczne. Fobia to bowiem stany lęku przed czymś, co lęku budzić nie powinno. Mamy więc klaustrofobię, agorafobię (nie chodzi bynajmniej o uczulenie na opinie prezentowane na łamach mediów wydawanych przez Agorę SA), a nawet arachnofobię. Nigdy za fobię nie uznawano dystansu do czegoś, co w kulturze przez stulecia uchodzi za nieestetyczne. Trudno mówić o – niechaj mi wybaczą osoby wrażliwe – fekaliofobii. Dlaczego zatem „fobią" miałby być dystans do homoseksualizmu, który największe religie monoteistyczne świata zgodnie uważają za grzech?

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość

Wojciech Romański

W smoczym kręgu