Najnowsza interwencja Uważam Rze

Historia

Wielka ucieczka żołnierzy wyklętych

Leszek Pietrzak

27 marca 1945 r. 48 żołnierzy Armii Krajowej zbiegło z obozu koncentracyjnego NKWD w Skrobowie niedaleko podlubelskiego Lubartowa

Za uciekinierami ruszyła ogromna obława, w której udział brały jednostki zaporowe Armii Czerwonej i NKWD, szwadron sowieckiej kawalerii oraz funkcjonariusze lubartowskiego UB i milicji. Dysponowali samochodami pancernymi i psami. Uciekinierów miały tropić również dwa sowieckie kukuruźniki. W całej okolicy zaalarmowano wszystkie garnizony i zablokowano wszystkie drogi. Tymczasem zbiegowie kontynuowali swój morderczy marsz na północ, pokonując podmokłe lasy i wiosenne rozlewiska. Cały czas słyszeli za sobą odgłosy obławy: warkot motorów, pojedyncze strzały i szczekanie psów. Po dwóch dniach forsownego marszu okazało się, że zgubili drogę i są zaledwie 15 kilometrów od Skrobowa. Byli już krańcowo wyczerpani i potwornie głodni. Właśnie wtedy z grupy głównej postanowiło oddzielić się dziewięciu z nich, licząc na to, że w pojedynkę zyskają nieco większe szanse na wyrwanie się obławie. Jednak zaledwie po kilku godzinach sześciu z nich zostało ujętych i na miejscu zamordowanych. Uciekinierom udało się dwa razy zdobyć cenne informacje i żywność od miejscowych gospodarzy. Teraz już trzymali właściwy północno-zachodni kierunek marszu. W Wielki Piątek 30 marca 1945 r. dotarli w rejon Składowa nad Wieprzem w powiecie puławskim. Tam kryjąc się w stodole u jednego z gospodarzy nawiązali kontakt z Tadeuszem Osińskim „Tekiem" – jednym z partyzantów „Orlika". Zorganizował on nocną przeprawę łódkami przez szeroko wówczas rozlany Wieprz. W ten sposób w Wielką Sobotę 31 marca zbiegowie znaleźli się za Wieprzem w Blizocinie – gdzie „Orlik" miał swoją placówkę. Tutaj mieli już pewność, że obława ich nie dosięgnie. W Blizocinie, na kwaterach u miejscowych gospodarzy spędzili święta wielkanocne, odpoczywając i wracając do sił. Tam również odwiedził ich Wacław Kuchnio – „Spokojny" – prawa ręka „Orlika". To wtedy zapadła ostateczna decyzja o tym, że przyłączą się do jego oddziału. Woleli zginąć z bronią w ręku, walcząc z komunistami, niż być skazanymi na powolną śmierć w sowieckich obozach Kołymy czy kopalniach Workuty.

Obóz dla akowców

Ich ucieczka była decydująca dla dalszych losów obozu w Skrobowie. I Specjalny Obóz Zarządu Informacji Naczelnego Dowództwa WP, który miał być przeznaczony dla „wyłuskanych" z wojska ludowego akowców, utworzono 2 listopada 1944 r. Szybko okazało się, że znajduje się on pod ścisłą kontrolą sowieckiego NKWD i jest zarządzany przez ubranych w polskie mundury Sowietów. Uwięziono w nim około 500 żołnierzy AK, z czego ponad 300 stanowili oficerowie. Wśród internowanych przeważali żołnierze lubelskiej

AK, ale byli także akowcy z Wileńszczyzny, Nowogródczyzny i Lwowskiego Obszaru AK. Sporą część więźniów Skrobowa stanowili żołnierze 27. Wołyńskiej Dywizji AK, która z Wołynia poprzez lasy parczewskie trafiła na Lubelszczyznę i w lipcu 1944 r. wzięła udział w akcji „Burza", wyzwalając wiele lubelskich miast i miasteczek. Komendantem obozu był mjr NKWD Aleksander Kałasznikow, który wcześniej pełnił funkcję komendanta jednego z sowieckich obozów w Workucie. Jego wyjątkowym wyczynom poświęcił nawet uwagę Aleksander Sołżenicyn w jednym ze swoich opowiadań o życiu w sowieckim Gułagu. Ale oprócz tego, że był prymitywny i brutalny, Kałasznikow cierpiał na jakiś polski kompleks, często powtarzając: „Job twoju mać, ja Paliak"! Warunki życia w obozie w Skrobowie były bardzo ciężkie: głodowe wyżywienie, zimno, insekty i epidemie chorób. Do tego notoryczne przesłuchania NKWD.

Nasiliły się one po ucieczce więźniów. NKWD wszczęło w obozie wielkie śledztwo. Sowieccy oprawcy byli pewni, że akcja ucieczki ze Skrobowa była skoordynowana z jakimś partyzanckim oddziałem, który działał w okolicy. 23 kwietnia 1945 r. Sąd Lubelskiego Okręgu Wojskowego skazał 12 żołnierzy z batalionu ochronnego za to, że nie stawili wystarczającego oporu buntownikom. Trzech spośród nich zostało skazanych na karę śmierci. Dwa miesiące później, 9 czerwca 1945 r. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego na rozprawie we Włochach oskarżył 14 więźniów obozu o „udział w spisku" i organizowanie „powstania". W pięciu przypadkach orzeczono karę śmierci, a w przypadku pozostałych kary wieloletniego więzienia. Starszy obozu w Skrobowie ppłk Edward Pisula orzeczonej kary śmierci nie doczekał, został zamęczony w śledztwie. Pozostałych więźniów obozu w Skrobowie, na podstawie rozkazu gen. NKWD Iwana Sierowa, wywieziono w głąb Związku Sowieckiego. Trafili do obozów w Diagilewie, Stalinogorsku i Dubowce w obwodzie tulskim, na wschód od Moskwy. Wielu z nich na zawsze pozostało na „nieludzkiej ziemi". Większość jednak wróciła do kraju w latach 1947–1948. Kilkudziesięciu spośród wywiezionych zostało skazanych za działalność w AK na dodatkowe kary przez sowieckie sądy. Do ojczyzny wrócili dopiero w 1956 r.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO