Najnowsza interwencja Uważam Rze

Historia

Wielka ucieczka żołnierzy wyklętych

Leszek Pietrzak

27 marca 1945 r. 48 żołnierzy Armii Krajowej zbiegło z obozu koncentracyjnego NKWD w Skrobowie niedaleko podlubelskiego Lubartowa

Skrobowiacy walczą z komuną

W kwietniu 1945 r. uciekinierzy ze Skrobowa stali się I Plutonem Zgrupowania Partyzanckiego AK-DSZ mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika" – największego zgrupowania, jakie działało w zachodniej części Lubelszczyzny. Ze względu na nieznajomość przez nich terenu „Orlik" przydzielił do plutonu skrobowiaków dwóch swoich podoficerów – Zygmunta Kultysa „Lisa" i Władysław Kisiela „Krakusa", którzy służyli za przewodników i łączników zarówno z pozostałymi trzema plutonami zgrupowania, jak i z siecią placówek terenowych organizacji. Pluton I operował wówczas głównie na obszarze powiatów Puławy i Garwolin. Jego członkowie uczestniczyli m.in. w brawurowej akcji „Orlika" na PUBP Puławy, jaka miała miejsce 20 kwietnia 1945 r., w trakcie której uwolniono 107 więźniów, a w dniu 24 maja 1945 r. wzięli udział w bitwie w Lesie Stockim – największej potyczce, jaką po wojnie stoczyły oddziały polskiego antykomunistycznego podziemia.

2 lipca 1945 r., gdy zgrupowanie zostało rozformowane, a poszczególne plutony „zamelinowano" w określonych rejonach, pluton skrobowiaków został skierowany przez „Orlika" w okolice Sędowic i Bobrownik w powiecie Puławy. Tam został podzielony na mniejsze jednostki organizacyjne – „patrole", liczące od trzech do pięciu ludzi, prowadzące doraźne działania rozpoznawcze i zwiadowcze.

W walkach z siłami UB i NKWD poległo pięciu skrobowiaków, a kilkunastu z nich zostało rannych. Dowódca plutonu uciekinierów ze Skrobowa ppor. Piotr Mierzwiński „Wierny" w lipcu 1945 r. opuścił teren puławskiego i przedostał się przez zieloną granicę na Zachód. Po nim dowództwo plutonu sprawowali jeszcze Marian Gieryng „Sławny" i Janusz Furtak „Dębicz". Jesienią 1945 r., już w ramach nowej organizacji konspiracyjnej polskiego podziemia – Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (WiN) członkowie plutonu skrobowiaków zostali rozrzuceni po poszczególnych pododdziałach zgrupowania partyzanckiego „Orlika", które nie działało już w formie zwartej tak jak wcześniej, a jedynie jako mniejsze kilkunastoosobowe oddziały. Jeszcze przez blisko dwa lata skrobowiacy brali udział w bitwach i potyczkach, jakie pododdziały „Orlika" toczyły z komunistyczną władzą na terenie powiatów puławskiego i garwolińskiego. Ciężko przeżyli śmierć swojego dowódcy – „Orlika", który zginął w zorganizowanej przez UB obławie 24 czerwca 1946 r. Ale jesienią 1946 r. antykomunistyczna partyzantka na Lubelszczyźnie, tak jak w całej Polsce, weszła już w fazę schyłkową. Siły podziemia były już wyczerpane, a prowadzona przez nie walka stawała się coraz bardziej beznadziejna. Gdy 22 lutego 1947 r. władze ogłosiły amnestię, oddziały podziemia postanowiły się ujawnić. W marcu i kwietniu 1947 r. ujawnili się także skrobowiacy od „Orlika". Mimo wielu obaw liczyli, że uda im się prowadzić normalne życie. Tak się jednak nie stało. Wielu z nich trafiło niebawem do aresztów i więzień UB, a potem jeszcze przez lata odsiadywało zasądzone im wyroki. Dopiero w roku 1956 mogli wyjść na wolność.

Wojna o pamięć

W czasach PRL, co zrozumiałe, o uciekinierach ze Skrobowa nie mówiło się i nie pisało. Skrobowiacy kultywowali pamięć o swoich przeżyciach we własnym gronie. Dla ich pamięci sporo zrobił znany dziennikarz i publicysta Jerzy Ślaski – jeden z tych, którym udało się uciec ze Skrobowa. To dzięki jego staraniom na początku lat 90. temat obozu w Skrobowie i ucieczki z niego 48 żołnierzy AK zaczął wracać do polskiej historii. W 1990 r. wydał niewielką książeczkę „Skrobów. Dzieje obozu NKWD dla żołnierzy AK 1944–1945", jak do tej pory jedyną publikację na ten temat. Potem jeszcze raz wrócił do tematu w swoim sztandarowym dziele „Żołnierze Wyklęci" – wydanym w 1996 r. przez oficynę Rytm.

W latach 90. pojawiały się kolejne inicjatywy, aby upamiętnić historię ucieczki więźniów ze Skrobowa. Lokalne władze ufundowały m.in. tablicę w Skrobowie przypominającą historię obozu, pod którą co roku 27 marca odbywają się rocznicowe uroczystości. W 2005 r., gdy w Skrobowie obchodzono 60. rocznicę tamtej ucieczki, na uroczystości przybyło jeszcze sześciu żyjących skrobowiaków. Ale zabrakło przedstawicieli najwyższych władz, a nawet delegata Urzędu ds. Kombatantów. Tylko dzieci i młodzież słuchały z uwagą wspomnień ostatnich żyjących bohaterów skrobowiaków. W przeciwieństwie do alianckich lotników, nie doczekali się oni do tej pory uwiecznienia swojego bohaterskiego wyczynu w formie filmowej historii, która mogłaby się stać prawdziwym hitem polskiego kina. Może najwyższy czas o tym pomyśleć. W końcu ucieczka więźniów z obozu NKWD w Skrobowie była naprawdę „Wielką ucieczką".

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość