Najnowsza interwencja Uważam Rze

Historia

Ostatni wampir PRL

Marcin Hałaś

Jego historia jest mniej znana niż wampira z Sosnowca, jednak równie mroczna. Joachim Knychała zabijał przez osiem lat. Udowodniono mu sześć okrutnych morderstw

Knychała podobnie jak inny seryjny morderca działający na Śląsku i w Zagłębiu, Zdzisław Marchwicki, stał się bohaterem kultury masowej. Sprawa Marchwickiego była inspiracją dla filmu „Anna i wampir" oraz sztuki teatralnej Wojciecha Tomczyka „Wampir". O Knychale śpiewał Kazik Staszewski. Jego piosenka „Wampir z Bytomia" znalazła się na płycie zatytułowanej: „Spalaj się".

Moje niespełnienie groźne
dla każdego
Społeczeństwo ma miejsce też na kogoś takiego

Joachim Knychała urodził się w 1952 r. w Bytomiu, w tym mieście skończył szkołę podstawową. Wychowywały go matka oraz babka. Ta druga była surowa, ponoć często biła małego Achima. Po latach powiedział śledczym, że właśnie przez babcię zaczął nienawidzić kobiet. Być może coś w tym było. Zabijał ofiary w różnym wieku, o różnej figurze. Wszystkie jednak miały czarne włosy – takie jak jego babka.

W wieku 18 lat został skazany na trzy lata więzienia za gwałt na koleżance. Odsiedział część kary. Do końca, nawet gdy przyznał się do sześciu morderstw, utrzymywał, że wówczas nie zgwałcił, że został przez dziewczynę wrobiony. – Myślę, że mówił prawdę. Dokładnie opowiedział nam o szczegółach sześciu morderstw. Niczego nie pominął, nawet najdrobniejszego szczegółu. Dlaczego miałby się wypierać gwałtu z młodości? – zastanawia się Henryk Kulawik. Nikt nie pamięta, czy ofiara rzekomego gwałtu, za który skazano 18-letniego Knychałę, też miała czarne włosy. Nie wie tego nawet Henryk Kulawik, komisarz w stanie spoczynku. Mieszka w Bytomiu. Jego dorobek zawodowy to 32 lata pracy w milicji, później w policji, w tym 10 na stanowisku szefa wydziału zabójstw komendy wojewódzkiej. Na pięciu mordercach, których ujął, wykonano „kaesa", czyli karę śmierci. Był w grupie rozpracowującej Marchwickiego, a potem Knychałę. – Pracowałem nad zabójstwami na tle rabunkowym, nad morderstwami na zlecenie – opowiada Kulawik. – Te o podłożu seksualnym są najtrudniejsze. Nigdy nie wiadomo, gdzie szukać sprawcy. Może być normalnym obywatelem, ojcem, mężem. Potem przychodzi ten krytyczny moment – człowiek zabija i znowu wraca do społeczeństwa. Niczym się nie wyróżnia.

Taki właśnie był Knychała. Miał żonę i dwoje dzieci. Młodsza córka urodziła się już po pierwszych morderstwach. Uważał, że kocha dzieci. Kiedy zatrzymano go po szóstej zbrodni, śledczy mogli udowodnić mu tylko ostatnie zabójstwo. Powiedział, że opowie o wszystkim, jeśli pozwolą mu się zobaczyć z dziećmi. Knychała mieszkał w Piekarach Śląskich, pracował na tamtejszej kopalni Andaluzja. Dlatego w niektórych opisach funkcjonuje również jako „wampir z Piekar". Był wzorowym pracownikiem, aktywistą Związku Młodzieży Socjalistycznej i członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Szary, zwyczajny obywatel i pracownik.

Obserwuję tę ulicę ósmy dzień
kolejny
I ciebie, gdy wieczorem
powracasz tędy
Zawsze idziesz lewą stroną ulicy
Zawsze w tej samej czapce
i spódnicy

Tak śpiewał Kazik. W rzeczywistości Knychała nie obserwował swoich ofiar. Raczej jak wilk wyruszał na łowy i atakował napotkaną ofiarę. Działał zawsze nocą. – Dziś na Śląsku o godzinie 21 ruch na ulicach zamiera, ale wtedy miasta żyły – wspomina Henryk Kulawik. – Ludzie nie mieli samochodów, poruszali się pieszo, działała nocna komunikacja. Po raz pierwszy Knychała zaatakował w Bytomiu w listopadzie 1974 r. 21-letnia studentka wracała z zabawy w klubie Pyrlik – w tym samym, w którym karierę rozpoczynał zespół SBB Józefa Skrzeka. Knychała wchodzi za nią na klatkę schodową, uderza styliskiem siekiery. Życie dziewczynie ratuje beret, który dla nadania mu formy, a może ocieplenia, wypchała gazetami. W sumie dziewięć kobiet przeżyje jego ataki.

Pierwszy raz zabija rok później w Piekarach Śląskich. Potem dwa razy w 1976 r. W Bytomiu morduje w samym centrum miasta – na klatce schodowej kamienicy przy ul. Moniuszki 15 (w tym budynku mieścił się gabinet lekarski znanego w mieście ginekologa) oraz przy ul. Rostka 21. To drugie zabójstwo ma miejsce w kamienicy znajdującej się ok. 40 metrów od komisariatu milicji, w którym potem będzie pracowała grupa zajmująca się sprawą wampira z Bytomia. – Po latach Knychała opowiadał, że spotkał tę ofiarę w tramwaju nr 6, którym razem jechali z Chorzowa. Coś do niej zagadywał, ona kazała mu się odczepić – opowiada Henryk Kulawik. – Potem szedł za nią z placu, na którym zatrzymał się tramwaj, oboje przechodzili pod komisariatem. Wystarczyło, żeby dziewczyna weszła na posterunek, powiedziała, że jakiś mężczyzna ją zaczepiał. Ocaliłaby życie.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO