Najnowsza interwencja Uważam Rze

Butik

Reprezentacja pod wodza Waldemara Fornalika wciaz gra nierowno

Ile w Waldku Napoleona?

Michał Kołodziejczyk

Nie minął rok od Euro, a gospodarze turnieju walczą, żeby nie utknąć na piłkarskiej mieliźnie. W piątek Polska gra z Ukrainą o mundial

Nasza reprezentacja się uwsteczniła – powiedział po ostatniej porażce w towarzyskim meczu z Irlandią (0:2) Zbigniew Boniek. Nowy prezes PZPN za grę Polaków przepraszał nawet stewardów w samolocie. Obsługa, która wybrała się na mecz w Dublinie, usłyszała, że Bońkowi jest przykro, że on już nie gra, bo przynajmniej gwarantował jakiś poziom widowiska.

Nasza kadra poziom widowiska też gwarantuje, ale raczej niski. Od lat żyjemy krótkimi chwilami szczęścia, kiedy udaje nam się utrzeć nosa jakiejś potędze, ale później wracamy do szarej rzeczywistości. Kiedy uda nam się wyszarpać awans na jakąś wielką imprezę, kończymy w niej udział już w pierwszej fazie. Tak jest od 2002 r., kiedy drużyna Jerzego Engela wywalczyła prawo do gry na mundialu w Korei pierwszy raz od 16 lat, a później poległa nawet w spotkaniu z gospodarzami. Nie lepiej było za Pawła Janasa w 2006 r. w Niemczech, w 2008 r. z Leo Beenhakkerem w Austrii i wreszcie ostatnio – na Euro, kiedy Franciszek Smuda przez trzy lata meczów towarzyskich nie potrafił przygotować naszych piłkarzy na turniej ich życia i Polacy nie wygrali nawet jednego meczu w najłatwiejszej grupie.

Kac po Euro był ogromny i trzymał nawet po kilku tabletkach przeciwbólowych. Sprawdziliśmy się jako gospodarze, wybudowaliśmy piękne stadiony i zaprezentowaliśmy się tak, że kibice z innych krajów zakochali się w naszym kraju. Ale piłkarzom znowu musieliśmy zaśpiewać, że „nic się nie stało". Tak naprawdę stało się bardzo dużo, bo tym razem wielki piłkarski turniej nie był zarezerwowany dla ojców rodzin, w kibicowanie zaangażowały się też matki, córki, dziadkowie i małe dzieci. Piłkarze przegrali nie tylko turniej swojego życia, ale turniej, który mógł przyciągnąć na stadiony nowych kibiców, pokazać, że określanie przez lata polskich piłkarzy jako nieudaczników to wielka niesprawiedliwość.

– Nie chciałem słuchać, że nic się nie stało. Nie chciałem podziękowań. Należał nam się kopniak w dupę, a nie brawa. Kiedy Kuba Błaszczykowski wziął mikrofon i zaczął przemawiać do kibiców w fanzonie po tym, jak odpadliśmy, to ze dwa razy musiałem wziąć głębszy oddech, żeby się nie rozkleić, łzy stanęły mi w oczach. Był żal, smutek, rozczarowanie, gorycz, złość – wszystko naraz, same negatywne emocje. Daliśmy nadzieję kibicom i samym sobie i kompletnie zawiedliśmy – wspomina Marcin Wasilewski, jeden z najbardziej doświadczonych piłkarzy reprezentacji.

Czekając na Anglię

W takiej atmosferze rodziła się drużyna, która w piątek zagra przeciwko Ukrainie. PZPN oddał jej stery w ręce fachowca. Po latach rządów ekscentryka Smudy, który zamiast próbować kolejnych wariantów taktycznych, ciągle powtarzał jeden schemat, a jego zadaniem było tylko „podłączanie piłkarzy do prądu", przyszedł czas na pragmatyka. Waldemar Fornalik zabrał drużynę na towarzyski mecz z Estonią, upokarzająco przegrał 0:1 i stwierdził, że nie ma zespołu, tylko zbieraninę facetów, z których każdy idzie w inną stronę. Nie miał już czasu na testy, bo zaczynały się eliminacje mundialu. Zaufał sobie, wymienił kilku zawodników i pojechał do Podgoricy na pierwszy mecz – z Czarnogórą. Lepiej nie mógł trafić.

– W tamtym spotkaniu było wszystko. Sędzia przerywał grę dwa razy, bo miejscowi kibice wrzucali na boisko race hukowe i nasz bramkarz był ogłuszony. Prowadziliśmy do przerwy, ale później straciliśmy dwa gole i znowu było nieciekawie. Trochę tej drużyny narodziło się wtedy w szatni, kiedy piłkarze wyjaśniali sobie nieporozumienia – wspomina Fornalik.

Według niektórych wyjaśnianie nieporozumień polegało na skakaniu sobie do gardeł. Piłkarze wspominają, że przestali się poklepywać po plecach i mówić, że jest dobrze. Wszystkie problemy postanowili wyjaśniać sobie od razu. Kto chce, niech się gniewa, każdy jest człowiekiem i może popełnić błąd, ale na boisku musi być szacunek dla pracy wykonanej przez kolegę. Masz pomóc, jeśli nie – to do reprezentacji nie pasujesz.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE