Najnowsza interwencja Uważam Rze

Historia

Niemiecki plakat z czasow okupacji przestrzegajacy przed tyfusem plamistym

Tajna broń podziemia

Leszek Pietrzak

Wiosną 1942 r. polscy lekarze wywołali w okolicach Stalowej Woli fałszywą epidemię tyfusu plamistego. Dzięki niej ocalili co najmniej 8 tys. mieszkańców, którym groziły niemieckie represje

Był koniec marca 1942 r., gdy wokół kilku wiosek niedaleko Stalowej Woli pojawiły się duże tablice z niemieckim napisem: „Achtung! Flieckfeber" (Uwaga! Tyfus plamisty!). Wśród przebywających w okolicy żołnierzy Wehrmachtu i przedstawicieli niemieckiej okupacyjnej administracji tablice te budziły grozę. W pamięci Niemców żywe były jeszcze doświadczenia z czasów I wojny światowej, gdy epidemia tyfusu plamistego, roznoszona przez panoszące się wszędzie wszy, dziesiątkowała walczące na frontach wielkiej wojny armie europejskich mocarstw.

Tyfus made in USSR

Gdy w czerwcu 1941 r. armie Hitlera zaatakowały Związek Sowiecki, widmo epidemii tyfusu powróciło. Setki tysięcy sowieckich żołnierzy, które trafiały do niemieckich obozów jenieckich, znowu zaczęły być atakowane przez tę groźną chorobę. Epidemia tyfusu plamistego swój punkt kulminacyjny osiągnęła w styczniu 1942 r., gdy we wszystkich niemieckich obozach jenieckich, w których znaleźli się wzięci do niewoli czerwonoarmiści, umierało dziennie średnio 6 tys. chorych. Sytuacja ta dotyczyła również obozów jenieckich z sowieckimi żołnierzami, które zostały ulokowane przez Niemców na terenie Generalnej Guberni (GG). Tylko w grudniu 1941 r. w obozach jenieckich w GG zmarło 65 tys. sowieckich żołnierzy. Tyfus zaczął wówczas docierać nawet na rdzenne tereny III Rzeszy. Szczególnie obawiano się go w niemieckiej armii. Dlatego władze III Rzeszy wprowadziły szczególnie restrykcyjne przepisy w tym zakresie. Gdy kogoś podejrzewano o chorobę, nie wpuszczano go na teren III Rzeszy. Niemieccy żołnierze, u których stwierdzono objawy tyfusu, byli natychmiast poddawani kwarantannie, a ich ubrania palono. Służby sanitarne Wehrmachtu były cały czas w stanie podwyższonej gotowości.

Niemieckie tablice ostrzegające przed tyfusem zostały umieszczone wokół 12 wsi, w tym m.in. wokół położonego niedaleko Stalowej Woli Zbydniowa, Dzierdziówki, Zaleszan, Kępia Zaleszańskiego, Turbi. Mieszkało w nich co najmniej 8 tys. ludzi. Wokół wspomnianych miejscowości został utworzony szczelny kordon sanitarny, do którego obowiązywał całkowity zakaz wstępu. Teren ten przez wiele miesięcy omijały z daleka wszystkie niemieckie patrole. Dla mieszkańców miejscowości objętych kordonem sanitarnym był to czas względnego spokoju, jakiego nie zaznali od początku wojny. Nie było niemieckich rewizji, łapanek i przymusowych kontrybucji. Mieszkańcy sanitarnej zony zachodzili w głowę, komu tak naprawdę zawdzięczają spokój.

Lekarze z konspiracji

Wszystko zaczęło się w listopadzie 1939 r., gdy w pobliskiej Stalowej Woli pojawił się młody lekarz z Warszawy Eugeniusz Łazowski, który rozpoczął pracę w PCK w pobliskim Rozwadowie. Łazowski przybył do Stalowej Woli wraz z niedawno poślubioną żoną Marią Tołowińską, która stąd właśnie pochodziła. Łazowski był osobą, którego życiowe plany całkowicie pokrzyżowała wojna. Po ukończeniu znanego warszawskiego Liceum im. A. Mickiewicza wstąpił do Szkoły Podchorążych Sanitarnych, by zaledwie rok później podjąć studia medyczne na Uniwersytecie Warszawskim (wówczas im. J. Piłsudskiego). Pech chciał, że gdy 1 września 1939 r. wybuchła wojna, był przed dwoma ostatnimi egzaminami końcowymi, jakie musiał złożyć, aby otrzymać dyplom lekarski. Tak jak wielu jego kolegów został zmobilizowany i wysłany do szpitala wojskowego w Brześciu, skąd wraz z transportem sanitarnym trafił do Baranowicz, a potem do Równego. Gdy 17 września 1939 r. na Kresy wkroczyła Armia Czerwona, został tak jak tysiące innych polskich żołnierzy aresztowany i prawdopodobnie podzieliłby losy polskich jeńców z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa rozstrzelanych wiosną 1940 r. w Katyniu. Jednak uśmiechnęło się do niego szczęście i zdołał uciec z transportu kolejowego. Po kilku tygodniach dotarł do Warszawy. Gdy jesienią 1939 r. dokończył na tajnych uniwersyteckich kompletach swój medyczny dyplom, wziął ślub i wraz z żoną postanowił wyjechać z Warszawy do Stalowej Woli. Zrobił to z uwagi na perspektywy zawodowe. Jego teść Ludwik Tołowiński był budowniczym miasta i autorem jego nazwy, a przede wszystkim był tam osobą bardzo wpływową. Właśnie dzięki protekcji teścia Łazowski znalazł szybko zatrudnienie w pobliskim Rozwadowie, gdzie zamieszkał. Ale też równie szybko nawiązał kontakty z miejscową konspiracją. Gdy na przełomie 1941 i 1942 r. w okolicy zaczęły się tworzyć partyzanckie oddziały, zaopatrywał je w leki, materiały opatrunkowe i udzielał bieżącej pomocy rannym. Latem 1941 r. Łazowski spotkał w Stalowej Woli swojego kolegę z czasów uniwersyteckich Stanisława Matulewicza, który również był zmuszony dokończyć studia medyczne na tajnych kompletach. Niemieckie władze skierowały Matulewicza do pracy w Zbydniowie pod Stalową Wolą. Tam nawiązał kontakty z miejscowymi strukturami Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO