Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Mają kredyty, nie mają mieszkań

Aneta Gawrońska, Janina Blikowska

Zadłużali się po uszy, by mieć własne mieszkanie. Choć wpłacili pieniądze, nie zostali właścicielami. Pozostał im tylko sąd

We wtorek, 26 marca, rozpoczyna się w Krakowie proces byłych szefów spółki deweloperskiej Leopard. To jedna z głośniejszych spraw na polskim rynku nieruchomości. Klienci brali kredyty, by kupić mieszkania w atrakcyjnych apartamentowcach w Krakowie, m.in. przy ul. Wierzbowej z widokiem na Wawel, gdzie firma zaplanowała 180 mieszkań. Pierwsze umowy Leopard zawierał z klientami w 2006 r. Metr mieszkania firma wyceniła na ok. 5 tys. zł, podczas gdy zazwyczaj w Krakowie kosztował w tym czasie około 3,5 tys. zł.

Mimo stosunkowo wysokich cen klientów nie brakowało. Deweloper był markowy, miał na koncie wiele udanych inwestycji. Zbierał za swoje projekty świetne recenzje. Nikt nawet nie przypuszczał, że zawierając z nim umowę, może stracić dorobek całego życia.

Nagle, już po podpisaniu umów przedwstępnych z deweloperem, okazało się, że firma jest potężnie zadłużona w amerykańskim funduszu Manchester Securities Corporation. By zdobyć pieniądze na inwestycje, Leopard wyemitował obligacje na ok. 71,5 mln zł, które fundusz wykupił. Oprocentowanie tej pożyczki wynosiło 25 proc. rocznie.

Manchester, aby zabezpieczyć swoje interesy, wpisał się w hipoteki budowanych mieszkań. Deweloperowi nie udało się spłacić całej pożyczki, dlatego Amerykanie chcieli otrzymać należne pieniądze od... klientów Leoparda. Wierzyciel zażądał dopłat od nabywców mieszkań w niebagatelnej wysokości:  po około 3 tys. zł za metr kwadratowy.

Ci jednak nie byli w stanie wyłożyć takich pieniędzy. – Na to mieszkanie wziąłem kredyt. Nie jestem jego właścicielem. Żaden bank nie da mi kolejnej pożyczki – opowiadał jeden z poszkodowanych klientów.

Przedstawiciele funduszu tłumaczyli, że nie mogą brać odpowiedzi za decyzje klientów, którzy zdecydowali się na ryzykowny zakup mieszkań, które są dopiero w budowie, w dodatku na podstawie umów przedwstępnych.

Syndyk sprzedaje osiedle

Budowa nie została ukończona, Leopard upadł. Jego majątkiem zarządza syndyk. Rok temu sąd, po długich bojach, uwolnił hipoteki mieszkań.

– Byliśmy pełni euforii. Wydawało się, że lada moment podpiszemy akty notarialne przenoszące na nas własność lokali. Tymczasem od roku nic się nie zmieniło. Mimo wyroku sądu hipoteki nie zostały jeszcze wyczyszczone – mówi Tomasz Pala, wiceprezes Stowarzyszenia Wierzbowa założonego przez klientów poszkodowanych przez Leoparda. – Osiedle ma być wystawione na sprzedaż w przetargu. Wątpimy jednak, by znalazł się chętny, bo wycena jest bardzo wysoka – opiewa na 86 mln zł. Największy budynek na osiedlu przy Wierzbowej stoi pusty i niszczeje. Trudno powiedzieć, jak się to wszystko skończy – dodaje.

Niefortunne decyzje doprowadziły szefów Leoparda na ławę oskarżonych. Były prezes Jacek P. i jego zastępca Bogusław Z. oraz szara eminencja spółki Grzegorz A. odpowiedzą przed sądem m.in. za oszustwo i działanie na szkodę klientów. Prokuratura doliczyła się 500 poszkodowanych, nie tylko z osiedla na Wierzbowej, ale też innych inwestycji.

Ze swojej działalności będą się też przed sądem tłumaczyć byłe władze warszawskiej spółdzielni Domena. Prokuratura zarzuca im narażenie klientów na straty.

– Proces rozpocznie się 22 kwietnia – informuje Maciej Gieros z referatu prasowego sądu okręgowego w Warszawie.

Spółdzielnia budowała mieszkania przy ul. Studenckiej na Mokotowie i Głębockiej na Białołęce w Warszawie. Wśród klientów były znane nazwiska – np. popularna dziennikarka stacji telewizyjnej.

Czekają latami

Klienci wpłacali pieniądze na mieszkania kilkanaście lat temu. Dla przykładu – za 66-metrowy lokal z miejscem postojowym nabywca zapłacił 12 lat temu 252 tys. zł. Mieszkania nie dostał, spółdzielnia zażądała dopłaty. Takich przykładów było więcej. Tym, którzy nie dopłacili, spółdzielnia wypowiadała umowy.

Pieniędzy nie odzyskali do dziś. W tym czasie spółdzielnia własność budynku przy ul. Studenckiej przeniosła na inną firmę. Prokuratura uznała, że było to działanie na szkodę klientów. W czasie śledztwa żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy. Przedstawiciele spółdzielni zapewniają teraz, że zarzuty są bezpodstawne, bo Domena dążyła do jak najszybszego dokończenia inwestycji, dlatego przekazała budynek innej firmie. Ich zdaniem winę za zaistniałą sytuację ponosi generalny wykonawca, który nie dokończył budowy. Sam wykonawca podkreśla, że musiał zaprzestać robót, bo spółdzielnia zalegała mu z płatnościami.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE