Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

O cypryjskim Golemie w Warszawie

Andrzej Urbański

Współczesne państwo jest rozdarte między nierynkowym społeczeństwem a rynkową gospodarką

Od 1989 r. wszyscy nam powtarzają, że państwo jest gorsze od rynku – powolniejsze, bardziej rozrzutne, narażone na działania koterii politycznych, a przede wszystkim mniej sprawne w zarządzaniu wartościami. Po prostu – państwo jest od rynku głupsze. I jeżeli wczytamy się w to, co głosi Leszek Balcerowicz, to za każdym razem usłyszymy powtarzaną jak mantrę tę samą kwestię – im mniej głupiego państwa, tym dla wszystkich lepiej. W tej rynkowej ewangelii najważniejsza manipulacja nie dotyczy ani państwa, ani rynku, lecz wartości. A raczej fundamentalnej różnicy między tym, co za wartości uważa znaczna część społeczeństwa, a tym, co głoszą balcerowiczopodobni.

W badaniach CBOS, omówionych ostatnio przez „Rzepę", tylko  1/3 Polaków wierzy w przewagę rynku nad państwem w gospodarce; 85 proc. oczekuje, że państwo zajmie się uzdrowieniem sytuacji, w tym aż 93 proc. liczy, że to państwo przyczyni się do stworzenia nowych miejsc pracy. Nie dziwi więc, że 61 proc. woli pracować „na państwowym" niż „u prywatnych", choć w praktyce jest odwrotnie. Eksperci, oceniając badania, mówią o wyraźnej społecznej potrzebie korekty dotychczasowej relacji państwo – rynek. Ja dodałbym, że wyłania się z tego również tęsknota za powrotem do ideałów „Solidarności". Nie znaczy to jednak, że ci, którzy źle oceniają możliwości efektywnego funkcjonowania państwa, bredzą.

Cypryjski Golem zainfekowany jest bezwartościowymi greckimi obligacjami

Mają rację. Państwo jest głupsze, bo nie poluje na zysk, nie kombinuje, jak ograniczyć koszty, nie wywala ludzi na bruk, nie odcina ciepłej wody i energii elektrycznej w mieszkaniach komunalnych, kiedy uzna, że lepiej je zburzyć i w to miejsce zbudować nowoczesne centrum handlowe. To przykład konfliktu wartości. Państwo bowiem – tam, gdzie jest zanurzone w społeczeństwie – w ogóle nie może być rynkowe. Szczególnie kiedy rynek nie spełnia swojego najważniejszego zadania i przestaje produkować miejsca pracy. Zapomniano bowiem, że diabelski układ państwa z rynkiem, jaki nam zaproponowano po 1989 r., na tym właśnie polegał – państwo przestaje odpowiadać za miejsca pracy, w zamian wspomaga rynek wszędzie tam, gdzie on tego potrzebuje. Prywatyzuje przemysł i banki, współtworzy rynek kapitałowy (najlepszym przykładem jest ukochane dziecię Balcerowicza – emerytalny system OFE), i dba o to, aby zyski nie były nadmiernie opodatkowane, bo to zabija prywatne inwestycje.

Współczesne państwo jest więc rozdarte między nierynkowym społeczeństwem a rynkową gospodarką; między uprawiającymi demokrację obywatelami a rozpasanymi konsumentami, którym wisi i powiewa, kto im dostarczy taniej upragniony towar – Polacy czy Chińczycy. Rzecz w tym, że demokratyczna legitymacja państwa bierze się z decyzji społecznych i obywatelskich, a nie z decyzji rynkowych i konsumenckich. Od co najmniej dwóch dekad krytycy tego stanu powtarzają, że prawdziwy kryzys dotyczy właśnie tego, co obywatelskie, a nie co konsumenckie. Rynek deprawuje obywatelską sferę, bo nie jest mu ona do niczego potrzebna, a nawet gorzej – zorganizowani obywatele zazwyczaj przeszkadzają rynkowi, bo domagają się różnych ograniczeń. I nieprzypadkowo w tym dziele deprawacji ogromną rolę pełnią medialne koncerny, które przekonują co dnia, że łydki pewnej celebrytki są ważniejsze niż polityczne decyzje dotyczące milionów pracowników.

Przykładem idealnego państwa z punktu widzenia rynku są wszelkie podatkowe raje, gdzie na lokatach bankowych drzemią setki miliardów, podczas gdy obywatele sprowadzeni są co najwyżej do roli słupów zakładających konta lub dozorców w apartamentach. Taką rolę jeszcze10 dni temu pełnił Cypr z depozytami w bankach czterokrotnie wyższymi (68 mld) niż PKB w wysokości 18 mld euro. Wszystko z prostej przyczyny – cypryjskie banki płaciły za depozyty dwa razy więcej niż niemieckie. Dzięki temu państwo Cypr jest karłem przy bankowym Golemie. Gdy jednak się okazało, że Golem zainfekowany jest greckimi bezwartościowymi obligacjami, eksperci z Brukseli nakazali opodatkować nie tylko bogaczy, ale wszystkich innych posiadaczy kont. W imię „sprawiedliwości".

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?