Najnowsza interwencja Uważam Rze

Temat numeru

Nowy transport wiezniow przybywa do niemieckiego obozu zaglady w Auschwitz. Wielu z nich od razu trafi do komor gazowych

Fałszowanie historii

Leszek Pietrzak

Jak Niemcy robią z siebie ofiary II wojny światowej

Kiedy w latach 50. brytyjska prasa napisała o „gestapo boys" zatrudnianych przez niemiecki wywiad, szczegółowo o sprawie został poinformowany kanclerz Adenauer. 1 grudnia 1953 r. Gehlen przedstawił w tej sprawie raport komisji ds. bezpieczeństwa Bundestagu. Poinformował, że 40 jego pracowników ma za sobą przeszłość w Służbie Bezpieczeństwa Reichsführera SS. Dyskretnie przemilczał fakt, że stworzył całą armię tajnych współpracowników rekrutujących się z byłych zbrodniarzy, w tym tak „wybitnych" jak szef gestapo w Lyonie i SS-Hauptsturmführer Klaus Barbie, znany jako „Kat z Lyonu", który został w 1947 r. zaocznie skazany we Francji na karę śmierci. Barbie zbiegł do Boliwii, gdzie ukrywał się jako Klaus Altmann i został zwerbowany przez wywiad Gehlena (nadano mu pseudonim „Adler", nr rejestracyjny V-43118). Dostarczał ważnych informacji o sytuacji politycznej w Ameryce Południowej.

Początkowo określeniem „polskie obozy koncentracyjne" posługiwały się opiniotwórcze niemieckie media: głównie gazety i stacje telewizyjne (w tym celu szeroko wykorzystywano agenturę w tych środowiskach). Dość szybko termin ten został przeniesiony do USA. Władze komunistycznej PRL nie przywiązywały do niego żadnej wagi. Uznały, że to jedynie przejaw imperialistycznej propagandy. Unormowanie stosunków polsko-niemieckich w 1970 r. zepchnęło problem semantycznego kłamstwa ludzi Gehlena na dalszy plan. Tymczasem operacja odniosła niebywały sukces, a kłamstwo rzucone przez byłych esesmanów było coraz częściej powtarzane. Dzisiaj „polskie obozy koncentracyjne" są już stałym elementem codzienności nie tylko w Niemczech, ale i na świecie.

W imię propagandy

Niemcy są hegemonem w Europie. Żartuje się nawet, że jeśli ktoś chce zadzwonić do Europy, to powinien wybrać numer urzędu kanclerskiego w Berlinie. Jednak Niemcy pragną przewodzić nie tylko Europie, ale i światu. 80-milionowy kraj ze swoim potencjałem gospodarczym, przemysłowym i naukowym wcale nie musi ustępować Francji, Wielkiej Brytanii, a nawet USA, Chinom i Rosji. Niemcy chcą i zapewne w przyszłości dołączą do grona głównych graczy światowej polityki. Aby tego dokonać, muszą jednak zmienić własną świadomość, zdeformowaną po wojnie przez narzucone im przez aliantów poczucie historycznej winy. Niemcy muszą przerzucić tę winę na inne narody. Polska nadaje się do tego najlepiej. Wyniki sondażu, który w ubiegłym roku opublikował magazyn „Stern", pokazują, że już 65 proc. Niemców jest przekonanych, że ich kraj nie ponosi szczególnej odpowiedzialności za II wojnę światową. To całkiem nieźle. Proces zmiany świadomości jeszcze trwa. Film „Nasze matki, nasi ojcowie" to kolejne narzędzie, jakim posłużono się w tym celu. Zakończenie przebudowy niemieckiej świadomości to jeden z warunków, jakie muszą być spełnione, aby Niemcy znowu mogły decydować o losach świata.

Polityka historyczna firmowana, finansowana i wspierana po cichu przez kolejnych kanclerzy, w tym Angelę Merkel, odniosła sukces, chociaż żyją jeszcze świadkowie niemieckich okrucieństw. Strach pomyśleć, co się stanie, gdy ich zabraknie.

1 2 3 4
Następna

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?