Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

W szponach oligopolu

Jacek Krzemiński

Rządowe decyzje doprowadziły do patologii na polskim rynku energetycznym. Ceny energii należą u nas do najwyższych w Europie, co uderza nie tylko w gospodarstwa domowe, ale i przemysł, który staje się coraz mniej konkurencyjny

W zeszłym roku hurtowe ceny prądu, czyli te, po jakich kupuje się go w elektrowniach, spadły w Polsce o 20 proc., m.in. w wyniku spadku jego zużycia w naszym kraju. Powinny więc spaść także ceny detaliczne energii elektrycznej (do nich dolicza się m.in. koszt przesyłu prądu z elektrowni do odbiorcy), ale niestety tak się nie stało. Dlaczego? Ponieważ polski rynek energetyczny jest patologiczny, zdominowany przez państwowy oligopol, któremu rząd od lat pomaga wzmacniać swą pozycję i wycinać prywatną konkurencję.

Beneficjenci państwa

Ten proceder rozpoczął się jeszcze w latach 90. XX w., gdy – głównie za rządów koalicji SLD–PSL – państwowym elektrowniom przyznawano długoterminowe kontrakty na odbiór energii elektrycznej po cenie wyższej od rynkowej. Miało im to umożliwić zaciągnięcie kredytów na realizację większych inwestycji, m.in. na budowę instalacji, dzięki którym mniej zatruwałyby otoczenie. Konkretnie chodziło o tzw. odsiarczanie spalin, czyli oczyszczanie ich ze szkodliwego dla ludzi i środowiska dwutlenku siarki.

Cała operacja może i miała jakiś sens, bo ówczesnych polskich elektrowni (zdekapitalizowanych przez zaniżane w okresie PRL ceny prądu) bez takiego by-passu nie byłoby stać na większe inwestycje. Niestety, nie obyło się bez skutków ubocznych. Elektrownie, którym przyznano długoterminowe kontrakty, za ich sprawą zwiększyły przychody o setki milionów złotych rocznie, co zapewniało im uprzywilejowaną pozycję rynkową. Były w dużo lepszej sytuacji niż prywatni czy zagraniczni inwestorzy, którzy chcieliby zbudować w Polsce nowe elektrownie. Ci ostatni więc prawie w ogóle ich u nas nie budowali, a zamiast tego próbowali – z niewielkim powodzeniem – kupować istniejące już państwowe elektrownie. Kontrakty długoterminowe wprawdzie w końcu rozwiązano, ale ich beneficjentom przyznano z tego tytułu idące w setki milionów złotych odszkodowania (nazwano to poetycko „kosztami osieroconymi"), wypłacane corocznie do dziś.

Nie byłoby to tak opłakane w skutkach, gdyby nie fakt, że firmy z tego sektora w Polsce są wciąż w większości państwowe. W 2007 r. przeprowadzono tzw. konsolidację pionową, łącząc elektrownie z zakładami energetycznymi zajmującymi się przesyłaniem prądu i dostarczaniem go odbiorcom. W jej wyniku powstały cztery państwowe koncerny energetyczne: PGE, Tauron, Enea i Energa. Tylko ten pierwszy miał udział w krajowej produkcji prądu na poziomie 40 proc., a po połączeniu z Tauronem i Eneą – grubo ponad 50 proc. A jeszcze więcej, gdy doliczy się do tego polskie elektrownie i elektrociepłownie należące do EDF, państwowego koncernu energetycznego z Francji. Powstał więc w ten sposób klasyczny oligopol. Nie byłoby to takie złe, gdyby należące do niego firmy tylko produkowały prąd (tzn. gdyby zamiast konsolidacji pionowej dokonano konsolidacji poziomej, czyli połączono w kilka większych firm jedynie elektrownie). Ale one mają też większościowy udział w rynku przesyłu i sprzedaży energii elektrycznej.

Wprawdzie nie mogą zupełnie dowolnie kształtować cen, bo przynajmniej część (te dla gospodarstw domowych i opłaty za przesył) muszą uzgadniać z państwowym regulatorem, czyli Urzędem Regulacji Energetyki. Wyliczają je jednak na podstawie swoich kosztów, a te są rozdęte. Bo PGE, Tauron czy Enea wciąż cierpią na przerost zatrudnienia, nie liczą się zbytnio z wydatkami, bywają bardzo niegospodarne, a po każdych wyborach padają łupem polityków oraz ich znajomych znajdujących tam synekury i sute zlecenia. Nie wspominając już o wyśrubowanych do granic możliwości pensjach i przywilejach pracowników. Efekt jest taki, że w Polsce ceny energii elektrycznej należą – przy uwzględnieniu siły nabywczej – do najwyższych w Europie (tylko w 2011 r. zdrożały o 5,1 proc.). To uderza nie tylko w gospodarstwa domowe, ale i polski przemysł, który także z tego powodu jest coraz mniej konkurencyjny.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy