Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Bezkompromisowy abp Jozef Michalik zyskal wsrod krytykow miano jastrzebia

Kneblowanie Kościoła

Marcin Hałaś

Głos Kościoła katolickiego w Polsce został skutecznie spacyfikowany, a spora część kapłanów uległa terrorowi

Zasady głoszone przez Kościół katolicki są jasne. Środowiska lewicowe nie ustają jednak w próbach ich relatywizowania. W tym celu próbują kreować tak zwany Kościół otwarty, którego stolica nie mieści się bynajmniej w Watykanie, ale przy ul. Czerskiej, w redakcji „Gazety Wyborczej". Do swego „Kościoła otwartego" publicyści tego dziennika wielokrotnie próbowali już zapisywać papieża Jana Pawła II i cały Sobór Watykański II (jeżeli nie wszystkich świętych). Tymczasem mimo ciągłych wysiłków jego promotorów spośród osób konsekrowanych przynależność do niego konsekwentnie wydaje się deklarować zaledwie ksiądz Adam Boniecki. Czasami w tę stronę mruga jeszcze biskup Tadeusz Pieronek oraz kilku okazjonalnych współczesnych „księży patriotów". Oprócz Bonieckiego członkami „Kościoła otwartego" byli też tacy księża, jak Tadeusz Bartoś, Stanisław Obirek oraz Tomasz Węcławski. Wszyscy opuścili już stan kapłański, a nawet wspólnotę Kościoła katolickiego (Węcławski dokonał aktu apostazji). Co ciekawe – nie przeszkadza to całej trójce uprawiać apostolskiej działalności na rzecz „Kościoła otwartego". Jasno jednak widać, że przejście do niego było w ich wypadku pierwszym krokiem do porzucenia katolicyzmu.

Jedną z zasad „Kościoła otwartego" sformułowała na łamach „Gazety Wyborczej" Katarzyna Kolenda-Zaleska. W opublikowanym tam felietonie „Kościół zbyt potępia" gorliwie powtórzyła jedno z ulubionych zaklęć środowiska „otwartczyków": „Chciałoby się widzieć też Kościół rozumiejący innych, otwarty i dyskutujący, a nie wyłącznie potępiający". Tak więc – według postulatów reformatorów z Czerskiej – Kościół powinien być otwarty na tych wszystkich, którzy uważają, że kobieta ma prawo dokonać aborcji, a homoseksualiści mogą zawierać związek cywilny równoważny z małżeństwem (w tych dwóch kwestiach – liberalizacji prawa chroniącego życie nienarodzone oraz tolerancji wobec homoseksualizmu – „Gazeta Wyborcza" prowadzi nieustanny publicystyczno-społeczny lobbing). Natomiast Kościół, który napomina, potępia zło i nazywa je wprost lub przypomina, że pewne czyny skutkują ściągnięciem na siebie ekskomuniki, staje się chłopcem do bicia dla publicystycznych orędowników „Kościoła otwartego".

Nazywać rzeczy po imieniu

Zasady głoszone przez Kościół katolicki są jasne: nie można zabijać życia poczętego, małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny.

Z tym po prostu nie sposób dyskutować. W obu kwestiach prawo państwowe stanowią jednak świeccy politycy. Dlatego członkowie Kościoła – hierarchowie, kapłani i świeccy – mają obowiązek jasnego stawiania kwestii odpowiedzialności, jaką ponoszą zarówno politycy, jak i ich wyborcy za swoje postawy wyrażone aktem głosowania. I skoro z praw kościelnych jasno wynika, że każdy, kto przykłada rękę do zabijania życia poczętego, popełnia grzech śmiertelny, to obowiązkiem członków Kościoła jest przypominanie, że zasada ta dotyczy także polityków działających w sprawie liberalizacji tzw. ustawy antyaborcyjnej. Co więcej – przed każdymi wyborami członek Kościoła powinien usłyszeć od swego pasterza jasny komunikat: głosowanie na kandydatów ugrupowań deklarujących działanie na rzecz liberalizacji prawa antyaborcyjnego może skutkować wyłączeniem ze wspólnoty wiernych. I na pewno nie licuje z postawą katolika. I jeszcze więcej: wydaje się, że dobrze by było, gdyby taki komunikat duszpasterski zawierał również konkretne nazwy ugrupowań, na które katolik nie powinien głosować: Ruch Palikota, Sojusz Lewicy Demokratycznej. Atlas grzybów niesie nie tylko informację, że mamy wystrzegać się grzybów trujących, ale podaje ich dokładne opisy i nazwy: muchomor sromotnikowy, piestrzenica kasztanowata...

A jednak w polskich kościołach raczej nie usłyszymy podczas homilii treści odnoszących się do politycznych konkretów. Jeżeli już się trafiają, to podawane są w zawoalowany, aluzyjny sposób, ewentualnie ogólnie zachęcają do aktywności obywatelskiej i udziału w wyborach. Kiedy w parafii pojawi się kapłan mający świadomość, że warto mówić jasno i wprost, nierzadko część wiernych komentuje jego wystąpienia z dezaprobatą. W kilku wypadkach zdarzyło się nawet, że oburzeni wierni mieli dzwonić – zagadka: gdzie? Co dziwne, nie do kurii biskupiej, ale do najbliższego oddziału (w całej dwuznaczności tego słowa) „Gazety Wyborczej", żeby poskarżyć się na politycznie „jątrzące" treści, które z ambony padać nie powinny. A etatowcy Michnika urządzali kaznodziei publiczną chłostę na łamach.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Wojciech Romański

W smoczym kręgu