Najnowsza interwencja Uważam Rze

Butik

Sylwia Adamowicz, wlascicielka szkoly FreeArtFusion, wierzy, ze Polki maja szanse na mistrzostwo

Daleko od go-go

Karolina Kowalska

Taniec na rurze może się pojawić na najbliższych igrzyskach w Rio de Janeiro. Jeśli oczywiście nie przestanie budzić skojarzeń z klubem nocnym

Nie bardzo wierzy, że Międzynarodowemu Stowarzyszeniu Pole Dance Fitness (International Pole Dance Fitness Association), prowadzonemu zresztą przez Polkę, Annę Przeplasko, uda się przekonać Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Wpisanie pole dance'u na listę dyscyplin olimpijskich i dopuszczenie do Igrzysk w Rio to jej zdaniem mrzonki. – Obawiam się, że tamtejsi działacze też nie będą potrafili podejść do nas poważnie. Upłynie jeszcze wiele wody, zanim świat zdoła przełamać stereotypy. Zresztą o czym tu mówić, jak MKOl nie chce dopuścić do igrzysk sportu z tak długą tradycją jak karate – tłumaczy Joanna Derybowska.

Chętnie opowiedziałaby zasiadającym w komitecie byłym lekkoatletom, wioślarzom czy judokom, jak morderczego treningu wymaga rura. Zaprosiłaby do swojej szkoły Studio PoleArt na Ursynowie i kazała zrobić choćby deskę. Zobaczyliby, jakie to przeciążenia. Sama takiego wycisku nie dostała nawet w szkole baletowej ani na treningach tańca, którym zajmowała się zawodowo przez ponad 20 lat.

Drą koty na rurze

– To bardzo wysiłkowy, ciężki sport, w którym mięśnie poddawane są takim nadwyrężeniom, że wystarczy godzina treningu na poziomie zawodniczym, żeby nie móc dojść do siebie przez najbliższe trzy dni – mówi. Choć cały czas trenuje, bo nawet jeśli sama nie powtarza układów, to prowadzi zajęcia, wątpi, by udało jej się powtórzyć mistrzostwo Europy. W tym roku chce więc przeskoczyć mistrzostwa kontynentu i wystartować od razu w listopadowych Mistrzostwach Świata w Szanghaju, gdzie jest kategoria seniorska 40+. – Mam 44 lata i brak mi wydolności 20-latki. To, że wygrałam w Rzymie z zawodniczkami o połowę młodszymi, jest ewenementem. Mam świadomość ograniczeń własnego organizmu – tłumaczy. Teraz mistrzynię Europy chciałaby sobie wychować. Wśród kursantek widzi co najmniej trzy obiecujące zawodniczki.

Sylwia Adamowicz, kilka lat młodsza od Joanny Derybowskiej, waha się, czy samej startować w zawodach. Musiałaby – mówi – zrzucić jeszcze kilka kilogramów z i tak szczupłej sylwetki, „odtłuścić się" do poziomu  kulturystki. No i całkiem oddać się własnym ćwiczeniom – dwóm godzinom techniki, kilku – rozciągania. Trenować i spać. Wejść w kierat, jak w czasach gdy trenowała gimnastykę artystyczną. A przecież już jest tak zajęta, że nie ma gdzie szpilki wetknąć. Prowadzi zajęcia, uczy akrobatyki i plastyki ruchu studentki aktorstwa Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia w Warszawie, robi choreografię do musicali i spektakli. Ale czas na trenowanie kogoś na pewno by się znalazł. – Tym bardziej że mamy naprawdę zdolny narybek – dodaje Sylwia Adamowicz.

Jedyne, co jej przeszkadza, to brak zasad oceniania tego sportu w Polsce, państwowego związku, który zająłby się regulaminem, systemem sędziowania, stworzeniem kategorii i kwalifikacji. Ale do tego potrzebne by było uznanie pole dance'u przez MKOl, więc koło się zamyka. Nie wierzy, że polskie stowarzyszenia, powstające co rusz w różnych stronach kraju, zdołają się dogadać. Owszem, były takie próby. Kiedyś nawet wszyscy zjechali do dużego miasta i usiłowali obradować, ale tylko darli koty. W sumie czego się spodziewać, jeśli przy jednym stole usiadły byłe zawodniczki i profesjonalne tancerki oraz właściciele klubów ze striptizem. Jedne chciały programu treningów i certyfikacji, drudzy punktacji za trzęsienie pupą i biustem.

Można najwyżej machnąć ręką. Dziś Sylwia Adamowicz stara się o certyfikację IPDFA dla autorskiego programu kursów instruktorskich. Uczyłaby przyszłych szkoleniowców, że zajęć nie można zaczynać od wejścia na „pola", tylko długiej rozgrzewki, że pierwsze tygodnie ćwiczeń to nauka chodzenia i figur naziemnych i przyzwyczajania skóry do drążka. – Kurs trzeba by zacząć od absolutnych podstaw, bo kto nie trenował gimnastyki albo akrobatyki, ma prawo nie wiedzieć, że przyczepność do drążka ma tylko skóra rozgrzana, przyzwyczajona do tarcia o chromowaną powierzchnię – tłumaczy Sylwia Adamowicz. Woli sobie nie wyobrażać, czym grozi pole dance u dyletantów. Sama wie, jak nie dopuścić do kontuzji, naderwania mięśni, upadku. Czy wiedzą to samozwańcze instruktorki z doświadczeniem w nocnym klubie? Szczerze wątpi.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Wojciech Romański

W smoczym kręgu